Wojna na Woronicza

Kurczę blade, nie sądziłem, że to nastąpi tak szybko! Okazuje się, że w TVP trwa regularna „wojna na górze”; widać ktoś nacisnął detonator (tę aluzję rozumieją tylko „stare telewizory”, więc wyjaśniam: za czasów Macieja Szczepańskiego w windzie w budynku A był taki specjalny guzik dla prezesa; jak się go nacisnęło, to winda jechała bez zatrzymywania się na piętrach dla hołoty prosto do apartamentów szefa na IX piętrze, no i tam się już na ogół wylatywało w powietrze… Otóż ten guzik nazywał się właśnie złosliwie „detonatorem”). Poczytajmy jednak najpierw, co piszą Wirtualne Media:

Czy prezes TVP


Bronisław Wildstein
chce odwołać Małgorzatę Raczyńską, szefową TVP 1? W telewizji mówi się, że tak i dlatego Raczyńska zachorowała – informuje „Gazeta Wyborcza”.

Według dziennika, po telewizji krąży anegdota: na zebraniu prezentowane są wyniki oglądalności nowego pasma publicystycznego „Jedynki” „Nie ma przebacz”. Są złe. Przed rokiem TVP miała większą oglądalność, na dodatek teraz przegrywa z TVN i Polsatem. Wildstein, słysząc te fatalne wieści, promienieje. – Małgośce się nie udało! – krzyczy. Jeden z uczestników zebrania chłodno przypomina: – Bronek, to teraz jest twoja telewizja!

To pokazuje, jak głęboki konflikt jest między prezesem telewizji a szefową „Jedynki”. – Wildstein chciał ją odwołać za całokształt – mówi „Gazecie” jeden ze współpracowników prezesa – za brak koncepcji programowej, za skłócenie zespołu, za blokowanie decyzji, za mizerne wyniki oglądalności „Nie ma przebacz”.

W zeszłym tygodniu pojawił się nowy powód: TVP zaspała w czwartek, gdy premier Kaczyński informował o wyrzuceniu Andrzeja Leppera.

W wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” szef Telewizji Polskiej Bronisław Wildstein powiedział, że „powinny być” wyciągnięte konsekwencje służbowe wobec szefów Jedynki za to, że w czwartek wieczorem TVP1 „nie zareagowała” na specjalnie zwołaną konferencję prasową premiera Jarosława Kaczyńskiego w związku z odwołaniem wicepremiera i ministra rolnictwa Andrzeja Leppera.

– Prezes chciał odwołać Raczyńską – mówi „GW” jeden z dyrektorów w „Jedynce” – miał dosyć takiej współpracy. Czwartkowa wpadka to tylko pretekst.

Ale wczoraj Raczyńska poszła na zwolnienie lekarskie. Nie wiadomo, na jak długo. Wildstein odwołać jej nie zdołał. Od wtorku szefową telewizyjnej Jedynki zastąpi na czas jej nieobecności dotychczasowy szef TVP w Katowicach Maciej Wojciechowski.

Wojciechowski powiedział, że otrzymał w poniedziałek od prezesa TVP Bronisława Wildsteina dwa pisma.

„W pierwszym zostałem powołany na stanowisko głównego specjalisty w Jedynce. (…) W drugim piśmie, (…) że z dniem 26 września, na czas nieobecności Małgorzaty Raczyńskiej, dyrektora Programu I, powierzono mi jej obowiązki” – powiedział Wojciechowski. Dodał, że nie wie, do kiedy Raczyńska będzie na zwolnieniu.

Jak nieoficjalnie dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do TVP, Wojciechowski na stałe zastąpi Raczyńską na stanowisku szefa TVP1.

Maciej Wojciechowski jest szefem TVP w Katowicach od grudnia 2004 r. W grudniu 2005 r. Prokuratura Rejonowa w Bytomiu postawiła mu zarzuty wyłudzenia i niegospodarności w związku z pełnioną przez niego wcześniej funkcją wiceprezesa Centrum Szkolenia i Adaptacji Zawodowej w Bytomiu. Wtedy został zawieszony w pełnieniu funkcji szefa TVP w Katowicach. W końcu kwietnia sprawę umorzono, a Wojciechowski wrócił na stanowisko.

Tymczasem prezes TVP odwołał w poniedziałek ze stanowiska zastępcy dyrektora ds. audycji artystycznych i rozrywkowych Jarosława Grzelaka – poinformowała nas wczoraj Katarzyna Twardowska z biura prasowego TVP.

Jarosław Grzelak pełnił obowiązki zastępcy dyrektora od czerwca 2006 – od 1 września br. był zastępcą dyrektora “Jedynki”.


Mój komentarz:  Jak się kompletuje sztab kierowniczy czegokolwiek, to nie można tego robić na zasadzie „każdy pcha swego”; wojna wtedy jest pewna (sam to przerabiałem kilkakrotnie, a najdobitniej w trakcie przygotowywania polskiej edycji „PC Magzine”). Już jeżeli, to mianuje się jedynie szefa i oddaje mu pełnię władzy oraz w szczególności całkowitą swobodę doboru najbliższych współpracowników.

No, ale konfilkty wśród mianowańców pisuaru oraz przystawek mało mnie w końcu obchodzą; niech się pozagryzają. Tyle, że Firma i jej klienci na tym cierpią. Owo pasmo „Nie ma przebacz” (nazwa tak pretensjonalna, że zęby bolą!) jest rzeczywiście fatalne, pisałem juz o tym. Co nie znaczy, że w ogóle publicystyka w prime-time jest dziś obcym ciałem. Pamiętacie byc może program „Wszystko za wszystko” z Edkiem Mikołajczykiem jako prowadzącym, wymyślony przez Marka Waltera? Przecież się obgryzało palce oglądając to-to; a dlaczego? Dlatego, mój kretynku, że był w tym i scenariusz, i dramaturgia, i dobrze zaplanowane kulminacje, i świetna realizacja… A ty, kretynku, uważasz, że wystarczy, żeby było „słusznie”, tj, po twojemu. No to spadaj na drzewo.

Inna sprawa, że rada na to trudna dla polityków do przyjęcia. Wszyscy pieprzą slogany o „odpolitycznieniu telewizji” (co dla  każdej partii oznacza po prostu „wywalimy tamtych, a damy posady swoim”), nikt nie chce tego zrobić – a to jedyne wyjście. Zresztą organizacyjnie nie takie skomplikowane. Zostawmy mianowicie ustrój mediów elektronicznych dokładnie taki, jaki jest – z Krajową Radą i wszystkimi jej kompetencjami – tylko ową Krajową Radę niechaj powołują niezależnie od polityków ogólnopolskie stowarzyszenia i związki twórcze: dziennikarzy, plastyków, pisarzy, filmowców i kompozytorów oraz Polska Akademia Nauk i Polska Akademia Umiejętności. Pod warunkiem, że żadna z tych organizacji nie będzie miała wyraźnej afiliacji ideologicznej; z tego powodu Stowarzyszenie Dzienikarzy Katolickich odpada na starcie. Co więcej, członkiem KRRiTV powinien móc zostać tylko człowiek z co najmniej 25-letnim stażem w danej organizacji i uznanym dorobkiem twórczym (np. z choćby jedną poważną nagrodą twórczą). Wszyscy powinni być nieusuwalni, nie podlegać kontroli prezydenta, rządu ani sejmu, zaś kadencja powinna trwać 6 lat – co by uniemożliwiło jakąkolwiek korelację z wyborami.

Dodajmy do tego całkowite usunięcie z publicznych mediów reklam i znaczne ogranicznie korupcjogennej działalności „producentów zewnętrznych” – i po trzech-czterech latach znów się publiczną da oglądać. Bez tego czarno widzę: przede wszystkich dlatego, że naród nie tylko będzie oglądał inne stacje, ale po prostu przestanie płacić abonament. Dwudziestu milionów ludzi nie da się ukarać.

No i: nie.jpg

Reklamy

7 myśli na temat “Wojna na Woronicza

  1. Olgierd – 100 poslow to moze przy systemie prezydencjalnym, ale nie parlamentarno-gabinetowym. Jak chcemy wprowadzic JOW-y, to lepiej zbytnio ich liczby nie zmniejszac, bo straci sie korzysc powstala ze „zblizenia” posla do wyborcy.

  2. A mój program jest taki:
    1) uzdrowić telewizję, najlepiej poprzez: odwołanie Wildsteina, rozwiązanie tego całego Radio Komitetu, likwidację obowiązkowego haraczu na okienko dla polityków; a ponieważ jestem przekonany, że rząd „sam się wyżywi” tj. utrzyma przy życiu takie truchło – rozpirzyć całą Woronicza,
    2) 100 posłów wybieranych w JOW na 2 lata, 16 senatorów na lat 6, co 2 lata wymieniać 1/3 składu senatu; w ten sposób spuścimy do klopa 95% kombinatorów z wekslami itp. szmaciarzy.

  3. Niestety, ale dni Wildsteina w TVP sa policzone. Facet niby w wielu kweistach z Poteznymi Kaczorami po drodze, ale jest zbyt niezalezny, a przeciez wicie-rozumicie Potezne Kaczory musza na ten front ideologicznej walki oddelegowac kogos slepo poslusznego. Zreszta nie zeby to byla jakas nowosc – Kwiatkowskiego w sluzalczosci pewnie i tak nikt nie przebije.

  4. he, no.. Takich uzdrowicieli nam nie trzeba.. Producenci zewnętrzni to cały miód, a tu proszę- Kazimierz Odnowiciel 😉

    ps. co do postulatów jestm ZA :-). Szczególnie podoba mi się wolne po święcie

  5. Ja mam też tajny plan wyborczy, tzw. Trzy Wielkie Postulaty. Już go kiedyś publikowałem, ale przypominam, bo – niechwalącysię – genialny. Oto on:
    1. Po każdym dniu wolnym od pracy wprowadzić obowiązkowo święto.
    2. Każdemu powinien przysługiwać przydzielany przez Państwo służący.
    3. Każdy musi obowiązkowo zarabiać od natychmiast powyżej średniej krajowej.
    Jak założymy partię wykształciuchów to możemy to przyjąć. Wygrywamy w cuglach, a potem jedziemy dalej (najlepiej na Nową Zelandię).
    Pozdrowienia

Możliwość komentowania jest wyłączona.