Urlopowe media

ustronie-036.jpgW czasie tego urlopu postawiłem z góry na radio; okazało się to wyborem słusznym, o czym niżej. W drodze do celu wyszukiwałem stacje lokalne, w powrotnej RDS (choć bardzo niedoskonale działający) umożliwił mi ciągłe słuchanie „Trójki”. Na miejscu z ogólnopolskich dostępna była właściwie z przyzwoitą jakością tylko „Zetka”, to i grała non stop, zwłaszcza rano. Wrażenia: lokalne to koszmar, robiony przez półanalfabetów dla idiotów. Teksty wyrzucane przez prezenterów z szybkością karabinu maszynowego, w dodatku wygłaszane fatalną polszczyzną i z wołającymi o pomstę do nieba transakcentacjami; dykcji to tych państwa z całą pewnością nikt nie uczył. Muzyka – prymitywny łomot, świetnie nazwany przez kogoś „umcykaniem” (umcyk… umcyk… umcyk… łup!). Nie pojmuję: te „formaty” są wymyślone ponoć po to, by zwiększyć słuchalność; jeśli zaś faktycznie ów repertuar jest ustalany w drodze jakichś badań i ludzie tego właśnie chcą, to jesteśmy społeczeństwem dużo bardziej skretyniałym, niż sądziłem; i nawet chyba głupszym, niż wskazywałby wynik ostatnich wyborów. Myślę jednak, że to te rzekome badania są w znacznym stopniu „lewe”, a repertuar dostowany nie tyle do audytorium, co do gustu właściciela stacji…

Oczywiście, informacji nie ma tam niemal żadnej. W tekstach głównie ciągły wygłup; niestety, żarty nie odpowiadają poziomem Starszym Panom i obliczone są bardziej na rechot pryszczatego małolata, niż uśmiech inteligenta. Zresztą nic dziwnego: inteligentnie żartować a vista potrafi może jeden na 10000 ludzi, a obecnie obowiązuje „radio żywe”; naturalnie ze względów ekonomicznych: za pisane teksty i wymyślane gagi trzeba słono płacić i zatrudniać na stałe kupę dziennikarzy.

„Zetka” – owszem, owszem. Może być. Całkiem sporo niezłej publicystyki, wiele bieżącej informacji, muzyka – choć wyraźnie sformatowana – też w sumie do słuchania. Prowadzący wyraziści, choć np. czołowy zdaje się ich prezenter (chyba Marek Starybrat) zupełnie nie w moim guście: znów te żarty na poziomie przedszkola… Rozmowy Moniki Olejnik – bardzo dobre; jednak ona jest wyraźnie daleko bardziej radiowa niż telewizyjna.

„Trójka” – hm, jeszcze (po objęciu kierownictwa przez budzącego spore moje wątpliwości swoim zacietrzewieniem politycznym i „sawonarolizmem” Skowrońskiego) nie umiem nic powiedzieć. Całe popołudnie słuchałem Marka Niedźwieckiego, który jest urodzonym radiowcem – i jemu nic zepsuć nie można; można go tylko zdjąć z anteny, co się – na szczęście – nie stało. W każdym razie dało się słuchać bez przykrości, serwisy informacyjne – w porządku.

Telewizja: o rany, współczuję tym, którzy nie mają kablówek albo satelity. Zestaw TP1, TP2, Polsat i TVN, który miałem do dyspozycji (i który jest powszechny, bo to jest on air) jest w zasadzie nie do oglądania (poza serwisami informacyjnymi; z nich najlepsze bez wątpienia polsatowe „Wiadomości”, ale tylko z bezbłędną, inteligentna i urodziwą Hanną Smoktunowicz; brawo Lis!), więc ów zestaw jest nie do akceptacji dla kogoś, kto ma więcej niż dwie szare komórki. Idiotyczne seriale & teleturnieje w komercji (zresztą w publicznej takoż) i beznadziejna, lizusowska publicystyka w publicznej – oto ten obraz.

Publicystyczna wildsteinowska zmiana  w TP1 – tragedia. Tendencyjna, jednostronna, z wszelkimi cechami osławionej „propagandy sukcesu”. Pani Gawryluk to nieprofesjonalna rozpacz; jeszcze dwa programy i będzie miała oglądalność w okolicach zera, tym bardziej, że starzeje się bardzo nieefektownie, więc nawet wygląd – dla niektórych ponoć ważny – jej już nie uratuje. A co dopiero kaczorowskie włazidupstowo, okraszone wystudiowanym, rozpaczliwym i łaszącym się uśmiechem…

Z nowych progarmów i prezenterów najlepszy Ziemkiewicz. Nie zgadzam się z ani jednym niemal jego poglądem, nie akceptuję też jego zatyto-niechlujnego wyglądu, ale słuchać się tego da. Tyle, że to chyba dużo za mało na pozytywną ocenę. Więc może by go tak kopsnąć do Radyja? Bo pozostałych, z Pospieszalskim na czele – do Trwamać, czy jak tam się to kruchciane amatostwo nazywa.

Prasa. Lokalna – czysta tabloidowa komercja, choć w porównaniu z „Faktem” jednak stonowana i łagodniejsza; ale mimo to nie dla mnie. Tymczasem prasa centralna jednak w wydaniach terenowych ciut nieaktualna (choć zjawisko to o niebo mniejsze, niż za PRL!), więc przegrywa z innymi mediami. Na szczęście nie dotyczny to tygodników, mając więc „Politykę” i „Forum” byłem w zasadzie zaspokojony w pełni. Z wydarzeń okołoprasowych odnotowuję ze smutkiem odejście z „Rzepy” Gaudena, który spowodował to, że czytywałem tę gazetę regulanie w weekendy (choć, prawdę mówiąc, głównie z uwagi na felieton Stefka Bratkowskiego i z rzadka publikowane nadzwyczaj ostre i pesymistyczne – więc całkowicie zgodne z moimi pogladami – eseje Smecza, czyli Tomasza Jastruna). Następcą został jakiś ultrakatolik, wywodzący się podobno z „Frondy”, czy innego podobnego piśmidła; tenże sam, który na znak protestu po zwolnieniu Wildsteina także odszedł. W tej sytuacji ja odpadam z grona czytelników pisma.

 Wniosek graficzny: stop.jpg

Reklamy