Raport z urlopu

kopia-ustronie-030.jpgNo i po urlopie (jak było – vide zdjęcie), oto jestem. Wszystkim dziękuję za miłe słowa – a oto raport. Najpierw obserwacje obyczajowe, bez rewelacji: Polska letniskowa od lat bez zmian. Nadal miejscowi nie chcą zauważyć, że od kilkunastu lat nie musimy już antyszambrować u nikogo by wyskomleć jakiś paszport i prawo nabycia paru dolców, co nadal owocuje cenami za pobyt na polskim morzem, porównywalnymi do tych za wyjazd do Grecji. W dodatku owi miejscowi nadal najwidoczniej uważają, że żądanie obecności ciepłej wody w kranie przez cały dzień jest jakąś burżuazyjną fanaberią – jak również, że na dziesięciu metrach kwadratowych należy upychać nie mniej niż cztery wyra, a dla sporej rodziny najzupełniej wystarczy jedna nieduża szafa; jakby ludzie przyjeżdżali dziś – jak za czasów FWP – zatłoczonym pociągiem na trzy tygodnie z jedną parą dżinsów i dwiema koszulami! Oczywiście, zapytanie o częstotliwość zmian pościeli wywołuje u „gospodarza” żywe zdumienie, żeby nie powiedzieć – zgorszenie: cóż za wyuzdana rozpusta, w domu pan też zmienia prześcieradło co tydzień? Oczywiście, o sprzątnięcie pokoju trzeba się upominać; no bo przecież co szkodzi temu „miastowemu” złapać za zmiotkę i samemu pomachać łapą, przecież zdrowiej! Oczywiście, pytanie o Internet wywołuje odpowiedź „a co to”? Zdarzają się też wypadki chamstwa wręcz niewiarygodnego, kiedy to potencjalny klient traktowany jest jak naruszający mir domowy gospodarza intruz…

Wyjaśniam: opisałem powyżej wyniki rozmów sondażowych, bo z ciekawości reporterskiej zawsze przeprowadzam tego typu rozmowy z lokalnymi właścicielami kwater.

Obserwuję od lat osobliwe równanie do najgorszego: jak pojawia się, powiedzmy, nowy – z wyglądu obiecujący – hotel czy pensjonat, to zamiast oferować znacznie wyższy poziom usług za cenę dużo niższą od konkurencji, żeby ją zatłuc i przejąć jej klientelę, natychmiast równa do najdroższych w okolicy i wchodzi w oczywiste zmowy cenowe; a różni się od pozostałych w zasadzie tym tylko, że naćpa na ścianach więcej sztucznych marmurków i innych pierduł.

I taki to jest ten nasz pensjonatowy ludowy kapitalista rodem z III i IV RP: wyłącznie kusięzwrotny i dosiębierny, jak koparka mechaniczna. Nie rozumie, że jedyne sensowne podejście do turystyczno-wczasowego interesu, to uznanie gościa za króla i boga, zmiatanie pyłków sprzed jego stóp – bez względu na to, czy ma zamiar zostawić 10 złotych, czy stokroć więcej. Tyranie po 24 godziny na dobę w służalczym wręcz zgięciu w pas, by ów klient i gość zechciał łaskawie pojawić się ponownie za rok czy dwa.

Obrażony jest ów „przedsiębiorca” natomiast na cały świat, który wedle niego tylko wybrzydza i ma wymagania. Uważa, że jak wywiesi kartkę z godzinami odprawiania mszy w pobliskim kościele, to już i tak się wysilił nad miarę… Nie rozumie ten „biznesmen”, że w normalnym świecie posiadacz małej chatki nad morzem to może i zarobi z wynajmowania pokoju – ciężko w dodatku pracując – na nędzne ochłapy dla siebie i na szkołę dla dzieci – a na używanego Merca, to będzie go stać, jak będzie miał takich chatek dziesięć; i że tak właśnie jest słusznie i sprawiedliwie. On chce się nachapać już, teraz, dziś.

Zawiedzie się, mam nadzieję. Życzę mu tego serdecznie. Już się zawodzi – i dlatego pewno wybierał ostatnio pisuarów, którzy go przekonywali, że to nie jego wina, tylko „bezbożnej Europy” i innych obcych. Ale teraz zawiedzie się jeszcze bardziej, bo inaczej być nie może, bo za rok jeszcze więcej ludzi pojedzie do Hiszpanii, Chorwacji, czy choćby równie chłodnej jak Polska, a o ileż bardziej cywilizowanej Danii.

Czas wielkich przemian chyba dopiero przed nami.

Z innych obserwacji: płacę w kiosku „Ruchu” (do którego muszę iść kawał drogi, bo w bliższym i lepiej usytuowanym… nie ma „Trybuny”: „z nadziału nie dają, bo nie ma chętnych”; ciekawe, że w tym dalszym ów „nadział” funkcjonuje jakby jakoś inaczej…) niezbyt grubym banknotem o godzinie 8.15; budzę pewne zaniepokojenie, bo „nie ma jeszcze utargu” i zabieram miłemu zresztą kioskarzowi wszystkie drobne. Okazuje się, że jestem dziś od szóstej rano… drugim klientem. „Tu się, proszę pana, gazet nie czyta”. Moje zakupy – co najmniej dwa dzienniki, pięć tygodników, jakiś miesięcznik – wzbudzają żywe zdumienie zbędną rozrzutnością: „oczy pan sobie popsuje”…

Piękny zabytkowy budynek sprzed około stulecia, niegdyś ozdoba młodego, świetnie się zapowiadającego niemieckiego kurortu Henkenhagen – w ruinie od lat, obszczany przez byczków-bywalców pobliskiej skleconej z dykty piwiarni. W przyszłym roku pewno się rozsypie ostatecznie i będzie można na szczątkach sklecić jakąś kolejną ohydną dyskotekę dla zapitych zezwierzęconych matołów. Wokół kramy z portretami papieża w bursztynie i tandetnymi chińskimi majtkami. Sporo „dowcipnych” sprośności, odbijanych na ksero lub lepionych z gipsu. Na plaży jakieś straszliwe babska demonstrują monstrualnej wielkości obwisłe cycki w tandetnych bieliźnianych biustonoszach, mizdrząc się przed podstarzałymi wyłysiałymi „machos” z koszmarnymi kałdunami.

Tu przerwa na uwagę ogólną: okropnie jesteśmy zatyci, zwłaszcza kobitki. Na wszelki wypadek rada: po pięćdziesiątce nie pokazuj się goło – lub nawet częściowo goło – w miejscu publicznym; jest wysoce prawdopodobne, że tylko psujesz krajobraz. A jak masz więcej jak 100 cm w pasie, to w ogóle daj sobie spokój, ubierz się luźniutko żeby to zamaskować i przemykaj pod ścianą. No, chyba że masz dwa metry wzrostu…

Szczególnie przerażające są panie, które nie chcą przyjąć do wiadomości upływu czasu i w wieku około sześćdziesiątki „rżną seksówy”, strasząc sflaczałym ciałem, przeżartymi tlenieniem i farbą włosami o wyglądzie siana, nabrzmiałymi żylakami patykowatymi nogami, ustrojone we wściekłe mini i makijaż jak neon. Należałoby im pewno współczuć, ale nie stać mnie na to: mam w takim wypadku wyłącznie odruch wymiotny. Zresztą nawet i młode osoby, bez cienia samokrytycyzmu obnoszące modne dekolty pępkowe, z których wylewa się trzykilowy zwał tłuszczu, też powinno się po prostu wybatożyć.

Wracam do problemów wczasowiska: od lat żadnych nowych pomysłów; a pchają się same. Ot, pierwszy z brzegu: w okolicy, w lesie – bardzo ciekawe działobitnie. Fajne miejsce, cudowna dzika plaża. Co szkodzi urządzić tu nadbrzeżną kafejkę, posprzątać pozostawione przez turystów kupy, rozstawić kilka tablic informacyjnych?

Punkt dostępowy do Internetu? Mrzonka.

Owszem: w ostatnim roku odbudowali plażę, która po latach zaniedbywania praktycznie istniała tylko poza krańcami miasta. Piękna teraz, szeroka. Podobno „bezbożna Unia” dała pieniądze. Budują też ponoć kompleks basenowy; no, może… Tylko te rudery w samym centrum, od lat szykowane do rozbiórki, jak straszyły – tak straszą. Tylko ci lokalni byczkowie z wygolonymi łbami – zapewne progenitura miejscowego establishmentu – jak ryczeli przed rokiem jakimś koszmarnym techno z gigantofonów swoich „wypasionych bryk”, zaparkowanych przed kramem z dewocjonaliami, tak ryczą i dziś… A czasami po prostu skopią kogoś, kto im się nie podoba: właśnie synalek przewodniczącego gminy z kumplami – ponoć z najbogatszych rodzin miejscowych – tak zrobił w trakcie tegorocznych dożynek…

Ale – mimo wszystko – przyjeżdżam tu. Bo znalazłem jednak miejsce, w którym o tym wszystkim da się zapomnieć. Tyle, że wam nie podam adresu; chyba że na wymianę.

Choć czy za rok ono jeszcze będzie istniało? W sytuacji, w której prawo Greshama-Kopernika działa tak oczywiście i pieniądz gorszy wypiera lepszy w każdej niemal dziedzinie?

Więc jeśli znacie jakieś miejsce, w którym poza sezonem (bo nie znoszę w pobliżu wczasowej hałastry) dla dwóch osób da się wynająć w atrakcyjnej i niezakomarzonej okolicy z wodą i lasem przynajmniej dwudziestometrowy, codziennie sprzątany wysoki i jasny pokój, z ogromną szafą (a jeszcze lepiej z dwiema), dwoma wygodnymi fotelami, leżanką i stołem lub biurkiem, na którym da się rozłożyć laptopa; z dużą oddzielną łazienką, w której do lustra dżentelmen o 190 cm wzrostu nie będzie się musiał schylać, by się ogolić i będzie miał do dyspozycji co najmniej dobry prysznic; z satelitarną telewizją w pokoju, która działa (bardzo proszę o TVN 24 i Discovery, reszta nieważna), i z radiem oraz łatwym dostępem do prasy; w zasięgu sieci telefonii komórkowej; z niedużą choćby lodówką; z pościelą zmienianą co tydzień bez pytania; z jedzeniem, które jest smaczne, a podawane szybko i elegancko; z możliwością odbywania po okolicy długich spacerów; i żeby to wszystko razem nie kosztowało więcej niż 70 zł za dobę wraz z owym jedzeniem – to dajcie znać. Może to być jakaś fajna leśniczówka, jakiś zamek czy stara siedziba magnacka… Może nawet w pobliżu nie być możliwości nabycia whisky, przywiozę sam; ale piwo w przyzwoitym wyborze jest niezbędne. Jeśli jeszcze to będzie nie dalej, niż 300 km od Warszawy… A, warunek podstawowy: jeżdżę zawsze z psem (niedużym), innej opcji po prostu nie ma. I mają mnie traktować lepiej niż żonę biskupa.

Ech, marzyciel.

Wywalone mam we łbie, co?

PS. Nie myślcie, że zapomniałem, choć po odejściu Leppera się ciut zdezaktualizowało i trzeba będzie coś zmienić: stop.jpg

I jeszcze jedno: ankieta

Reklamy

5 uwag do wpisu “Raport z urlopu

  1. Nie. Ustronie Morskie, 15 km na wschód od Kołobrzegu. W nadmorskim lesie (cudownym) są bardzo fajne umocnienia, pochodzące z czasów PRL. Schrony, działobitnie właśnie i rozmaite inne budowle, których przeznaczenia nie byłem w stanie odgadnąć. Można nie tylko dojść, ale i dojechać samochodem, z czego korzystają nieliczni wędkarze (w poblżu strumyk). Zapuszczone maksymalnie, tudzież obs… przez turystów. A można było zrobić coś naprawdę interesującego – i dać ludziom cel spaceru.

    Polubienie

  2. Pański wpis doskonale nadaje sie jako reklama (anty- oczywiście ) którą powinny zamieścić biura podrózy oferujące wczasy w Grecji.

    A tak naprawdę… coż tracimy, jeżeli się odcinamy od tej polskiej przaśnej rzeczywstości ?! Panie Bogdanie… świata już nie zbawimy… a stres… którego unikamy… też jak w reklamie… bezcenny.
    Lepsza jest głucha leśniczówka z małym radiem i gazetami raz w tygodniu – zbiorczo… i z daleka od mord „jelit” politycznych w tv…

    Dobrze, że Pan wrócił – niech Pan chłoszcze i wytyka…

    Azrael

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.