Wieszczę koniec „Przekroju”

PrzekrójMariusz Ziomecki zostanie od poniedziałku redaktorem naczelnym tygodnika Przekrój. Piotr Najsztub obejmie w wydawnictwie Edipresse stanowisko dyrektora kreatywnego. Informację o zmianie szefa Przekroju podał wczoraj Presserwis.– Zmiana naczelnego w Przekroju wiąże się z tym, że Piotr Najsztub chce bardziej skoncentrować się na pracy dziennikarskiej – powiedział Zbigniew Napierała, szef Edipresse Polska. Według niego, formuła Przekroju będzie kontynuowana. – Nie przewidujemy dalszych zmian kadrowych – zapewnił.

Nowy naczelny zapowiada, że nie będzie "rewolucji" w tygodniku. – Przekrój to jak dotąd spory sukces. Kiedy Piotr Najsztub zaczął być naczelnym, tygodnik sprzedawał się w granicach 30 tys. egzemplarzy. W tej chwili ta sprzedaż wynosi bliżej 90 tys. Z drugiej strony jest to mniejsza sprzedaż niż osiągają konkurenci, więc mam nadzieję, że z czasem ten dystans uda mi się zmniejszyć – powiedział PAP Ziomecki. Dodał, że będzie to wymagało pracy nad formatem gazety.

Najsztub powiedział PAP, że zmiana naczelnego była decyzją wydawcy. – Ja zadeklarowałem chęć pozostania w tygodniku – nie jestem obrażoną primadonną – powiedział PAP Najsztub.– Prowadzimy rozmowy, prawdopodobnie zostanę z wywiadami, mam też być dyrektorem kreatywnym wydawnictwa i na ten temat też prowadzę rozmowy co do charakteru i zakresu tej pracy – tłumaczył.

Najsztub był naczelnym Przekroju od 2002 r. Ziomecki do końca marca był naczelnym Super Expressu, a przez ostatnie tygodnie był w Edipresse konsultantem do spraw rozwoju tygodnika Przekrój. Wcześniej Ziomecki był m.in. redaktorem naczelnym Profitu.

Mój komentarz: może to jeszcze nie koniec Przekroju (który ma dla mnie sentimental value…), ale blisko. Ziomecki – choć dość sprawny warsztatowo, ale w sensie i w sposób, których nie trawię – położy to pismo. Przekrój był pismem o tradycji artystowsko-francusko-inteligenckiej z lekkim odchyleniem na zesnobizowane drobnomieszczństwo, jeśli chwytacie to określenie; Ziomecki uprawia dziennikarstwo amerykańsko-plebejskie, antyinteligenckie i tabloidowe. Może więc odniesie sukces (w co także nie wierzę) finansowy; może tytuł pozostanie na rynku – ale to już w żadnym razie nie będzie to, co za Mariana Eilego i Daniela Mroza. Zresztą Najsztub także nie jest bohaterem mojego romansu: zbyt hałaśliwy, zbyt prostacki, zbyt "biznesowy" przy całym (pozorowanym) "artystowskim image'u". Bo ja wiem, kogo bym chciał widzieć na stanowisku szefa tego pisma? Najlepiej: KTT! Może Passenta?  Może Janusza Głowackiego? W każdym razie szukałbym rodowodowego inteligenta z ogromnym poczuciem humoru, zdystansowanego do świata, ironicznego, z bardzo wysokim wykształceniem i sporym dorobkiem, znanego w środowisku, w wieku około siedemdziesiątki, z bogatą przeszłością towarzyską (eufemizm oczywiście; chodzi o to, że kto sam nie grzeszył, nie będzie tolerował grzchów innych – a Przekrój powinien być jak dawniej czymś w rodzjau "owocu zkazanego"…).

PS. O kolalicji już się nudzę pisać. W każdym razie: dałoj, jak mawiają bracia Rosjanie.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Wieszczę koniec „Przekroju”

  1. oj, bo ja taki Swawolny Dyzio (choć nie krakowski 😉
    1.
    fakt: dobrej praktyki — nic nie zastąpi.
    2.
    fakt2:
    dziś Rynek — to nie ta sama rsw-prasa-książka-ruch… (niby reguły zbliżone; my piszemy — a KTOŚ z zewnatrz = decyduje 😉
    3.
    gazety (mins: periodyki): to nie tylko Naczelny (który jest, moim zd. — GŁÓWNIE od kontaktów z Wladzą; jakaby ona nie była.
    gazety — to Sekretarze(e) redakcji; czy Konformiści; czy (nieco) Odważniejsi…
    gazety: to Zespół; któremu sie albo chce; albo nie.
    gazety: to (dziś) Wydawca; czy go stać czas jakiś na dokładanie — tak, aby kiedyś odzyskać…
    no i NAJWAŻNIEJSZE: gazety — to czytelnicy. jacy są oni — takie są media. jednak
    ps.
    rakowski to — (podobno; jednak) głównie chronił Zespół; być może również po to, aby sobie „opinię Liberała” (ówczesnego) załatwić… na której do dziś jedzie.
    cwana polityka 😉
    ps2.
    najlepsze pismo, z jakim się w moim skromnym dorobku zetknąłem — to było „ITD” między jesienią 1980 a jesienią 1981 roku.
    z bardzo średnim naczelnym; i rewelacyjnym Zespołem; o atmosferze Czasów tamtych — nie wspominajac; bo to oczywiste…
    bo gazeta = to Suma.
    Zespołu + Czasów + Czytelnikow.
    jak się te 3 złożą… to i Naczelny nie przeszkodzi.
    ps3.
    a z Wiechem — to była Prowokacja 😉

    Lubię to

  2. Obawiam się, Mr Makowski, że masz uprzedzenia odnośnie do starszych dzienikarzy. Tymczasem ja – zdając sobie sprawę, że brzmi to ciut niewiarygodnie, bom sam sędziwy – jestem głęboko przekonany, że dziennikarz powinien przekiblować na stanowiskach szeregowych ok. 10 lat; z takim stażem zostawać szefem działu, z 15-letnim – zastępcą naczelnego. Aby być dobrym naczelnym trzeba – moim zdaniem – statystycznie 20-25 lat stażu. Oczywiście, bywają wyjątki – najlepszy w historii polskiej powojennej prasy naczelny, M. F. Rakowski, był – obejmując stanowisko – młodszy; sam Eile chyba też. Ale w zasadzie po prostu nie wyobrażam sobie szefa pisma poniżej czterdziestki. A "Przekroju" bym Krakowowi nie oddawał: to już nie ten Kraków sprzed pół wieku – intelektualny, artystowski i rozbrykany. To solidne drobnomieszczańskie prawicowe i katolickie grodziszcze, niestety. "Przekrój" powinien być inteligencki, troszkę szalony, zapewne anarchistyczny i niemoralny, kpiarski i szyderczy – oto moje marzenia. A z Wiechem – toś już, bracie, trafił kulą w płot: on był świetnym felietonistą, to fakt – ale adresował swoją twórczość przede wszystkim do masowego czytelnika, żeby nie powiedzieć – w dużej mierze prostaka. Inteligenta bawił niejako przy okazji.

    Lubię to

  3. KTT, Passent, Głowacki… to może już Stefan Wiechecki? (tak, wiem…)
    oddajcie „Przekrój” krakowowi!
    = to, co z niego zostało. tytuł.
    (warsiawiak;)

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.