Plotki?

plotka.gifDoszła do mnie informacja wysoce niepokojąca. W zasadzie nie powinno się publikować wiadomości niesprawdzonej, ale ta jest tego rodzaju, że ją upublicznię – z ogromną nadzieją, że okaże się kompletnie fałszywa. Może zresztą jej upublicznienie utrudni troche życie autorom tego dość koszmarnego planu…

Oto w czym rzecz. Podobno opracowywany jest raport Instytutu Pamięci Narodowej (czy też kogoś, kto ma oficjalnie dostęp do jego zasobów) o wpływach bezpieki na pewien niezwykle ważny polski tytuł prasowy i infiltracji zespołu dziennikarskiego przez agentów. Celem jest kompromitacja polityczna tytułu; wprawdzie absolutnie nie należy się spodziewać w tym wypadku, by jego prywatny wydawca zareagował usunięciem z pracy kogokolwiek, ale sprawa niewątpliwie wywoła ogromny skandal i może – przede wszystkim – zaowocować znaczną utratą reklam i zachwiać bardzo wysoką pozycją pisma. Nie muszę dodawać, że nie chodzi o pismo popierające rząd koalicyjny…

Perfidia działania autorów pomysłu polega na wyborze tytułu. Tymczasem podobne raporty z łatwością można by opracować o każdym liczącym się piśmie, które nie urodziło się wczoraj. Nikt z nas nigdy nie miał wątpliwości, że nasze zespoły byłi infiltrowane; no i co z tego? Dziś i tak w tych pismach pracują w 90% ludzie, których z racji metryki nikt nigdy nie mógłby do niczego „zawerbować”; no, poza jakimś UOP czy inną ABW. Ale o to będą się czepiali nasi synowie i wnukowie. A będą; zapewniam dzisiejszych rozkosznych twórców polityki „kto nie z Mieciem, tego zmieciem”.

Aha: jak możecie, przeczytajcie dzisiejszy felieton Stefana Bratkowskiego w „Rzepie”. Wstrząsający.

W tej sytuacji nie ma komentarza. Tylko: stop.jpg

Reklamy

19 uwag do wpisu “Plotki?

  1. 1. Reżim Gierka – Pana to razi? Może Gierek był dobrym opakowaniem dla czegoś ochydnego, takim lajtowym jak mówi młodzież, ale kałasznikowa też można pomalować na złoto (Radom 76 to za Gierka czy nie?)

    2. Żądza krwi. Nie. Moją wadą (bądź zaletą)więc nazwijmy to cechą 🙂 jest to że jak coś piszę to używam dość prostych środków językowych co wyostrza przesłanie tego co piszę. Może moja zadziorność jest bardziej strawna jak rozmawiam face to face. Romana Graczyka zwolniono mówiąc najkrócej bo podważył linię redakcyjną wyborczej – antylustracyjną. Zrobił to po tym jak się okazało że jego partner z podziemia z którym razem wydawał gazetki okazał się zdrajcą. Budzi to mój ogromny protest. Romana Graczyka znam osobiście (poznałem go w krakowskim oddziale GW i wiele się od niego nauczyłem) i zawsze był moim dziennikarskim idolem. (superlogiczna argumentacja, rzeczowość, trzymanie się faktów na najwyższym poziomie) Może więc mam lekko osobisty stosunek do sprawy. Skoro ułskawiono Maleszkę, Graczyk zasługiwał co najmniej na taki sam los.
    ——-
    3. Myślę że casus Maleszki oraz Jacka Bazana (autora programów kryminalnych w TVN który okazał się gangsterem) są wyraźnym sygnałem że nie tylko liczy się treść ale i nadawca. McLuhan: Medium is a message. Może ta zasada nie ma zastosowana jak ktoś mówi o czymś tak mało istotnym jak np. motoryzacja (Włodzimierz Zientarski był tzw. weryfikatorem w stanie wojennym co nie sprawia że jego programy są złe) ale jak ktoś się bierze za coś poważnego to jak najbardziej to kto mówi ma znaczenie 🙂

    Polubienie

  2. Dear Olgierd: to w dużym stopniu zależy jednak od punktu widzenia, kolego! Z naszego – Stauffenberg to bohater i miał w dodatku rację (co bohaterom zdarza się stosunkowo rzadko); z punktu widzenia Erwina Rommla – także; ale już z punktu widzenia Hermanna Goeringa – rzeczywiście, nie. NB – o ile sobie przypominam, to w Norymberdze nikomu nie postawiono zarzutu o skazenie zamachowców z 22 lipca; chyba to nam coś mówi? A Adolf – niestety – nie był nielegalny, choć nieźle narozrabiał podczas pierwszych wyborów i tu się można czepiać. Ale już drugie wygrał jak chciał; co mi zresztą coś cholernie przypomina. Tak więc nie kwestionuję, że Kukliński może być bohaterem dla CIA czy NATO; a nawet dla kombatantów z NSZ. Ale z pewnością nie dla mnie.
    A post rzeczywiście trafił do spamu; sprawdziłem i odblokowałem.

    Polubienie

  3. Kurczę, rozpisałem się i coś nie widać efektów (może wpadło do spamu?). W skrócie zatem napiszę: skrajny niemiecki pozytywizm prawniczy pozwolił na legalizację działań Hitlera (Carl Schmitt!), natomiast patrząc na zdradę w ten sposób oczywiście powinniśmy potępiać także Stauffenberga, który wystąpił przeciwko państwu, prawu, narodowi – być może udany zamach spowodowałby także niejasne w skutkach konsekwencje na ziemiach jeszcze opanowanych przez nazistów (np. masowe mordy)?

    Polubienie

  4. Strasznieśmy się rozdyskutowali. I dobrze!
    Po pierwsze – nic Panu nie sugeruję ani nie insynuuję w sprawie Pinochet/Hiszpania. Napisałem to oczywiście sensu largo. Nigdybym Pana akurat o nic takiego nie posądził. Post ma formę nieco bardziej osobistego ogólnego listu, i to tyle; przepraszam, jeśli to nie jest oczywiste. A zestawienie PZPR z NSDAP… mogę do tego z łatwością dopisać jeszcze jakąś partię o ciągotach totalitarnych, chce Pan? No i proszę zgadnąć kogo mam na myśli (a bynajmniej nie SLD ani SDPL…). A jak Pana to ucieszy, to informuję uprzejmie, że zawsze uważałem – i mówiłem to publicznie nawet wtedy, gdy to budziło grozę – że stalinizm dość dokładnie wypełnia warunki definicji faszyzmu. No i co z tego?
    Dalej. Czy budzi Pana odrazę każdy rzecznik prasowy czegokolwiek związanego z jakąkolwiek władzą? Hm… Wymieniłbym parę nazwisk wcale, wcale… W tym co najmniej jedno należące do osoby wielce urodziwej, co – w moim mniemaniu – rozgrzesza ze wszystkiego.
    Mimo wszystko, panie Marcinie – to a propos sprawy Maleszki i Graczyka – widzę u Pana jakąś „żądzę krwi i zemsty”. Niby dlaczego mieli Maleszkę zabić bezrobociem? Odsunęli go od pisania – i starczy; chwała im. A z jakiego powodu zwolnili Graczyka, bo nie znam sprawy? Czy dlatego, że donosił na niego Maleszka, czy może z innych powodów? Bo jeśli z innych, to sprawy nie mają nic wspólnego.
    I jeszcze jedno: Skalski mówi, że błądził. I chyba trzeba to szanować. Każdy błądził lub zbłądzi; pana to też pewno nie minie w jakimś sensie. Każdy ma w sobie „ciemne miejsca” (niekoniecznie w kontekście politycznym), do których sam nawet nie ma ochoty zaglądać, bo się rumieni, a co dopiero mówić o tym z innymi. Te miejsca – to rozmaite momenty zaćmienia umysłowego, głupoty, oszołomstwa, a nawet podłości; i nie pożyczyłbym dwuzłotówki komuś, kto by twierdził, że nic takiego w jego życiorysie nie ma. A wybaczanie i zapominanie – to piękna umiejętność. Człowiek, proszę pana, to fenomen dynamiczny; nie jest dany raz na zawsze i nie jest tak, że jeden grzech – nawet poważny – musi być zawsze karany stosem.
    I jeszcze jedno: obawiaqm się, że rozmaicie rozumiemy słowo „reżim”. Mogę go użyć w odniesieniu do rządu Franco czy Kim-dzong-Ila, ale z pewnością nie np. Gierka. Ja tego terminu zresztą bardzo nie lubię w odniesieniu do jakiegokolwiek rządu.
    Facet, którego intuicja zawiodła (skalski) jest ryzykowny jako dziennikarz, bo jest bardzo prawdopodobne,że dalej będzie budować fałszywe toki rozumowania„… pisze Pan. Pewno. Tylko od oceny tego jest jego naczelny; jeśli on to akceptuje, a czytelnicy płacą i czytają – to o czym mówimy?
    gdyby tak było dziennikarzem dalej byłby niesławny maleszka. przecież, jakie znaczenie miałoby to że był SBckim konfidentem? a jednak znaczenie to miało, więc teoria o rozłączności rzemiosła z misją upada.. Wcale nie upada. Po prostu donosił na kolegów (zakładam, że tak było) i koledzy go usunęli ze swego grona, jednak nie zabijając, nawet cywilnie. Co to ma do misji albo rzemiosła? Oni po prostu uznali, że nie chcą, by publicznie występował w ich towarzystwie. A – powiem więcej – gdyby facet pisał dobre teksty, zgodne z linią pisma, to ja osobiście nie wykluczam, że jako ewentualny szef – wydrukowałbym, choć nie pod nazwiskiem autora. Więcej zatem tu dla mnie problemów – nazwijmy je – godnościowych, niż czegokolwiek innego.

    Polubienie

  5. I. Owo niemieckie podejście do prawa – posunięty poza granice przyzwoitości pozytywizm prawniczy – był właśnie jednym ze sposobów legalizacji hitlerowskiego reżimu. Tu chyba w pierwszym rzędzie mogę przywołać dość kontrowersyjną postać Carla Schmitta, który stał na stanowisku, iż prawo i moralność to pojęcia całkowicie rozbieżne, niezależne (niektórzy mówią: sprzeczne).
    Dlatego Hitler do pewnego momentu mógł ubierać całą swoją zbrodnię w pozory prawa, pozornie zgodnego z jakimś tam ustrojem III Rzeszy.
    Nawiasem mówiąc mniej rygorystyczne w tym zakresie były sowiety, ale cóż – tam myśli prawniczej prawie nie było ani za cara ani później. Stepowa mentalność.

    II. Na wiekuiste potępienie zasługuje zatem Claus von Stauffenberg. Wystąpił przeciwko prawu, przeciwko Fuhrerowi, gdyby mu się udało być może doprowadziłby do zagłady naród niemiecki i inne (nie wiadomo jaka byłaby reakcja nazistów na wieść o śmierci Hitlera w lipcu 1944 – kiedy pod panowaniem Niemiec było 90% dzisiejszego terytorium Polski).
    Zatem mam zrozumieć, że zarówno Stauffenberg jak i podobni jemu – zdrajcy, którzy decydują się na złamanie przysięgi w celu ochrony dobra wyższego – są po prostu przestępcami? Po co zatem niedawne procesy rehabilitacyjne działaczy opozycji?
    Może zatem powinniśmy dziś postawić przed sądem autorów Procesu Norymberskiego?

    III. Z powyższego wynika, że nakaz czynienia dobra jest czasem ważniejszy niż inne nakazy, nawet jeśli ustala je państwo w maksymalnie demokratyczny sposób. Dla jednego będzie ten nakaz wynikał z wyznawanej religii, dla innego z wewnętrznej potrzeby bycia dobrym człowiekiem.

    IV. Co do dziennikarzy: oczywiście, że to zawód taki sam jak każdy inny, z tym, że niektórzy jego przedstawiciele ubierają się w szaty misjonarzy (podobna łatwość cechuje nauczycieli, lekarzy, adwokatów itd.) Akurat ekipa „GW” ma tę łatwość wypisaną na pierwszej stronie – „my tu nie robimy zwykłej gazety, my robimy społeczeństwo obywatelskie”. Stąd od czasu do czasu Gazeta bierze się za akcje społeczne (obecnie ratują Rospundę, do tego niewątpliwie pożyteczne Klasa z klasą oraz Rodzić po ludzku).
    Ale przyznaję, że poczucie misyjności „złotego rdzenia” GW jest widoczne i – wkurzające. Można powiedzieć, że Michnik nie pisze, on przelewa na papier, nie mówi lecz wygłasza, nie idzie lecz stąpa.

    Polubienie

  6. czy Pana zdaniem Roman Graczyk, zdradzony przez Maleszkę a obecnie zwolniony z pracy, gdy w tym samym czasie Maleszka dalej ma etat w Agorze też jest nacjonalistyczną ogłupiałą hołotą? myślę, że zaczął Pan zbytnio spłycać problem i sprowadzać go do absurdu(w przypadku profesora, który miał puszczać liście). a tak na prawdę sprawa jest prosta. facet, którego intuicja zawiodła (skalski) jest ryzykowny jako dziennikarz, bo jest bardzo prawdopodobne,że dalej będzie budować fałszywe toki rozumowania. teoria o tym że dziennikarstwo jest tylko rzemiosłem a nie misją jest ciekawa ale nie ma pokrycia w faktach. gdyby tak było dziennikarzem dalej byłby niesławny maleszka. przecież, jakie znaczenie miałoby to że był SBckim konfidentem? a jednak znaczenie to miało, więc teoria o rozłączności rzemiosła z misją upada.

    Polubienie

  7. Jeśli dla pana jest niewiarygodny ktoś, kto – na przykład – walczył w Hiszpanii z frankistami, a wiarygodny ktoś, kto – powiedzmy – woził ryngrafy Pinochetowi, to jest to pana sprawa. / PANIE BOGDANIE TO ZWYKŁA INSYNUACJA!!!!! TO PAN NAPISAŁ ?? POD MOIM ADRESEM??

    Polubienie

  8. brawo Panie Bogdanie! niewiele osób ma odwagę zestawić PZPR z NSDAP, słuszna analogia.
    ————
    uwaga natury ogólnej. dziennikarz mający układ z władzą (nawet demokratyczną) przestaje być dziennikarzem. traci coś co nazywam stawaniem po stronie obywatela. nie wyobrażam sobie dziennikarza, byłego lub obecnego urzędnika jako dobrego dziennikarza. a dziennikarz który wysługiwał się reżimowi budzi we mnie odrazę. typ w gatunku ernesta skalskiego, który z miną koziołka matołka przyznaje pośrednio: byłem idiotą. nie zasługuje na moje zaufanie 🙂 tak jak agora popełniła błąd nie zwalniając maleszki rzepa popełnia błąd trzymając na pokładzie skalskiego.

    Polubienie

  9. Teraz do pana Marcina. Dotyka pan kilku ważnych dla dziennikarstwa spraw, przy czym z niektórymi z pana poglądów nie zgadzam się zasadniczo.
    Po pierwsze więc, wydaje mi się, że pan jest przekonany, że dziennikarz ma jakąś misję do spełnienia. Pisze pan – a propos Skalskiego – że „chce teraz ludziom drogę oświetlać”. Owóż do oświetlania drogi są latarnie; dziennikarz jest od wypowiedzenia swojego zdania i zrobienia tego poprawnie formalnie oraz ciekawie. Czytelnik to zakceptuje – albo i nie. Dziennikarz więc – w moim głębokim przekonaniu – to żadna misja; to czyste rzemiosło (którego istotną częścią jest pisanie zgodne z prawdą co do faktów fizycznych) i nic nadto.
    Broń nas Boże przed „misjonarzami” – zarówno tymi z krucyfiksem, jak i z „inżynierami dusz” ze słynnym „Krótkim kursem” pod pachą. Ja osobiście, jak dojdę czytając artykuł do wniosku, że ktoś mnie do czegoś namawia – na ogół jeżę się maksymalnie. Głowę mam własną, jak powiedział kiedyś pewien dżentelmen, spytany czemu nie rozmawia miesiącami z żoną.
    Wiele lat temu wygłaszał w TVP (nudnawe) pogadanki pewien najprawdziwszy profesor etyki. Znany był z – delikatnie mówiąc – rozrywkowego trybu życia: miał opinię dziwkarza i moczymordy. Zapytano go kiedyś – jak godzi praktykę swojego życia z głoszoną teorią. Odpowiedział: czy jakbym był biologiem – kazalibyście mi wypuszczać listki?
    W tym właśnie sensie działalność Skalskiego sprzed 40 lat jest bez znaczenia. Pisze dziś prawdę – albo nie; ciekawie – albo nie; poprawnie po polsku – albo nie. Nie to związku z jego dawnymi poglądami; a przy tym: czyżby odmawiał pan komuś prawa do zmiany zdania?
    I jeszcze jedno – a propos Skalskiego. „Zgrywanie gwiazdy”… Panie Marcinie: gwiazdą czyni publiczność lub wydawca. Niemal nie ma tu możliwości autokreacji. Ale – z drugiej strony – nie jest żadnym zgrywaniem gwiazdora świadomość tego, że się zna warsztat lepiej od nieopierzonych gołowąsów…
    Pisze pan też o wiarygodności. Otóż ta cecha dziennikarza jest właściwością… czytającego, nie piszącego! Jak dzienikarz skłamie, sprzeniewierzy się własnym poglądom, napisze dwa komentarze sprzeczne, przy czym przyjmie posadę jakiegoś rzecznika – sprawa jest jasna; ale to nie kwestia wiarygodności, tylko naruszenia podstawowych reguł gry w tym rzemiośle. Jeśli dla pana jest niewiarygodny ktoś, kto – na przykład – walczył w Hiszpanii z frankistami, a wiarygodny ktoś, kto – powiedzmy – woził ryngrafy Pinochetowi, to jest to pana sprawa. Dlatego naczelny pisma nie ma żadnego obowiązku wyciągania jakichkolwiek konsekwencji personalnych w stosunku do kogokolwiek – tylko dlatego, że określona (choćby i większa) część publiki będzie klaskała. Do diabła z taką publiką.
    Gazeta nie jest również wyłącznie (ani: przede wszystkim) biznesem. Dlatego jeśli nawet „Wyborcza” (w moim głębokim przekonaniu: najlepsza i najuczciwsza, choć nie wolna od błędów, gazeta w Polsce) swoimi ruchami personalnymi utraciła część czytelników – a statystyki nic takiego nie mówią – to tym lepiej; niech sobie czytają swój „Dziennik” czy nawet „Nasz Dziennik”, i ich Bóg z nimi.
    A wpisy na forum „GW” są rzeczywiście w dużej części przerażąjące. Z tym, że ja wyciągam z nich wniosek tylko taki: z ogłupiałą nacjonalistyczną hołotą nie chcę mieć nic wspólnego. I byłbym bardzo zawstydzony, gdyby na przykład moje dziennikarstwo u takich typów miało uznanie.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.