Po przerwie

Od dłuższego czasu nie publikowałem tu żadnych informacji ani komentarzy, choć codziennie zdarza się w świecie polskich mediów wiele. Trudno – bywa. Wyjaśniam szczerze: nie było to rezultatem jakiegoś specjalnego nawału zajęć ani choroby. Po prostu – nie chciało mi się; i obawiam się, że nie jest to tzw. atak lenia, ale zjawisko bardziej trwałe i głębiej umotywowane.Pomału otóż tracę wszelki optymizm i entuzjazm: dochodzę do wniosku, że świat generalnie poszedł w złą stronę. W szczególności dotyczy to Polski, która jest coraz bardziej nie moja. W jeszcze większej szczególności dotyczy to polskich mediów, coraz mniej profesjonalnych, coraz agresywniejszych, coraz głupiej dających się podpuszczać politykom…

Weźmy choćby ostatni atak na gen. Jaruzelskiego. Telewizja publiczna "dotarła do informacji" (czytaj: jakiemuś chłystkowi z "Wiadomości" dał ją z własnej – lub, gorzej, cudzej – inicjatywy inny chłystek z osławionego Instytutu Pamięci Narodowej), że Jaruzelski pod ksywą "Wolski" współpracował z Informacją Wojskową. Ową Informację nazwano przy okazji "przestepczą", na Jaruzelskiego wylano kolejny kubeł pomyj… Jest jasne, że chciano dostarczyć publice igrzysk i przy okazji jacyś chorzy z nienawiści faceci upuścili z siebie – z seksualną przyjemnością – trochę żółci. Tymczasem: przestępczą można nazwać organizację, uznaną za taką sądownie (wyjaśniam: nie neguję, że pracownicy owej Informacji popełniali przestępstwa; nie znaczy to, że organizacja jest przestępcza. Podobnie żołnierze Wehrmachtu dość powszechnie popełniali indywidualnie i grupowo zbrodnie wojenne – ale społeczność międzynarodowa nie uznała armii niemieckiej jako całości za przestępczą; nie uznała także za przestępczą NSDAP jako całości! Prawo to jednak coś innego, niż odczucia powszechne, nawet najpowszechniejsze!). Ale to mały pikuś; jeśli się przyznaje, że PRL była państwem (a tego nikt nie neguje, mówi się tylko o "ograniczonej suwerenności"), to trudno się dziwić, że oficerowie armii tego państwa współpracowali z jego oficjalnym wywiadem i kontrwywiadem wojskowym! Póki co, praca w służbach specjalnych PRL nie jest karalna; karalne jest tylko składanie fałszywych oświadczeń w tej sprawie! A generał żadnych oświadczeń składać nigdy nie musiał, bo nie było takich przepisów gdy zostawał prezydentem; tym bardziej nie musi ich składać dziś, gdy jest osobą prywatną.

Ale to wszystko jest zbyt skomplikowane i przeciętny Polak-katolik takich subtelności nie pojmie. Więc żurnalista wali z grubej rury, bo "ma newsa", który się publice łatwo sprzeda. I nie dostrzega, że jest po prostu narzędziem w ręce jakiegoś dudka z IPN (proszę zauważyć, że piszę to słowo z małej litery i używam go wyłącznie w znaczeniu przenośnym; wyjaśniam zresztą, że nie mam najmniejszych podstaw, by robić inaczej).

Przytoczyłem jeden przykład – ale to było "działanie prasowe", które mnie zbrzydziło dość wyjątkowo. Bo, powiedzmy, działanie Episkopatu w sprawie Radia Maryja, zakończone po wielkim szumie i zapowiedziach karnego wysłania Rydzyka do Afryki… słowami uznania za dobrze pełnione zadania katechetyczne, czy jak to tam katolicy między sobą nazywają – otóż więc to działanie, przez wielu moich znajomych uznane za pełne hipokryzji i dość obrzydliwe, wcale mnie nie zbulwersowało. Wystarczy trochę pomyśleć, żeby pojąć, iż Kościół na trzy tygodnie przed wizytą papieża nie zaryzykuje wyjściem na ulicę tysięcy rozkochanych w redemptoryście moherów z protestami. Ale oczywiście żurnalistom taka myśl – choć banalnie prosta i oczywista – przez głowy nie przemknęła.

W sumie: czarno widzę. Za chwilę jakiś lepperowiec ("lepperysta"?) zostanie wysokim funkcjonariuszem telewizji, inny obejmie resort nauki (specjalnie utworzony dla niego przez podział ministerstwa edukacji – rzecz jasna, w ramach "taniego państwa), i będzie się działo…

Nie dziwcie się więc, drodzy Czytelnicy, że ogólny zbrzyd mnie dopadł tak silnie. Pozostaje mieć nadzieję, że mi przejdzie; już tak bywało.

Poniżej informacja PAP o hsitorii z Jaruzelskim

Jaruzelski powiedział w niedzielę PAP, że nie chce komentować tych doniesień.

Informacje o współpracy Jaruzelskiego z IW pojawiły się po raz pierwszy w czerwcu 2005 roku. Wówczas media informowały, że istnieją wątpliwości związane z nazwiskiem współpracownika, ponieważ w archiwach IPN widniało nazwisko "Jeruzelski".

Prezes IPN Janusz Kurtyka w wypowiedzi dla TVP powiedział, że odnalezione nowe dokumenty "dla historyka, w sposób jednoznaczny potwierdzają, że Jaruzelski był agentem".

Jak poinformowała TVP, chodzi o dwa zapisy dotyczące Jaruzelskiego, które historycy znaleźli w rejestrach sieci agenturalnej Informacji Wojskowej. Według TVP, w księdze ewidencyjnej służb generał został wpisany w połowie 1946 roku. Oprócz jego imienia i nazwiska generała widnieje tam kategoria – informator, pseudonim – "Wolski" oraz dane jego ojca i data urodzenia – podały "Wiadomości".

TVP podała też, że dane dotyczące Jaruzelskiego próbowano wymazać. Według "Wiadomości", teczka współpracy Jaruzelskiego zniknęła i pozostał po niej jedynie zapis na marginesie tych dokumentów.

Gen. Jaruzelski w rozmowie z PAP odmówił komentarza dotyczącego doniesień medialnych. Po ujawnieniu tej informacji w ubiegłym roku mówił, że nasilają się ataki i pomówienia na jego osobę. Wiązał to z ukazaniem swojej książki "Pod prąd", która – jak dodał – "obnaża wiele wstydliwych spraw dla polityków i historyków i liczę się z tym, że będę obiektem polowania, aby zagłuszyć to co tam piszę i dokumentuję".

IW była, uzależnionym od Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej, organem kontrwywiadu wojskowego działającego w Polsce w latach 1944 – 1957, odpowiedzialnym obok Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego za masowe represje wśród żołnierzy Wojska Polskiego, Armii Krajowej oraz ludności cywilnej. Następnie, w 1957 roku IW przekształcono w Wojskowa Służbę Wewnętrzną – Ministerstwa Obrony Narodowej.

Reklamy