Syndrom 10000 kilometrów

Prawo jazdy robiłem sto lat temu (dokładnie: niemal czterdzieści); i muszę przyznać, że miałem niezłych instruktorów. W każdym razie byli to pełnokrwiści dobrze wykształceni inteligenci (jako redakcja zorganizowaliśmy sobie dziennikarski kurs półprywatnie i zaprosiliśmy do tego celu czołówkę ówczesnego PZMot-u). No i jeden z tych instruktorów przestrzegał nas przed zjawiskiem, które nazwał właśnie „syndromem 10000 km”. Otóż kierowca, który przejedzie owe pierwsze 10 tysięcy – nabiera przekonania, że już wszystko umie. Staje się dzielny jak diabli. Nie ma dla niego za wąskiej jezdni czy zbyt ryzykownego wyprzedzzania. Własne umiejętności – a raczej przekonanie o ich istnieniu – „niosą go”. I wtedy popełnia błędy, często poważne.

Co to ma wspólnego z dziennikarstwem – spytacie? A ma, ma. Gdzieś tak po dwóch-trzech latach intensywnego uprawiania tego zawodu łapie się uczucie identyczne. W dziennikarstwie pisanym to niczym specjalnym nie grozi, bo w końcu zawsze jest jakiś kierownik działu czy sekretarz redakcji, który zbytnią kwiecistość stylu i zapalczywość polemiczną przytnie człowiekowi i wyleje przy okazji kubeł zimnej wody na rozpalony łeb. Ale w radiu, a już szczególnie w TV, jest inaczej. Tu się „gra ciałem” czy choćby głosem. Mimika – owe „znaczące” spojrzenia, półuśmiechy, nadęcia warg; zaśpiew intonacyjny – że to niby tak już panuję nad strunami głosowymi, że przekażę samym akcentem drugie dno tekstu… Człowiek zaczyna wierzyc, że to wszystko – to warsztatowe „małe piwko”. I wpada.

redo.pngWszystkich przed tym przestrzegam. Ostatnio niemal rzuciłem butem w telewizor, gdy panna Patrycja Redo – osoba urodziwa, z dobrym głosem, jak to w TVN24 – zaczęła manierycznie przedłużać końcówki. „Byłaa-aam”, „jeszczee-ee”, „Kaczyńskii-ii”… Groza. Tę pannę natychmiast trzeba ustawić do pionu i zdrowo opieprzyć. Bo się zmarnuje, zmanieruje i znarowi – a szkoda, bo ma predyspozycje prezenterskie.

Pewno będę marudził, ale powiem wam, że kiedy zaczynałem własną przygodę z telewizją – byłem zaszokowany, gdy zobaczyłem, że Ryszard Serafinowicz rejestruje każdy swój występ (wówczas na zwykłym magnetofonie, bo nic innego nie było do dyspozycji), aby potem wysłuchać nagrania wraz z zespołem przynajmniej dwukrotnie i analizować wspólnie do znudzenia każde potknięcie. Każdą wypowiedzianą na żywo głupotę (oj, jakie to łatwe!), każdy błąd językowy, każdą transakcentację. I tylko dlatego był doskonały. No i paru ludzi – w tym mnie – czegoś w życiu nauczył.

PS: Stały fragment gry poniżej.

stop.jpg

Reklamy

9 uwag do wpisu “Syndrom 10000 kilometrów

  1. No i rysuje się nam tu fajna zabawa. Ustalmy ranking dziennikiarzy telewizyjnych, których akceptujemy – lub nie. Niebawem opracuję regulamin i zrobię posta.

    Lubię to

  2. Żakowskiego też cenię za luz i fajny humor jaki ma w swoich piątkowych porankach jak komentuje razem z Lisem, Wołkiem i Władyką, choć jego poglądów nie podzielam (facet się przyznał że głosował na SLD po Sobotce, Jakubowskiej, Jaskierni i paru innych gangsterskich historiach SLD – trzeba dużo odwagi by nie bać się obciachu, za to go cenię 🙂 ) Potrafi być wyrazisty w poglądach a nigdy nie jest zacietrzewiony. Rzadkie.
    —————-
    Gugała – genialny: elegancki, rzeczowy, ciepły, nie zacietrzewiony. //// Szkoda zadziornego w swojej rzeczowości Ziemkiewicza, ale kierownictwo TOK FM do formatu gwiazdy jaką jest Ziemkiewicz nie dojrzało.
    —————-
    Gawryluk – mdła i nijaka. Brzydki skrzeczący niski głos. Ponadto ledwo łapie oddech. Błe.
    —————-
    Paradowska – zgorzkniała i flegmatyczna. Nudna jak jej artykuły w Polityce. Nie wystarczy rąbać bezmyślnie w klawiaturę pisząc oczywiste banały by wyrobić wierszówkę ci,3,c c rc1f13 bfdg wgc grgrewgc reg crg ce bwwrt , a jej teksty takie są 🙂
    —————-
    Kolenda-Zaleska super. Ciepła, rzeczowa, umie kulturalnie przycisnąć rozmówcę nawet jak ten zachowuje się po chamsku (jak kiedyś Michnik)
    —————-

    Lubię to

  3. Ciekawe… De gustibus, okazuje się, wiadomo co. Patrzcie państwo: a dla mnie Miecugow jest wręcz modelowy; jego długie wywiady niedzielne w TVN24 uważam za świetne, ze „Szkła Kontaktowego” najlepiej lubię jego właśnie w parze z Daukszewiczem lub Przybylikiem… Uważam go za spokojnego, kulturalnego, świetnie wychowanego pana „w wieku akurat telewizyjnym” – nie za stary, nie za młody. Inteligentny, umiarkowany…
    A Żakowskiemu daruję wszystkie ułomności dykcyjne (prawdę mówiąc, wielu ich nie ma, choć mógłby się jeszcze łatwo poprawić: mlaskanie likwiduje się banalnie przez posmarowanie ust wazeliną…) za poglądy i erudycję. Co do Paradowskiej – faktycznie, głos niewyjściowy, stylizacja – hm…, ale to jest rasowa publicystka. Z Senyszyn rzeczywiście nic się nie da zrobić.

    Lubię to

  4. To wszystko nic… Kiedys sluchalem kazdego ranka TOK FM – to dopiero gwarantowalo traume. Spikerzy w wiadomosciach, ktorzy akcentowali prawie na kazda sylabe poza przedostatnią. Redaktor Zakowski, ktory co pare sekund mlaskal do mikrofonu zupelnie jakby cos jadl. O „radiowym glosie” redaktor Paradowskiej, ktora moglaby stawac w szranki z Joanna Senyszyn nawet nie wspominam.

    Brrr… przestalem sluchac radia.

    Lubię to

  5. i aby CIĄGLE NIE NARZEKAĆ:;-)
    jak nie przepadam za p. Miecugowem (jeszcze od III progr. PR) — tak to, co oni robią (dodatkowo) w „szkle kontaktowym” dla języka naszego — jest bardzo godne pochwaly.
    choć ten język zmienia się szybciej, niż kiedykolwiek. takie czasy.

    Lubię to

  6. p.s. ja prawko zrobiłem w 1994 r ale autko własne kupiłem rok temu. zrobiłem z 20 000 km i w pierwsze 3 mies zdobyłem 8 pkt, zapłaciłem 2 mandaty i miałem stłuczkę. teraz się uspokoiłem. moje początki dziennikarskie były podobne. pierwszy tektst. pierwsze sprostowanie i tak potem przez 2 lata. potem jakoś się wyrobiłem 🙂 ale dalej muszę się nauczyć wiele 😉

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.