PAP też wzięty

czerwona kartkaGazeta Wyborcza donosi: Rada nadzorcza PAP wybrała nowy zarząd. Prezesem Agencji został Piotr Skwieciński.

W piątek po godz. 13. rada nadzorcza PAP spotkała się z wiceministrem skarbu Pawłem Szałamachą. Zakomunikował on radzie, że odbyło się walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki, które przyjęło sprawozdania za ubiegły rok i udzieliło poprzedniemu zarządowi skwitowania. Oznaczało to, że trzyletnia kadencja zarządu kierowanego przez Waldemara Siwińskiego upłynęła i trzeba było wybrać nowy zarząd.
– Minister powiedział, że jego intencją jest powołanie trzyosobowego zarządu z Piotrem Skwiecińskim jako prezesem oraz Adą Kostrz-Kostecką. Na trzeciego członka zarządu na razie nie ma kandydata – powiedziało nam nasze źródło z PAP proszące o anonimowość. Z szefem rady nadzorczej PAP Krzysztofem Turkowskim nie udało nam się wczoraj skontaktować.

Rada nadzorcza natychmiast rozpoczęła obrady. Kandydatury Skwiecińskiego i Kostrz-Kosteckiej, która w poprzednim zarządzie odpowiadała za sprawy finansowe, zgłosił Turkowski. Po krótkim przesłuchaniu obojga kandydatów zdobyli oni w tajnym głosowaniu po sześć głosów (jeden z członków rady nadzorczej Stanisław Sulowski nie brał udziału w posiedzeniu). Zgodnie z sugestią wiceministra skarbu trzeciego członka zarządu na razie nie wybrano.

Piotr Skwieciński już od marca był nieoficjalnie wymieniany jako kandydat na nowego szefa PAP. Wcześniej kierował działem krajowym PAP. Pracował też w TVP (jako wiceszef "Wiadomości", kiedy prezesem TVP był Wiesław Walendziak), w dzienniku "Życie" Tomasza Wołka oraz TV Puls.

Pierwszą decyzją nowego prezesa Agencji było powołanie redaktora naczelnego PAP, którym został Radosław Gil (wcześniej szef serwisu politycznego PAP, dziennikarz "Rzeczpospolitej", a ostatnio telewizyjnej "Panoramy").

Czy prezes będzie ingerował w prace redakcji? – Będę dbał o zachowanie bezstronności politycznej agencji. Na pewno nie będę tracił kontaktu z serwisem, ale nie będzie ręcznego sterowania – powiedział nam Skwieciński.

Z kolei Rzeczpospolita pisze o zjawisku nieco ogólniej:

Teraz znowu my
Piotr Skwieciński prezesem PAP, Amelia Łukasiak i Igor Janke kandydatami na szefa "Wiadomości". Wkrótce nowy szef TVP1 i Polskiego Radia. PiS oraz jego koalicjanci wymieniają władze mediów publicznych.
Politycy wszystkich opcji deklarują oficjalnie: doświadczenie ostatnich 16 lat uczy, że nie warto wymieniać władz mediów publicznych. Dla rządzącej partii zawsze kończy się to katastrofą. Co innego jednak deklaracje, co innego rzeczywistość. Do mediów publicznych wracają dziennikarze, którzy już w nich pracowali za poprzednich rządów prawicy.

W piątek Waldemara Siwińskiego na fotelu prezesa PAP zastąpił Piotr Skwieciński, który od 1998 do 2003 roku był szefem redakcji krajowej agencji. Wraz z nim powraca Radosław Gil. Został redaktorem naczelnym serwisów informacyjnych (kilka lat temu kierował zespołem politycznym).

Prezesem PAP za rządów premiera Jana Olszewskiego był Krzysztof Czabański. Teraz wymienia się go jako głównego kandydata na prezesa Polskiego Radia. Czabański na początku lat 90. pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność", jego naczelnym był wtedy Jarosław Kaczyński.

Możliwe, że już w poniedziałek zmieni się dyrektor telewizyjnej Jedynki. Zarząd TVP ma powołać na to stanowisko Małgorzatę Raczyńską, wiceszefową redakcji publicystyki Jedynki. Nowym szefem "Wiadomości" będzie obecna dziennikarka "Newsweeka" Amelia Łukasiak lub Igor Janke, obecnie publicysta "Wprost", który wcześniej pracował w "Rzeczpospolitej" i PAP.

Mój komentarz: gdy koalicja opuści stołki (czego jej, oczywiście, szczerze życzę), to będzie kłopot. Wszystkie media trzeba będzie z tego zacietrzewionego i pełnego nienawiści do "czerwonych" towarzystwa starannie oczyścić. Naturalnie, nie wolno przegiąć w drugą stronę i dać – jak te obecne krasnale – "samych swoich". Wyjście: oddać dobór ludzi na stanowiska kierownicze w mediach zespołom samych twórców (nie tylko dziennikarzy). Nie będzie to łatwa (także psychologicznie) operacja, ale jest niezbędna. Trzeba też chyba systemowo zagwarantować udział opozycji oraz wprowadzić nieusuwalność i kadencyjność zarządów, dłuższą niż kadencja parlamentu – powiedzmy, 6-letnią – by nowo wybrany sejm miał zawsze związane ręce.

Reklamy