„Dziennik” zaczyna mi się nie podobać…

czerwona kartka"Dziennik" – gazeta, którą czytam – zaliczyła w ostatnich dniach dwie poważne wpadki. Jedna – drobniejsza – to opublikowanie zdjęć kiboli "Legii" bez wyroku sądowego (a, co gorsza, podobno z błędami); druga, grubsza – to absolutnie jednoznaczne stanowisko w sprawie rzekomej współpracy z SB ks. prof. M. Czajkowskiego. "Dziennik" księdza po prostu z furią ukrzyżował – inaczej tego nazwać nie można. Tymczasem i osoba publikująca te rewelacje w swojej pracy "naukowej" i sam kontekst sprawy jest mocno wątpliwy….

Zacznijmy od pierwszej sprawy. Oddaję głos "Wirtualnym Mediom": Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa pozwie do sądu "Dziennik".

Gazeta po zamieszkach w Warszawie opublikowała twarze kilkunastu sympatyków stołecznej jedenastki, którzy mieli brać udział w niszczeniu Starówki po sobotnim meczu Legii z Wisłą Kraków. Publikację zatytułowano – "To bandyci – nie kibice". Jeden z kibiców, Damian Niedziałek mówi, że opubikowano zdjęcia osób, które nie brały udziału w sobotnich zamieszkach. Upublicznienie twarzy tych osób jest dla nich krzywdzące. ozmawiano na ten temat z autorami artykułu. Gazeta obiecała sprostowanie. "Nas sprostowanie nie interesuje. Wnosimy razem powództwo cywilne" – powiedział Damian Niedziałek.
Redakcja "Dziennika" odmówiła komentarza w tej sprawie.

W drugiej sprawie zabrała dziś głos Rada Etyki Meduiów. Oto informacja z "Wyborczej":

Rada Etyki Mediów wydała oświadczenie, w którym wyraża głębokie oburzenie sposobem publikowania wiadomości o domniemanej współpracy ks. Michała Czajkowskiego ze służbami specjalnymi PRL-u przez część mediów, przede wszystkim "Życie Warszawy" i "Dziennik".

W oświadczeniu Rada podkreśla, że ujawnianie prawdy o przeszłości, zwłaszcza osób cieszących się autorytetem i społecznym zaufaniem, musi spełniać warunek najwyższej wiarygodności. Zdaniem REM, w tym przypadku należałoby oczekiwać oficjalnego stanowiska IPN.

– Niezależnie jednak od tego czy i w jakim stopniu oskarżenia pod adresem ks. Czajkowskiego okażą się prawdziwe, pisanie o sprawie ważnej dla zbiorowej pamięci, a bolesnej dla większości Polaków, w tonie sensacji, używanie obraźliwych epitetów, i określeń jednoznacznie przesądzających, jest szkodliwe społecznie. Narusza zapisaną w Karcie Etycznej Mediów zasadę kierowania się dobrem odbiorcy i podstawowe normy kultury społecznego komunikowania – czytamy w przesłanym tekście.

"Życie Warszawy" zamieściło 17 maja obszerny artykuł dr. Tadeusza Witkowskiego, który przytaczając fragmenty dokumentów pochodzące z archiwów IPN, pisze, że ks. Michał Czajkowski był przez ponad 20 lat agentem bezpieki. W tym samy numerze "Życie Warszawy" zamieszcza wywiad z ks. Czajkowski, w którym kapłan wszystkiemu zaprzecza. Akta dotyczące ks. Czajkowskiego znajdują się w IPN pod numerem 00169/

Dodam do tego, że autor pracy "naukowej" (została przez kilku uczonych – którym akurat ufam – dość kwaśno skomentowana w TV, stąd te cudzysłowy) oskarżającej ks. Czajkowskiego, jest Polakiem z Ameryki (nie wiem, czy nawet nie obywatelem USA), nieznanym z działalności naukowej. Nie jest historykiem, tylko socjologiem czy też polonistą: uczył w USA języka polskiego i żadnej pracy badawczej nie prowadził. Biorąc pod uwagę, że ks. Czajkowski znany jest ze swoich postępowych poglądów i pełni – z ogromnym uznaniem ze strony żydowskiej – wysoką funkcje w radzie czy też komisji kościelnej do spraw współpracy chrześcijan i żydów – można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z atakiem na pewną grupę w Kościele katolickim. Coś mi to cuchnie Rydzykiem i kościelną czarną sotnią. Podejrzewam, że wszystko jest zaaranżowane z myślą o walce z "postępowcami". 

Mnóstwo tu wątpliwości: jakim cudem jakiś podejrzeny facet wchodzi do IPN jak w masło i "bez dania racji" dostaje dokumenty, o których istnieniu nie ma w zasadzie prawa wiedzieć? Czy wystarczy, że się przedstawię jamiemuś – nomen omen – dudkowi z IPN jako "naukowiec" i już będę dowolnie buszował po archiwach? Dlaczego nadaje się taki rozgłos czemuś, o czym ma prawo wyrokować jedynie sąd lustracyjny?

Mniejsza jednak o samą sprawę, choć niewątpliwie podejrzana. Ale zachowanie "Dziennika" jest nie do przyjęcia. Gazeta – mocą samej definicji – ma obowiązek w nic nie wierzyć, mieć w każdej sprawie wątpliwości. Zwłaszcza w tak delikatnej sytuacji. A tu – cienia rozterki. Pałą w łeb, kapuś, morderca Popiełuszki – i już.

A tak na marginesie: jeśliby ks. Czajkowski (czy ktokolwiek inny) popełnił jakikolwiek czyn naganny, nawet ohydny – czy to automatycznie unieważni wszystkie jego poglądy, w szczególności sprzeciw wobec antysemityzmu albo krytykę Rydzyka? Oczywiście, nie; ale równie oczywiście ciemnogród będzie przeciwnego zdania. Czyż bowiem im nie o to w istocie chodzi?

PS. O koalicji – jak uprzednio. Odruch wymiotny.

Reklamy