Ozon: RIP.

Potwierdziło się: Ozon Media Spółka z o.o. (wydawca Tygodnika „Ozon”) złożyła do sądu wniosek o upadłość.
Rozmowy, jakie w ostatnich dniach prowadziła ze spółką grupa polskich inwestorów zainteresowana przejęciem tytułu i dalszym jego wydawaniem, ostatecznie nie doprowadziły do przekazania tytułu na prawach licencji. Prowadzone są podobno dalsze działania, mające na celu pozyskanie inwestora strategicznego dla tygodnika. Do czasu znalezienia inwestora wydawanie pisma zostało wstrzymane.

Tygodnik OZON ukazywał się od kwietnia 2005 r. W pierwszych tygodniach istnienia osiągał średnią sprzedaż rzędu 70 tys. egzemplarzy przy nakładzie ponad 450 tys. egzemplarzy oraz silnej kampanii reklamowej (telewizja, billboardy, radio, promocja w punktach sprzedaży).

Po zakończeniu kampanii sprzedaż spadła do około 25 tys. (od lipca 2005 r.) i stopniowo obniżała się do nieco ponad 20 tys. (I kwartał 2006 r.).

Mój komentarz: Requiescat in pace. Nie mam wątpliwości jednak, że ludzie z tego zespołu znajdą pracę; przynajmniej do następnych wyborów…

PS. Teraz i zawsze i na wieki wieków amen stop.jpg

Reklamy

8 uwag do wpisu “Ozon: RIP.

  1. Jak podaje 22.08 portal Wirtualnemedia.pl: Robert Tekieli, zastępca redaktora naczelnego niedawno zawieszonego tygodnika “Ozon”, potwierdził, że zespół dziennikarzy tytułu pracuje nad nowym magazynem. Udało się pozyskać inwestora. Informacje o nim na razie nie są ujawniane – podał serwis “Media&Marketing Polska”.

    Nieoficjalnie mówi się, że reprezentuje polski kapitał. Nowy magazyn ma być tygodnikiem opinii, ideologicznie tożsamym z wartościami chrześcijańskimi.

    Jak przekazał “MiMP” Tekieli, nowy tygodnik ma stanowić nową wartość, ale w pewnym stopniu będzie kontynuacją “Ozonu”, chociażby ze względu na szefów redakcji i zespół dziennikarski. Grzegorz Górny zachowa stanowisko naczelnego, a Tekieli będzie jego zastępcą. Trwają poszukiwania osób do działów reklamy i marketingu.

    Nieoficjalnie wiadomo, że start nowego tytułu planowany jest na jesień br. – drugą połowę października lub listopad.

    Polubienie

  2. Prawdę mówiąc odniosłem się do wpisu Olivieiry. Chociaż przyznaję, żę nie byłoby tematu gdyby po prostu nie było partyjnych (czyt.: „publicznych”) przekaziorów.

    Polubienie

  3. Poczytajcie sobie, jeśli łaska, moją uwagę do poprzedniego wpisu; zwłaszcza tyczy to p. Olgierda. Ludzie: powtarzam raz jeszcze, przestańcie patrzeć na to, kto skąd przychodzi i czy zna Szczepańskiego, Drawicza, Kwiatkowskiego czy Dworaka albo Wildsteina – i z którym z nich pijał wódkę. Ważne jest jedno: co umie, czy przyjdzie mu na przykład do głowy kleić taśmę filmową do magnetycznej, czy też już wie, że tego się nie da zrobić. A że ludzie afiliowani (teraz lub kiedyś) przy lewicy potrafią nieskończenie więcej od „prawicowych publicystów”, to po prostu fakt – z rozmaitych zresztą przesłanek wynikający, ale to zupełnie inna historia. Jako widz nie chcę widzieć nieprofesjonalnych grymasów jakichś damulek z śp. „Ozonu”, oglądać młócenia rękami powietrza przez błaznów z „Warto rozmawiać” i ich ewidentnej demagogii, słuchać stękania p. Semki i jąkliwego słowotoku niejakiego Zaremby.
    Odnoszę wrażenie, że najsilniej atakują owe personalne podwiązania ludzie, którzy są po prostu opętani zawiścią. Trudno jest samemu sobie powiedzieć „jestem nieudacznikiem” i szuka się uzasadnień typu „tamtego to pchało lewactwo”. Jak w tym starym dowcipie o jąkale, którego nie zaangażowano do Polskiego Radia: bbbop–oo byy-yy-ł bbbee-zpppaaa-rtyjny. Tylko partia teraz inna, zresztą.
    Ktoś kiedyś powiedział: wolę pracować z inteligentnym bandytą, niż z głupim świętym. Wierzcie mi, w mediach to się właśnie sprawdza; bo z inteligentem, nawet cynicznym i łotrowskim, da się rozmawiać i coś zrobić, z idiotą i nieukiem – nie.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.