Lustrować kogo i co się da!

teczkaOto informacja, która – moim skromnym zdaniem – powinna była wywołać burzę medialną. Przeszła bokiem. Komentarz – jak zwykle, niżej. A teraz sama informacja, za "Gazetą Wyborczą:

Lustracja ma być obligatoryjna dla dziennikarzy mediów publicznych oraz opcjonalna dla dziennikarzy mediów prywatnych. Konkretne zapisy w tej sprawie przyjmie wkrótce roboczy zespół powołany przez sejmową komisję nadzwyczajną przygotowującą nowelizację ustawy o IPN i o lustracji.Obecnie sprawdza się ewentualne związki ze służbami specjalnymi PRL tylko szeroko rozumianego kierownictwa mediów publicznych (TVP, PAP i Polskiego Radia). Dotychczas jedynie Samoobrona przewidywała lustrowanie dziennikarzy. Od maja chce tego także PiS, a PO nie jest temu przeciwna. Za lustracją mediów opowiada się Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Problemem może jednak być brak jednoznacznej definicji, kto jest dziennikarzem.

Według historyka PRL dr. Antoniego Dudka z IPN, dziennikarze byli w PRL "bardzo infiltrowani". Zwracał uwagę, że nie ma żadnych statystyk, które ukazywałyby rozmiary agentury w mediach PRL. Zdaniem Dudka, dziś większość dziennikarzy czynnych w PRL to już emeryci, ale w zawodzie mogą być np. ci, których zwerbowano na studiach w latach 80., kiedy agentura SB była najbardziej rozbudowana.

Dudek, w rozmowie z PAP przed kilkoma dniami, przypomniał w tym kontekście przypadek dziennikarza TVP z Krakowa Roberta Żurka, ujawnionego w 2005 r. jako byłego agenta SB przez dawnych działaczy NSZZ "S" z Krakowa. W 2001 r. inni działacze podziemia z Krakowa, na podstawie akt z IPN, ustalili, że działacz opozycji w PRL i dziennikarz "Gazety Wyborczej" Lesław Maleszka był agentem SB. On sam się po tym przyznał i poprosił o wybaczenie.

W środę (chodzi o 7.06) komisja powołała roboczy zespół, który ma przygotować zapisy, jakie nowe kategorie osób podlegałyby lustracji.

"Jest już przesądzona zgoda co do lustracji mediów" – powiedział w sobotę PAP poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Dodał, że najprawdopodobniej zostanie zapisane, by dziennikarz mediów publicznych miał obowiązek przedłożyć pracodawcy zaświadczenie o stanie archiwów IPN na swój temat. Pracodawca z mediów prywatnych miałby zaś możliwość występowania do IPN o takie zaświadczenie, co do swego dziennikarza (mógłby to czynić też sam dziennikarz).

Według Mularczyka, zespół zbierze się jeszcze raz przed zaplanowanym na 20 czerwca kolejnym posiedzeniem komisji, by doprecyzować i przyjąć zapisy co do lustracji między innymi mediów.

Dudek, w rozmowie z PAP przed kilkoma dniami, przypomniał w tym kontekście przypadek dziennikarza TVP z Krakowa Roberta Żurka, ujawnionego w 2005 r. jako byłego agenta SB przez dawnych działaczy NSZZ "S" z Krakowa. W 2001 r. inni działacze podziemia z Krakowa, na podstawie akt z IPN, ustalili, że działacz opozycji w PRL i dziennikarz "Gazety Wyborczej" Lesław Maleszka był agentem SB. On sam się po tym przyznał i poprosił o wybaczenieDotychczas Sąd Lustracyjny uznał za "kłamców lustracyjnych" między innymi byłego szefa "Telegazety" TVP Czesława Berendę oraz byłych szefów publicznego Radia Koszalin – Ryszarda Zalewskiego i Radia Lublin – Jana Nowackiego. Od zarzutu sąd uwolnił zaś Macieja Łętowskiego.

Ostatnio Sąd Lustracyjny wszczął proces znanego dziennikarza Karola Małcużyńskiego, który chce się oczyścić z zarzutu, jakoby był agentem kontrwywiadu – co ma wynikać z jego akt w IPN. Trwa autolustracja Małgorzaty Niezabitowskiej, dziennikarki z PRL i rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego. Obecny poseł SLD, a były dziennikarz "Wiadomości" TVP, Sławomir Jeneralski przyznał w oświadczeniu lustracyjnym, że służył w organach bezpieczeństwa. Wyjaśniał, że chodziło o obowiązkową służbę wojskową po studiach w Wojskowej Służbie Wewnętrznej.

Sejmowa komisja od kwietnia pracuje nad propozycjami PiS, LPR, PO i Samoobrony, zakładającymi między innymi przekazanie lustracji do IPN, rozszerzenie jej na nowe kategorie osób oraz szerszy dostęp do teczek z IPN.

Będący podstawą prac komisji projekt PiS zakłada, by lustracją objąć także samorządowców, dyplomatów, wyższych pracowników naukowych, osoby funkcyjne z uczelni państwowych i prywatnych, szefów państwowych spółek, radców prawnych oraz notariuszy. W środowej dyskusji proponowano ponadto, by dopuścić możliwość autolustracji kościołów i związków wyznaniowych, a obowiązkiem lustracji objąć dziennikarzy, pracowników IPN, szefów związków zawodowych oraz tych, którzy "mieli wydatny wpływ na historię Polski".

Według PiS, badane dziś przez RIP i sąd oświadczenia lustracyjne byłyby zastąpione publikowanymi w internecie zaświadczeniami IPN o zawartości archiwów tajnych służb PRL, które dana osoba mogłaby zaskarżać od sądu cywilnego.Inne projekty nie przewidują tak rewolucyjnych zmian, jak PiS, choć także zakładają rozszerzenie lustracji, a także szerszy dostęp w IPN do akt służb specjalnych PRL (jawne miałyby być teczki osób publicznych).

Mój komentarz: ta informacja nie jest pełna. Czytałem gdzieś, że nie chodzi tu tylko o ujawnienie faktów, ani nawet o pozostawienie szefom mediów prawa wyboru – czy chcą z "negatywnie zlustrowanym" pracować, czy też nie; on ma być po prostu wywalony z pracy. Szefowie mediów prywatnych mają z kolei mieć tu swobodę postępowania. Już widzę tę swobodę i te wściekłe córy kontrrewolucji z krucyfiksami na przywiędłych biustach, które pozwolą, by w tych mediach było inaczej…

Wszystko to razem budzi mój głęboki sprzeciw. Po pierwsze, procedura zaczyna przypominać osławioną zasadę "berufsverbot"; za chwilę zaś okaże się, że nie mają prawa pracy (napierw w mediach, potem w szkole, potem w szpitalu itd.) po prostu ludzie o poglądach innych niż oficjalne. Bo w wielu wypadkach chodzi tu właśnie o poglądy; lub o bardzo przyziemne interesy.

Oczywiście – nie bronię ludzi, którzy donosili na kolegów i przyjaciół. To czyn obrzydliwy; osobiście przyjaźń stawiałem zawsze i stawiam wyżej, niż jakąkolwiek przynależność partyjną (lub jej brak), wyznanie (lub jego brak), czy ideologię (lub jej brak); uważam – wiem, że wysoce niemoralnie – że przyjaciela należy akceptować zawsze, nawet gdy łamie moje zasady, prawo, obyczaj itp.

Ale jeśli Mr X jako Tajny Współpracownik robił z przekonaniem np. opracowania analityczne czy naukowe dla służb specjalnych? Albo działał w kontrwywiadzie czy wywiadzie swojego państwa (zaznaczam raz jeszcze, nie szkodząc przyjaciołom osobistym)? Przecież miał prawo uważać PRL za swoje państwo?

Za chwilę wyciągną nam babcię z KPP (już wyciagają, "GW" jest na przykład "organem byłych KPP-owców, co już jest bzdurą tak piramidalną, że zęby bolą…), niewłaściwe pochodzenie narodowe, złą religię… I zakażą wszelkiej ciekawszej pracy; pozwolą ewentualnie czyścić wychodki i będą przychodzić rozkoszować się cudzym upodleniem; bo o to tym kanaliom chodzi. No i o to, by usunąć z drogi wszelką możliwą konkurencję: PRL wychowała sobie całkiem niezłą fachowo własną inteligencję i elitę intelektualną, która nadal troszeczkę zgaraża różnym Mariolom Pścicz i Bartkom Pierdulasom z licencjatem na "dostatecznie" z marketingu politycznego z pewnej "uczelni" z Torunia.

Burzy się we mnie wszystko, gdy słyszę ideologiczne uzasadnienia jednych czynów i takież – innych analogicznych czynów – ideologiczne potępienia. Niejaki "Ogień" kroił Żydów czy milicjantów w paski – i to było dobre, bo był "bohaterem podziemia", postawimy mu pomnik; facet, który do tego "Ognia" tylko strzelił, albo dał mu na przesłuchaniu po mordzie – jest bandytą i należy mu odebrac emeryturę…

Nie, tego się nie da rozstrzygnąć ani ocenić. Dlatego jestem zdania, że wszsytkie te historie (akta i tp.) należy po prostu zabetonować i o tym wszystkim zapomnieć; w stosunku do takich, jak "Ogień" czy Kukliński to i tak z mojej strony akt łaski.

Gdyby w tym kraju istniało w miarę przyzwoicie zorganizowane środowisko dziennikarskie (a nie istnieje), to choćby jedna z jego części (ta lewa, naturalnie) powinna zareagować na uchwalenie takich praw następująco: nastepnego dnia wszyscy powinni – bez względu na prawdziwość tego stwierdzenia – oświadczyć pod przysięgą, że są Żydami i Niemcami, w dodatku ateistami i homoseksualistami, mieli jedną babkę w WKP(b) a drugą w Wehrmachcie, nie płakali po papieżu i mieli w SB stopień tamburmajora, cokolwiek miałoby to znaczyć.

Ale nikt tego oczywiście nie zrobi. Solidarność (przpraszam za słowo) z przesladowanymi? A jam mnie wyleją z pracy lub zakwetionuja moją emeryturę? Albo mi skrzywdzą wnuczka?

Tfu. Mali jesteśmy.

Reklamy