Tajemnicza dziewczyna z Austrii

GazetaNo, nareszcie coś niepolitycznego. Wszystkie media podają dziś informację – rzeczywiście dość niesamowitą – o cudownym odnalezieniu dawno porwanej dziewczyny. Jest to tzw. scoop, czyli w żargonie żurnalistów sensacyjny aktualny materiał, który można i trzeba silnie wyeksponowac, z umieszczeniem na pierwszym miejscu w serwisie włącznie. Jak się ma scoopa, to jest dobrze, gazeta będzie czytana, a telewidz nie ucieknie sprzed odbiornika gdy scoopa się zapowie… Czasem są jednak pewne problemy. Tak było i teraz, a ja chichoczę.

Zacznijmy jednak od infomacji. Serwis internetowy „Gazety Wyborczej” podaje:

Porwana wiedenka odzyskała wolność

Bart, Berlin AFP
2006-08-24, ostatnia aktualizacja 2006-08-24 18:00

Porwana osiem lat temu Natascha Kampusch uciekła porywaczowi, który więził ją na przedmieściach Wiednia

2 marca 1998 r. dziesięcioletnia wówczas Natascha Kampusch nie dotarła do wiedeńskiej szkoły. Policja była bezsilna i w końcu uznano, że dziecko padło ofiarą pedofila-mordercy. Przedwczoraj okazało się, że sprawa ma inny finał. Gdy policja zatrzymała wałęsającą się ulicami Wiednia wychudzoną dziewczynę, okazało się, że to Kampusch. Dziewczynę rozpoznano po charakterystycznej bliźnie, jej tożsamość mają ostatecznie potwierdzić testy DNA.

Nataschę porwał Wolfgang Priklopil, technik telekomunikacyjny, i przez dziesięć lat trzymał zamkniętą w pokoiku, który wybudował pod garażem. Priklopilowi, którego w 1998 r. policja podejrzewała o porwanie Nataschy, udało się wyłgać przed śledczymi, a ci z powodu braku przekonywujących dowodów zrezygnowali z rewizji w jego – jak się później okazało otoczonym żywopłotem i naszpikowanym kamerami – domu.

Natascha miała do dyspozycji łazienkę i toaletę, a także regał z książkami. Austriackie media twierdzą, że porywacz spędzał z nią dużo czasu, ucząc ją. Tego, czy dziewczynka była molestowana, na razie nie wyjawiono. Mimo że Priklopil starannie pilnował Nataschy, udało się jej jakoś uwolnić. Kilka godzin po odnalezieniu dziewczyny porywacz rzucił się pod pociąg.

Psychologowie, którzy mieli kontakt z dziewczyną, zdiagnozowali u niej syndrom sztokholmski, czyli pozytywną więź, jaka rozwija się między porwanymi a porywaczami. Lekarze twierdzą też, że minie wiele lat, zanim dziewczyna uwolni się z traumy.

Mój komentarz: Wczytajcie się dobrze w ten tekst. Proszę, zróbcie to raz jeszcze. A może oglądaliście materiał o tym w którymś z dzienników telewizyjnych? Odświeżcie pamięć; warto. I… zaczynamy.

Więc tak: jakim cudem porywacz więził dziewczynę 10 lat, skoro od porwania upłynęło… osiem? Ta wiadomość znalazła się nie tylko w „Gazecie”, ale i w Polsacie, TVN-ie oraz w TVP1. Nikt nie zauważył sprzeczności, nikogo to nie zastanowiło.

Pytanie drugie: we wszystkich telewizjach płaczący ojciec odnalezionej przedstawiany był nazwiskiem Koch. Czemu więc jego córka nazywa się Kampusch? Czyżby wyszła za mąż? Czy może tata zmieniał nazwisko?

A może się czepiam? No, dobra: jestem czepliwy. To – jeszcze jedno. Dlaczego w Polsacie i w TVP chronologia wydarzeń jest taka, jak w „Wyborczej”, natomiast TVN informuje, że dziewczynie udało się uciec po samobójstwie porywacza? Pominę już inne drobne szczegóły faktograficzne, które są w każdej z tych informacji ciut różne…

Bo że materiał filmowe w każdej ze stacji wyglądają trochę inaczej, to jasne: materiał jest ewidentnie agencyjny i dyżurny zagraniczny za każdym razem skrócił go nieco inaczej; w porządku. Ale fakty?

Mam proste wyjaśnienie tej dziwnej i tajemniczej historii. Otóż w niektórych redakcjach poważnych mediów (nie śmiem podejrzewć, że we wszystkich) nie ma dyżurnego redaktora, biegle władającego niemieckim. A powinien być. Tak, jak powinien być na miiejscu specjalista od każdego wielkiego języka; może to być zresztą jedna osoba.

I w tym miejscu wspomnienie: wiele lat temu przyjaźniłem się serdecznie z red. Tadeuszem Malanowskim, szefem wówczas biuletynu ekonomicznego PAP. Wyobraźcie sobie, że ten facet brał dodatek finansowy (przyznawany tylko po zdaniu trudnego egzaminu państwowego) za znajomość… dwunastu języków; w sumie było to sporo więcej, niż druga pensja. A czterech dalszych (fińskiego, starogreckiego, łaciny i bodaj norweskiego) mu nie uznano, bo przyjęto, iż są nieprzydatne w pracy dziennikarskiej. A jak ktoś zgłosi takie zapotrzebowanie, to mam o Tadeuszu (który m. in. dostarczył naszym bibliotekom sporą kupkę książek z opowiadaniami typu horror, które uwielbiał i genialnie tłumaczył) w zanadrzu przygarść pysznych anegdot. Mogę opowiedzieć, ale nie chce przynudzać.

Co nie zmienia wszystko razem faktu, że: stop.jpg

Reklamy

14 myśli na temat “Tajemnicza dziewczyna z Austrii

  1. Debil jakis jestes jak widze, nie masz pojecia o czym piszesz a piszesz.
    Pozdrawiam z wiednia

  2. Ad 12. Dziękuję za miłe słowa. Wprawdzie „lewicowy komuch” to takie dość dziwne określenie, (widział kto komucha nielewicowego?), ale może się przyjmie. Najbardziej mnie cieszy sformułowanie, że jest moda na najeżdżanie na PiS. To już nieźle.

  3. koles ktory pisal ten „Moj komentarz” to jakis ostro walniety gosc…typowy lewicowy komuch ktory szuka sensacji i najezdza na PiS – a bo taka moda to sobie ponajezdzam. Zastanow sie nad soba…wspolczuje twojej matce…i osobom w twoim otoczeniu

  4. Troche zadziwił mnie ten artykuł, ponieważ na angielskiej stronie czytałam, ze Natascha uciekła od porywacza i zapukała do okna 71 letniego sasiada, ktory zawiadomił policje, a nie jak piszecie szwedała sie po ulicy.
    Po drugie jak mogliscie napisać, ze porywacz przetrzymywał ja 10 lat, jezeli porwał ja w 1998 roku … chyba ktoś ma problemy z matematyką 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.