Problem gościa

Dziennikarze – specjalnie ci telewizyjni – mają tendencję do używania pewnych szablonów językowych. Celują w tym sprawozdawcy sportowi, z tymi swoimi wszystkimi "oddał strzał w światło bramki", "stały fragment gry", że nie wspomnę "golkipera" zamiast bramkarza, czy "defensora" w miejsce obrońcy (te dwa ostatnie zwroty dotyczą zresztą nieco innej bajki: napuszonej pompatycznej pseudokwiecistości stylu, typowej dla ćwierćinteligenta). Ostatnio pojawił się nowy zwrot, słyszalny prawie codziennie: "Moim i państwa gościem był…"Słyszę ten zwrot codziennie, bo codziennie reporterzy telewizyjni rozmawiają z różnymi politykami, podejrzewam zresztą, że głównie na ich życzenie. I w zasadzie nie byłoby w tym powiedzonku nic złego, gdyby nie jego a) uporczywa powtarzalność (a pamiętacie: ten, który pierwszy zachwycił się pełnią Księżyca nad jeziorem – był poetą; pozostali to już grafomani i epigoni…) oraz b) niezmiernie częsta nieadekwatność sytuacyjna, granicząca czasami ze śmiesznością. Stoi sobie bidula dziennikarska z sitkiem w ręce na ulicy, deszcz ją siecze, rozmówca kuli się z zimna – no i owo "moim i państwa gościem był"… Kochana panienko: może pani zaprasza swoich gości pod kiosk z gazetami; ja nie, więc proszę mnie w to nie mieszać. Poza tym: nie każdy, kto się pokazuje w telewizorni jest dla mnie gościem; powiedzmy szczerze, większość to intruzi, których momentalnie kasuję pilotem.

No i powiem wam, że czekam tylko na to, jak ktoś – przeprowadzając wywiad choćby z prezydentem RP (ale najlepiej: w Białym Domu, z Jurkiem Dablju; może być również Kreml z Wołodią…) powie, że rozmówca był jego gościem. Pęknę ze śmiechu.

Advertisements

2 thoughts on “Problem gościa

Możliwość komentowania jest wyłączona.