Kuriozalne stanowisko SDP

Jak podał portal „Gazety Wyborczej”, przygotowywanie materiałów dziennikarskich w celu propagandowym nie mieści się w kanonie rzetelnego dziennikarstwa – oświadczyło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w reakcji na publikację przez TVN „taśm Renaty Beger”.

To skandal, że SDP, które powinno w tej sprawie stać murem za dziennikarzami wydaje tego rodzaju oświadczenie
– odpowiada na to jeden z autorów programu „Teraz My” Andrzej Morozowski. Dziennikarz, który jest jednocześnie członkiem SDP zapowiedział, że natychmiast podejmie kroki, by z niego wystąpić.

Dziennikarzy „Teraz My” broni też prezes zarządu TVN Piotr Walter, który podkreślił, że „autorzy programu dochowali wszelkich zasad rzetelnego dziennikarstwa, którego celem jest wyjawienie wszelkich nieprawidłowości w życiu publicznym”.

SPD: Nie łączyć pracy dziennikarskiej z walką polityczną

W oświadczeniu SDP, które w piątek przekazano PAP czytamy, że „Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich apeluje do środowiska dziennikarskiego o niełączenie pracy dziennikarskiej z walką polityczną”.

„Przygotowywanie materiałów dziennikarskich w celu propagandowym nie mieści się w kanonie rzetelnego dziennikarstwa”, bo „podstawowym przesłaniem jego działalności jest informowanie i udzielanie głosu opinii publicznej” – napisano ponadto w oświadczeniu.

„Dziennikarz powinien być niezależny i bezstronny, nie dopuszczać do sytuacji, w której może być posądzony o sprzeniewierzenie się podstawowym zasadom jego misji społecznej” – podkreśla SDP.

Sekretarz generalny SDP Stefan Truszczyński powiedział PAP, że w głosowaniu nad oświadczeniem wzięło udział 11 spośród 13 członków Zarządu Głównego SDP oraz szef CMWP, z czego 9 osób podpisało się pod tym stanowiskiem, a trzy były przeciwne.

„SDP niechętnie krytykuje dziennikarzy, ale w tym wypadku uznaliśmy, że takie stanowisko musimy wyrazić” – dodał Truszczyński.

Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Miłosz Marczuk dodał, że w przypadku ujawnienia „taśm Beger” doszło do przekroczenia granicy wykorzystywania dziennikarzy do rozgrywek politycznych. Dziennikarze nie powinni dawać się wciągać w tego typu gry – dodał Marczuk.

Morozowski: Wypisuję się w proteście z SDP

Jeden z autorów programu „Teraz My” Andrzej Morozowski jest oburzony oświadczeniem SDP. Z tego oświadczenia wynika, że państwo, którzy je podpisali, usiłują wmówić mnie, Tomaszowi Sekielskiemu i wielu dziennikarzom mojej stacji, że działaliśmy z podpuszczenia jakichś polityków. Oświadczam, że jest to całkowita nieprawda – podkreślił Morozowski.

Po drugie, jestem tym bardziej zaskoczony, że sam jestem członkiem SDP. I właśnie w tej chwili oświadczam, że przestają nim być. Dokonam jak najszybciej wszystkich potrzebnych działań, żeby się wypisać – zapowiedział dziennikarz. Według niego, w takiej sytuacji SDP powinno stać murem za dziennikarzami, mówić, że to, co dziennikarze zrobili, jest słuszne. Po co mi takie Stowarzyszenie? Mnie, dziennikarzowi, po co mi ono jest? – pytał Morozowski.

TVN: Zgoda z SPD byłaby nałożeniem cenzury

Oświadczenie w tej sprawie wydała TVN. „Rozumowanie członków Zarządu Głównego SDP prowadzi w konsekwencji do uznania, że jakikolwiek materiał polityczny, zwłaszcza krytyczny wobec władzy, wpisuje się w walkę polityczną między partiami politycznym. Zgoda ze stanowiskiem ZG SDP oznaczałaby w istocie nałożenie mediom cenzury politycznej” – napisał prezes zarządu TVN Piotr Walter.

Walter dodał ponadto, że metoda, jaką dziennikarze zdobyli materiał, „jest całkowicie zgodna z Kodeksem Etyki Dziennikarskiej SDP, który w rozdziale II, punkcie 5 mówi: +ukryta kamera i mikrofon czy podsłuch telefoniczny są dopuszczalne wyłącznie w przypadku dziennikarstwa śledczego, tj. tropienia w imię dobra publicznego – za wiedzą i zgodą przełożonych – zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy+„.

Walter: Działanie autorów „Teraz My” zgodne z kodeksem BBC

Zaznaczył też, że postępowanie autorów „Teraz My” jest zgodne z kodeksem etycznym BBC, a celem tej publikacji było „oczyszczenie polskiej polityki ze zjawisk, które najdelikatniej można określić jako patologiczne”. „Mamy nadzieję, że z publikacji +Teraz My+ wnioski wyciągnie cały świat polityczny: i rządząca koalicja i opozycja” – czytamy w komunikacie TVN.

Walter zapowiedział też, że TVN zaproponuje kandydatury Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego do tegorocznej nagrody „Press”, przyznawanej przez „rzeczywiste środowisko dziennikarskie”.

Mój komentarz: po wielu latach przynależności przestałem być członkiem SDP wraz z delegalizacją tej organizacji w stanie wojennym – i nigdy już nie starałem się wstąpić do niej ponownie, bo jestem i byłem przeciwny upolitycznieniu organizacji, która – w mojej opinii – powinna mieć charakter wyłącznie zimnej emocjonalnie, silnie roszczeniowej korporacji zawodowej. Z tej samej przyczyny porzuciłem szergi SDRP, tej „lewicowej” organizacji dziennikarskiej, która też stała się bez sensu polityczna. Ale miałem – przyznaję – cień wątpliwości co do właściwości tej decyzji. Trochę mniejszy stał się ten cień, gdy jednego z prezesów SDP skazano za pedofilię; dziś zniknął zupełnie. Uważam tych państwa za palantów, dixi.

nie.jpg

Reklamy

16 uwag do wpisu “Kuriozalne stanowisko SDP

  1. Pisanie książek…
    Większość osób piszących świetne książki dotyczące historii lotnictwa (dość specjalistyczne, przyznaję) pracuje gdzieś na etacie, a książki pisuje po godzinach. Z pisania książek żyją chyba tylko wyrobnicy, którzy są w stanie tłuc 6-8 książek w roku. Rzecz jasna większość z tych publikacji to „tłumaczenia” i kompilacje już dawno wydanych książek zachodnich, często „udoskonalone” przez wyrobników. Ale to już chyba zupełnie inna bajka…

    Polubienie

  2. Widzisz, Olgierd: o to właśnie chodzi, żeby ludzie pisali książki – i jeśli uda się im wydać, żyli z tego w miarę dostatnio, nie musząc np. dorabiać na jakimś etaciku w urzędzie. Żebi pisanie miało szanse być zajęciem nie tylko głównym, ale i jedynym. Oczywiście, w takim systemie ryzyko spada na wydawcę;m więc musi on się na przemiocie swego wydawnictwa znać (mieć smak literacki w wypadku klasycznej literatury, fachową znajomość przedmiotu gdy idzie np. o informatykę itd.). Tzn. nie musi się znać osobiście – ale musi mieć tyle kasy, by sobie wynająćm odpowiednich (rozumie się: znów wyśmienicie płatnych) lektorów, opiniodawców i redaktorów. BTW: mniej więcej tak funkcjonował ruch wydawniczy w… PRL. Za tzw. nakład podstawowy (wówczas – ach, gdzie te czasy! – na ogół 10000 egzemplarzy) płacono autorowi około dwuletniej średniej karjowej; za następne 10 tys. – 80% tej stawki, za następne – 60%, każde kolejne 10 tys. to było już 50%. W tej sytuacji łatwo policzyć, że za 100 000 nakładu autor dostawał około 590% stawki, czyli mniej więcej 11-letnią przeciętną płacę. Tłumacz dostawał na ogół połowę tego, chyba że tłumaczył z języka oficjalnie uznawanego za trudny (np. arabski, hindu, czy swahili – wtedy stawki były niemal identyczne z autorskimi). W dodatku twórca (nie tylko pisarz, także plastyk, muzyk, dziennikarz) mógł trzymać zarobione honoraria na specjalnym koncie „W”; pieniądze były w ogóle nieopodatkowane, dopóki ich nie podjął – a wówczas płacił od podjętej sumy jedynie 50% podatku. A i to – powiem ci – nieco narzekaliśmy: dla literatury popularnonaukowej na przykład nakład podstawowy był 20000, czyli wielcy popularyzatorzy nauki – jak powiedzmy w owych czasach Stefan Bratkowski – zarabiali o połowę mniej niż twórcy fikcji literackiej, powiedzmy Andrzejewski. Co więcej, PRL była jednym z gorzej płacącym twórcom państw: w ZSRR czy NRD sumy były praktycznie te same, ale liczone w tamtejszej walucie. Twócy w NRD czy ZSRR zarabiali więc krocie: sam znałem radzieckiego (kiepskiego zresztą) dramaturga, autora jednej-jedynej sztuki, którą mu wystawiono w… bagatela, ponad 400 teatrach, co w wypadku sztuki ma zasadnicze znaczenie dla zarobku. Otóż pan ten był na nasze ówczesne warunki już nie milionerem, ale miliarderem. A Witia Pekelis, szef ruskiego stowarzyszenia popularyzatorów nauki (było takie) miał nieseryjny samochód (wołge, bo wołgę – ale tak wypasioną, że oko bielało), mieszkanie w Moskwie, willę na Krymie i drugie mieszkanie… w Paryżu.

    Polubienie

  3. -> Bogdanie, za takie pieniądze to ja zaraz biorę się za pisanie książek, skoro wydawca musiałby administracyjnie zapłacić 24 średnie krajowe za 220 stron maszynopisu, to ja w to wchodzę.
    Co do pensji płaconych przez wydawców – zgadzam się, niech płacą i 2 mln miesięcznie. Tylko niech znajdą na to pieniądze, bo raczej nawet Winkowski banknotów nie dodrukuje.

    Swoją drogą wdepnąłem swego czasu w interesy ze spółką 4Media SA, mam wyrok sądu pracy (niewykonany – komornik nie znalazł majątku), już prawie 2 lata mijają jak założyłem sprawę o zapłatę przeciwko Mariuszowi H., prezesowi mojej spółki.

    Polubienie

  4. 1. Konkurencja? Nie zawsze to jest dobre wyjście! Czasami daje w efekcie koszmar wyścigu szczurów.
    2. Korporacja? Nie zawsze zła!
    3. Nic nigdy „zawsze”.
    W tym wypadku niechaj konkurują wydawcy o dziennikarzy; a jak ich nie będzie stać na wydawanie gazety, to won na drzewo. Jeśli będą konkurowali dziennikarze o pracę to dostaną ją nie najlepsi, ale najbardziej dyspozycyjni włazidupcy. W efekcie wygrają wydawcy silni politycznie i/lub bogatsi od innych, wcale nie lepiej spełniający misję prasy i potzreby społeczne.
    Co z tego że PSL (nie pamiętam, ale nie wykluczam) to popierał w poprzednim układzie koalicyjnym? Sąd jest prawdziwy lub nie niezależnie od tego, kto i kiedy go wypowiada, o ile moje studia logiki są jeszcze coś warte.
    Nawiasem mówiąc, strasznie mnie to wkurza, te uwagi o „ciemnej stronie Mocy” i w ogóle owo pięknoduchowskie zbrzydzenie SLD & całą lewicą. Ja na ten przykład dostaję wysypki gdy myślę o nurcie narodowo-katolickim w naszym życiu politycznym i przynależności kiedyś tam do „S” wcale nie uważam za chwałę samą przez się. I co z tego? Uważam np. Komorowskiego za fajnego i porządnego faceta, Wrzodaka mam za jaje, Gosiu, Ziobro, Wasserman i Macierewicz mnie brzydzą, przed Karolem Modzelewskim leżę plackiem, zaś Cymańskiego widzę błaznem. Powtarzam: i co z tego?

    Polubienie

  5. @ Olgierd

    Co do większości postulatów – w zasadzie OK – z wyjątkiem części o prasie elektronicznej.

    Widzisz, a ja bym chciał jasnego określenia, że serwis tematyczny (np. hobbystyczny lub lokalny), publikujący regularnie informacje / artykuły jest uważany za prasę elektroniczną. Chciałbym tego określenia, bo (jeśli mnie skleroza nie myli) przynajmniej jeden sąd odmówił rejestracji tytułu jakiegoś portalu lokalnego wychodząc z założenia, że to nie prasa.

    Co do Syndykatu… nie jestem do końca przekonany. Znam „paru” zasłużonych, którzy mają mocno lekceważące podejście do swojej pracy, a z pewnością zostaliby do takiego Syndykatu włączeni automagicznie. Z kolei znam też trochę młodych dziennikarzy, którzy się do swojej pracy przykładają i każde zlecenie traktują serio. Oni się w Syndykacie nie znajdą, a przynajmniej nie od razu…

    Inna rzecz, że stowarzyszenie nacisku by się przydało, bo moi znajomi z prasy lokalnej potrafią dostawać 300-400 złotych pensji, albo w ogóle są zatrudnieni na umowę zlecenie… za niewiele większe pieniądze (600-700 złociszy). Taki dziennikarz nie stara się (brak motywacji), a i łatwo go przekonać do zmiany poglądów w danym artykule. Dla firmy krytykowanej za np. trucie wód czy nielegalne zagrania wyłożenie 2000 złotych to nie problem, a to często kwartalny dochód dziennikarza.

    Oczywiście konkurencja powinna być najlepsza… tylko że ona działa dobrze, gdy gospodarka działa dobrze. W wielu gazetach lokalnych przyjmują na „staże” studentów dziennikarstwa, którzy pracują za darmo, albo za śmieszne stawki i za wypełnienie papierów koniecznych do zaliczenia stażu. Teoretycznie w zamian gazeta ma pomagać lokalnej uczelni, ale ta pomoc bywa wątpliwa. Gdy widziałem jedną z gazet studenckich (wydawanych przez uczelnię przy nadzorze etatowego dziennikarza gazety), to lepszą gazetę prowadziłem sam na studiach, składając ją w Wordzie i kserując cały nakład.

    Polubienie

  6. PSL się tylko przypiął do jednego z fragmentów szerszej propozycji (w sumie była bardzo kontrowersyjna, więc padła) prof. Bogdana Michalskiego. A nie sądzę: ani że konkurencja jest zawsze dobra (vide koszmarny wyścig szczurów), ani że korporacyjność jest zawsze zła. Nigdy nic nie jest na zawsze, tak w ogóle. A jak widzę młodych kolegów tyrających za psi pieniądz po 18 godzin na dobę i trzęsących tyłkiem przed byle palantem z działu reklamy albo innym „wydawcą”, to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera samoczynnie. To samo jest z autorami książek, których firmy wydawnicze robią w bambuko: jakby przyjąć administracyjnie, że autor 10-arkuszowej (kto nie wie: to ok. 220 stron maszynopisu) książki musi za nią dostać minimum dwuletnią średnią pensję krajową, to by oszustwa stały się niemożliwe; najwyżej ukazywałoby się mniej gniotów, bo wydawca by nie ryzykował własną kasą. Zreesztą w obu omawianych wypadkach proponowane rozwiązania nie niszczą wcale konkurencji, tylko ustawiają jej pewien próg minimalny. Nie ma przeszkód, by wydawca gazety płacił dziennikarzowi nie 2000/mies., ale 200000/mies., prawda? Niech wydawcy konkurują między sobą – i o nas, i o czytelnika.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.