Partie w sieci

Doszedłem do wniosku, że mimo, iż sam jestem gorącym entuzjastą Internetu, to – podobnie jak wiekszość ludzi tak czy inaczej zajmujących się dziennikarstwem – ogromnie mało miejsca poświęcam tutaj tej gałęzi żurnalistyki. Z tej konstatacji wyszedłszy postanowiłem zrobić sobie przegląd i prywatny ranking witryn naszych Ukochanych Parti Politycznych (oby żyły wiecznie, najlepiej za 2000 miesięcznie na całokształt działalności, amen). No bo taka witryna – to chyba dzisiaj nie tylko konieczność, ale i jeden z najlepszych środków dotarcia do tzw. mas. Gazet ściśle partyjnych już u nas dawno nie ma, inne media także się mniej lub bardziej wyzwoliły spod wpływów rozmaitych Biur Prasy czy telefonujących do naczelnego wiceprezesów – a tu można sobie teoretycznie porządzić jak się chce. Żaden redaktor naczelny nie będzie się wściekał, że program parti za długi, albo w ogóle nieważny, żaden grafik nie śmie zawarczeć, że pani wice jakaś tak niefotogeniczna i w ogóle wiedźma nie do pokazania…

No i to jest właśnie widac z tych witryn. Nie ma wątpliwości: ich twórcy i administratorzy są w dużej mierze „zredukowani do zera” przez Aktyw i Władze. W większości witryn poza nudnymi dokumentami i tasiemcowymi spisami członków władz (te spisy miałyby cień sensu, jeśliby stanowiły rodzaj „who is who”, czyli zawierały cokolwiek więcej poza nazwiskiem i imieniem; zazwyczaj właśnie w tej biurokratycznej kolejności) nie ma żadnej publicystyki. No, chyba że ktoś tak nazwie spisane z taśmy lub przedrukowane wywiady partyjnych dostojników, udzielone „prawdziwym” mediom. Ale żeby tak coś od siebie – to co to, to nie. Nawet informacji jak na lekarstwo i z reguły w formie „jajeczko częściowo nieświeże”, czyli sprzed dwóch-trzech dni. Wychodzi zatem na to, że nie mam co sobie robić wyrzutów sumienia: ani treść tych witryn, ani sposób ich prowadzenie (czy, jak wolicie, redagowania) nie ma nic wspólnego z pięknym dzienikarskim rzemiosłem; dużo więcej z partacką (anty-) reklamą. A w ogól, to większość tych witryn jest – nazwijmy to tak – „wodzocentryczna”, w czym rekordy rozmiarem bije PO: dwie fotografie Tuska, w tym jedna ogromna, „oszparowana” na stojąco i druga portretowa na stronie głównej, to już przesada. Ale ilościowo to kicha w porównaniu z „Samoobroną”, gdzie niejaki Lepper występuje – wprawdzie w miniaturkach – ośmiokrotnie…

Pod tym względem najskromniejsze są Unia Pracy i SDLP. Tam przywódcy mali i niewryaźni lub szybko migają w jakichś flashowych animacjach. Nie przekracza też granic rozsądku PiS.
Co nie znaczy, że nie są dobre z punktu widzenia informatycznego. Mamy tu na ogół przyzwoicie zrobione – większe lub mniejsze – portale, niekiedy całkiem niezłe graficznie. Widać jednak, że ich projektanci lubią niemodne już – i niczemu nie służące – animacje flashowe; zasada maksimum prostoty i skupienie się na funkcji nie są wśród nich popularne.

Gdybym miał oceniać – naturalnie subiektywnie – te witryny pod względem funkcjonalności i wyglądu (boże broń zawartości), to pierwsze miejsce u mnie ma bezapelacyjnie PiS. Ludzie, którzy tę witrynę zrobili, wiedzą z pewnością, co to jest usability. Z kolei najbogatsza treściowo i zupełnie niezła technicznie mimo pewnej chaotyczności jest bez wątpienia witryna SLD. Całkiem dobre wrażenie robi też witryna Samoobrony – klasyczny trójszpaltowy portal; tylko ta koszmarna „ludowa” zieleń!

Mój komentarz: w tej sytuacji sam tekst jest komentarzem, ale na wszelki wypadek stały fragment; dobra witryna nie wystarczy, bym zmienił choć na jotę mój stosunek do koalicji: stop.jpg

Advertisements

3 thoughts on “Partie w sieci

  1. Robilem takie porownanie jakis rok temu. Pamietam jedynie strone SLD,ktora najbardziej mnie zdenerwowala iloscia „bialych plam” na stronie. Dopiero kiedy uruchomilem wszystkie pluginy, javy i skrypty w przegladarce zobaczylem strone w calosci. Uderzyly mnie zdjecia. Jakby ktos robil je „idiotenkamera” u cioci na urodzinach. Wiekszosc wielkosci kilkudziesieciu pixeli w ujeciu totalnym.

    No a kiedy juz opuscilem stronke i znalazlem sie na polskim portalu… huhuhu Wlaczone uprzednio pluginy daly o sobie znac fontanna barw, dzwiekow i migajacych swiatelek. Wylaczylem wiec dyskoteke, a na strone SLD dluugo nie wracalem. Az do dzisiaj. Biale plamy pozostaly.

  2. Oczywiście, że masz rację. Tragedia (przepraszam za „duże” słowo, ale ono jednak tu pasuje) polega na tym, że klienci – nie tylko webmasterów, ale , co gorsza, dużych niekiedy domów reklamowych, to na ogół tępi dorobkiewicze z gustem z Kaczego Dołu. A paradoks – i ironia losu – polega na tym, że ludzie rozmiłowani w demokracji, republikanizmie i tradycji Wielkiej Rewolucji (Francuskiej!) muszą się zżymać na dominację chama i prostaka. Co – między nami mówiąc – pięknie potwierdza heglowską tezę o rozwoju po spirali, jakby się tak chwilę zastanowić. Ale to z kolei prawo wyklętego Materializmu Dialektyczngo. O, kurde, ale się porobiło!

  3. [blockquote]Widać jednak, że ich projektanci lubią niemodne już – i niczemu nie służące – animacje flashowe; zasada maksimum prostoty i skupienie się na funkcji nie są wśród nich popularne.[/blockquote]
    Jako projektant (ale żadnej z tych witryn!) chciałbym nieśmiało dodać, że niemodne mogą sobie być, ale czasem/często jest tak, że „klijentnaszpan” życzy sobie animację, najlepiej bez przycisku Pomiń, minimum dwuminutową i niewnoszącą nic. I co wtedy? Albo się zrywa kontakty z klientem, albo się robi…

Możliwość komentowania jest wyłączona.