Wycieczka zagraniczna: inni też knocą…

bbc.jpgDość zmaltretowany polskimi mediami i ich zawartością informacyjną przełączyłem się dziś w południe czasu GMT na BBC World. Polowałem na transmisję 80-lecia Królowej Elżbiety; raz dlatego, że ją bardzo osobiście lubię i jestem ponadto zdecydowanym anglofilem (zresztą: germanofilem, rusofilem, judeofilem itd. również…); dwa, ponieważ uwielbiam ceremoniał wojskowy, szczególnie brytyjski – tak cudownie feudalny; trzy, bowiem zawsze wysoko ceniłem profesjonalizm BBC i chciałem nasycić oko i ucho ich warsztatem. Zaczęło się nieźle: prezenterzy z cudownymi głosami i nienaganną dykcją, wyborny inteligencki akcent z wyższych sfer, świetne ubrania (prezenter pogody w krawacie – rzecz już w Polsce, w tym kraju plebejskich mediów, nie do pomyślenia…). Ale potem nastąpiła katastrofa…

Otóż, kochani, czegoś takiego oko moje nie widziało: BBC schrzaniła dokładnie wszystko. Weszli z transmisją wyraźnie za szybko i nikogo nie mieli na stanowiskach; rzecz nie mieszcząca się w głowie, szczególnie przy transmisji wagi państwowej. Jedna jedyna kamera pokazywała długie minuty statyczny obraz z ogólnym planem Buckingham Palace; coś tam się w kadrze wprawdzie działo, ale… u dołu, gdzie realizator z upodobaniem pokazywał zasłaniający wszystko pasek informacyjny z tytułem transmisji. Komentator ze studia "watował" rozpaczliwie, sadząc niemiłosierne banały (bo co miał biedak robić?); jak pokazali głównego sprawozdawcę na stanowisku, to zobaczyliśmy całkiem prywatny obraz, jak z obłędem w oku przerzuca grubaśny scenariusz i w ogóle nie wie, że jest na wizji; szczęście, że w nosie nie dłubał.
Wreszcie relizator zaczął miksować obraz z innych kamer – chyba wreszcie kamerzyści pojawili się na stanowiskach – ale bez wiekszego sensu, no ale coś już się zaczęło dziać; tyle, że obraz zupełnie nie pasował do dźwięku: na ekranie działa oddają salut honorowy, a my słyszymy – bardzo zresztą słabo i niewyraźnie – orkiestrę; na ekranie dobosze walą w werble – a tu słychać strzały z owych dział; cudowny pułkownik gwardii drze mordę, wydając komendy – a tu tętent koni… Słowem, reżyser dźwięku – to facet nie do wywalenia na pysk z pracy, ale wręcz do uśpienia: jak już zaczął wreszcie coś robić, to co najmniej mylił plany dźwiekowe i walił byka za bykiem. Sądzę, że gdyby mieli reżysera światła (nie mieli, bo to było światło dzienne), to też by pewno coś spieprzył. 
Słowem: pomieszanie z poplątaniem, katastrofa. Zupełnie jak – przepraszam za nieskromność – mój drugi w życiu "profesjonalny" występ w telewizji. Był to rok 1961 lub 1962, na żywo oczywiście – program popularnonaukowy o historii kolei, dość skomplikowany jak na owe czasy – dwa telekina, studio, dwaj lektorzy i ja jako prowadzący. No i realizator gdzieś tak w 8 minucie 25-minutowego programu pomylił telekina – miał wpuścić 35 mm, wpuścił 16 mm. Lektorzy zgłupieli, zaczęli czytać komentarz w ustalonej uprzednio kolejności i… nic nie pasowało, oczywiście, do obrazu. Chcąc ratować syutuację, sam zacząłem czytać właściwy komentarz, ale wtedy realizator zauważył swoją pomyłkę i ją natychmiast naprawił: zmienił obraz z telekina na zgodny ze scenariuszem. Wtedy zaś już zupełnie wszystko się pochrzaniło – lektorzy zamilkli obaj, ja zacząłem się rozpaczliwie jąkać, szukając po scenariuszu pasujących do obrazu tekstów… Następnego dnia jedna z gazet napisała, że albo wszyscy byliśmy w cztery srebrne lisy pijani, albo nam się upał na mózgi rzucił.

No więc coś podobnego było z tym BBC i transmisją. Ale – bagatela – moje doświadczenie było o 45 lat wcześniej!!! Myśmy wtedy wszyscy bardzo mało umieli!
PS. Jak zwykle w sprawie PiS-LPR-Samoobrona. A propos dzisiejszego tekstu, to chętnie bym zagłosował na Królową; wielce żałuję, że nie można. Wchodziła by również w rachubę ta Francuzka, Segolene Royal, czy jak jej tam; siarczyście ładna, choć jej nadmierna płodność mi trochę przeszkadza. Bo koalicja jawi mi się coraz bardziej przeraźliwą być; ładna składnia?

Reklamy