Ciekawa sytuacja w PAP-ie, czyli są jeszcze sądy w Rzplitej

PAPKilka dni temu – przegapiłem! – w "Gazecie Wyborczej w dziale "Media" można było przeczytać znaczącą informację. Oto ona: 

Warszawski sąd gospodarczy nie wpisał do rejestru nowych władz Polskiej Agencji Prasowej. Na przełomie marca i kwietnia Ministerstwo Skarbu wymieniło część składu rady nadzorczej PAP. Jej dwaj członkowie wnieśli do sądu o unieważnienie zmian. Powoływali się na ustawę o PAP mówiącą, że członków rady można odwołać przed końcem kadencji, tylko jeśli Agencja ma być prywatyzowana. Ministerstwo jednak twierdzi, że ma trzy opinie prawne, które dopuszczają takie zmiany bez prywatyzacji. Teraz jednak Sąd Gospodarczy w Warszawie uznał, że nowy skład rady nadzorczej powołano z naruszeniem ustawy, i nie wpisał zmian do rejestru. Co to znaczy dla PAP?

Zdaniem Igora Ostrowskiego z kancelarii White & Case w tej sytuacji sąd najprawdopodobniej nie wpisze do rejestru także nowego zarządu, na którego czele od 19 maja stoi Piotr Skwieciński. Wpis jest niejako dowodem osobistym potrzebnym przy podpisywaniu kontraktów handlowych i dysponowaniu pieniędzmi na koncie firmy, więc jego brak może utrudniać zarządowi pracę. – Podobne przypadki w innych firmach pokazały, że najważniejsze jest to, kto siedzi na miejscu, stempluje dokumenty i ma klucze od sejfów – mówi Ostrowski. Jego zdaniem odwołanie od decyzji sądu w sprawie wpisu do rejestru może ciągnąć się kilka lat.

Nad strategią dalszych działań zastanawiają się Ministerstwo Skarbu oraz rada nadzorcza PAP. – Być może będzie nadzwyczajne walne. Nie wykluczamy odwołania od decyzji sądu, ale sprawa jest delikatna – powiedział nam Krzysztof Turkowski, nowy przewodniczący rady nadzorczej PAP.

Jerzy Domański, odwołany szef rady, powiedział nam, że "powstrzymuje się od zachowań szkodzących Agencji". – Tę sprawę powinien rozstrzygnąć sąd, bo moim zdaniem doszło do złamania ustawy o PAP – mówi.


Mój komentarz: ja nie jestem "odwołanym szefem rady" i w ogóle nie mam obowiązku poprawności politycznej, więc nadaję otwartym kodem: pisuary znowu robią co chcą, łamią prawo w sposób dowolny i bezczelnie lekceważą wszystko i wszystkich. Na szczęście są jeszcze sądy i wyraźnie się Przemysława Edgara i jego kumpli & zwierzchników specjalnie nie boją. Za chwilę jednak do łże-elit, "kilkuset utytułowanych jajogłowych", sędziów Trybunału Konstytucyjnego, lekarzy, dziennikarzy, dołączą oni właśnie, sędziowie od spraw gospodarczych, którzy wyraźnie też szczają tym liliputom mentalnym do mleka. Co prawda w znanym powiedzeniu to krasnoludki właśnie komuś psuły mleko w ten sposób, ale teraz się tak wszystko w tym dziwnym kraju pochrzaniło, że w końcu machnijmy na to ręką kto komu co.Ceterum censeo koalicja PiS-LPR-Samoobrona delendam esse puto. Howgh, jak mawiał mój ulubiony wódz Apaczów.

Reklamy