Po wizycie B16

AEYE2.GIFPoświęciłem czas i obejrzałem sporo transmisji z papieskiej wizyty. Skupiłem się na dwóch stacjach, tj. TVP1 i TV24. No i kilka ciekawostek wyszło na jaw…

Po pierwsze więc – uważam, że kobiety się dość umiarkowanie nadają do prowadzenia tego typu transmisji: paplają bez większego sensu. No, może zrobiłbym wyjątek dla Justyny Pochanke, której zimny profesjonalizm mnie absolutnie zachwyca od czasu bezbłędnego poprowadznia przez nią żywej transmisji słynnego 11 września. Drugi wyjątek dla Anity Werner, która wprawdzie tym razem wypuściła z siebie niestety sporo banałów, ale zrobiła to dobrą polszczyzną i bez popadania w budzący moje najżywsze obrzydzenie "święty" (przyciszony, zmatowiony, z charakterystycznym "kościelnym" zaśpiewem) ton głosu, co uczyniły wszystkie pozostałe damy (i znaczna część telewizyjnych dżentelmenów). Zresztą do panny Werner mam osobistą słabość: wieje od niej chłodnym intelektem, co w połaczeniu z  wielką  – i pozbawioną wszelkiej  prowincjonalności – urodą w świetnej oprawie daje efekt piorunujący. Nie ukrywam, że gdybym miał ze 30 lat mniej, miałbym problem…

Dość jednak żartów. Ze zdumieniem odnotowuję, że wysoce sprawna na ogół ekipa TVN24 dała pewną drobną – ale dokuczliwą – plamę: zagadała na śmierć transmisję z Oświęcimia. Przełączałem się z kanału na kanał i zauważyłem, że "Jedynka" słusznie zostawiła "goły" obraz, który sam mówił bardzo mocno – a panny z TVN24 gadały, i gadały, i gadały…

W dodatku miały z reguły jako komentatorów jakichś księży; to samo było w TVP. Otóż bardzo mi to nie w smak. Tego typu transmisje (no, może z wyjątkiem tych dotyczących czystej liturgii) powinny być komentowane przez "cywilów" – naukowców, dzienikarzy, może polityków (tylko skąd wśród tych ostatnich znaleźć umiejącego mówić inteligenta?); jeśli już księży – to intelektualistów w typie stereotypowego jezuity, nie zaś dobrodusznego proboszczunia. No i komentarz nie może być wyłącznie "na klęczkach". Więc w żadnym razie ktoś z pisemka "Ozon" czy nawet z "Dziennika", ale raczej tacy ludzie, jak Żakowski czy Pacewicz. Inaczej się robi z tego wszystkiego religijna akademia ku czci, a to trudno strawić. Wprawdzie człowiek czeka w pewnym napięciu co główny bohater widowiska powie sensacyjnego lub ważnego (nic takiego, niestety, nie powiedział – a to, co powiedział, można interpretować "w te i wewte"), więc teoretycznie komentatorskie paplanie możnaby traktować jako rodzaj dźwiękowego wypełniacza, ale jednak dziennikarskie budowanie kulminacji było w tym bardzo potrzebne – i całkowicie nieobecne.

Transmisje były natomiast bardzo dobre technicznie . Z niejakim rozrzewnieniem – i uzaniem – zauważyłem w "listach płac" nazwiska dobrze mi znane; nazwiska ludzi, którzy za wybitnych fachowców uchodzili już "w mrokach PRL-u". Wacek Tylawski, Heniek Sochacki… To mistrzowie. I z niejaką satysfakcją odnotowuję, że jak jest prawdziwa potrzeba, to nawet "nowa władza" nie ryzykuje oddania sterów techniki "neosłusznej" gówniażerii.  Żeby jeszcze użyli jako prezentera np. Turskiego, a  nie koszmarnej pani Schymalli, czy jak się tam ta zakonnica nazywa… Z zazdrością patrzyłem też na możliwości techniczne, którym dysponowali – te niesamowite transfokatory, pozwalające robić "zoom" chyba kilkusetkrotny; te bezbłędne i stabilne obrazy ze śmigłowca…

PS. Jak zwykle. Ta koalicja nadaje się tylko do lamusa historii. 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Po wizycie B16

Możliwość komentowania jest wyłączona.