Około

Dziś – z okazji świąt – odchodzimy na chwilę od spraw zahaczających o politykę; choć, po prawdzie, oddzielenie problemów mediów od tej tematyki jest chyba niemożliwe – w końcu "Czwarta Władza"… Skupiamy się za to na polszczyźnie, ściślej zaś na obrzydliwym i niesamowicie popularnym, specjalnie w radiu i telewizji błędzie. Z pewnych względów łatwym do uniknięcia w tekstach pisanych…

Spróbujcie przeczytać na głos taki oto – całkowicie poprawny – zapis "około 30% Polaków jest za malowaniem jajek". Otóż założę się, że znakomita wiekszość z was przeczyta błędnie "około trzydzieści procent Polaków…" zamiast poprawnie "około trzydziestu procent Polaków…". Zapamiętajmy raz na zawsze: około odpowiada na pytanie ilu, a nie ile!

Przy okazji kolejny bład, na szczęście nie tak już popularny, jak poprzedni: oczywiście, około trzydziestu procent, a nie procentów (choć jest tych procentów więcej niż jeden…)

Advertisements

5 thoughts on “Około

  1. Mam tylko w związku z tym jedno pytanie: to skąd się wziął komentarz numer 2 do niniejszego tekstu? Ale mniejsza z tym, nie mam zamiaru się czepiać; napisał Pan, czy nie – nie zmienia to istoty sprawy. W końcu – drobiazg.

    Poniżej – dla porządku i dla czytelników niniejszego moje dodatkowe wyjaśnienia, zamieszczone w pańskiej witrynie:
    Muszę dodatkowo coś wyjaśnić, żeby nie było, że zwalam swoją winę w jakiejkolwiek mierze na „Politykę”. Otóż prawdą jest, że oznaczenie cytatu usunięto w redakcji; jednakże ja o tym wiedziałem przed drukiem, ponieważ akceptowałem adiustowany tekst. Rzecz w tym, że było w nim kilka zmian dziennikarsko ważniejszych (np. zmiana tytułu czy przeredagowanie leadu) i usunięcie cudzysłowów po prostu przegapiłem. Ale to ostatnie sformułowanie też wcale nie ma w intencji usprawiedliwiania się: gdybym nie przegapił – też bym nie interweniował. Uważam, że każda redakcja ma swoje zasady i jeśli dokonuje adiustacji tekstu autora zewnętrznego – to z jakąś myślą; jeśli nie wypacza przy tym moich poglądów, to wszystko jest w porządku. Zawsze godzę się na takie zmiany i nie wściekam się (jak robi wielu autorów – z tym, że zazwyczaj są to autorzy jednego artykułu w życiu) o to, że mi np. zmieniono „lub” na „albo”.
    Tak więc powtarzam raz jeszcze: cała wina jest po mojej stronie. Powinienm był po prostu zastąpić tekst pana Pawła omówieniem (czyli napisać to samo innymi słowami) – albo, cytując dosłownie, podać pełne źródło.
    Chcę też powiedzieć, że opisując w poprzednim poście ususy redakcyjne gdy chodzi o podawanie nazwisk autorów wypowiedzi – opisałem nie tyle akurat „Politykę”, ile pewne ogólne zwyczaje dziennikarskie; drugą stroną jest inny zwyczaj: pisanie przy każdej okazji czegoś w rodzaju „mówi nam Brygida Kupść z Górki Dolnej, 47, matka trojga dzieci”.
    Raz jeszcze biję się w piersi i informuję, że zwróciłem się do redakcji „Polityki” z prośbą o zamieszczenie następującego tekstu:
    Wyjaśniam uprzejmie, że przywołanym w moim artykule „jednym z dyskutujących o sprawie internautów” jest pan Paweł Tkaczyk, zaś przytoczony w tekście akapit pochodzi z jego blogu w Sieci http://paweltkaczyk.midea.pl/.
    Mam nadzieję, że to wyczerpuje ten przykry incydent i będzie stanowiło dla p. Tkaczyka dostateczną satysfakcję.

  2. Pan Paweł Tkaczyk napisał w tej sprawie w swoim blogu (swoją drogą: czemu nie wprost do mnie?):

    Szanowny Panie Bogdanie, ja wiem, że blog jest publikowany na licencji Creative Commons i nie trzeba mnie pytać o zgodę na wykorzystanie materiałów tu zawartych. Jednak licencja zobowiązuje do podania miejsca pochodzenia cytatu. Nie jestem „jednym z dyskutujących o tym podejściu internautów”, mam imię i nazwisko, mam konkretny adres URL. To nie jest forum dyskusyjne, na którym występuję pod pseudonimem, tylko mój blog. Jak czułby się Pan, gdybym przedrukował tu Pański tekst pospisując go „jeden z dziennikarzy popularnego tygodnika”?

    Blogi funckjonują dziś w obiegu informacji niemal na takich samych prawach, jak „mainstreamowe” media, a ich autorzy często są ekspertami w swoich dziedzinach. Traktowanie ich jak niewiele wartego anonimowego źródła nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

    Liczę, że Pańska redakcja znajdzie jakieś rozwiązanie tej sytuacji.

    Oto moja odpowiedź, którą w formie komentarza dopisałem do tego wezwania:

    Przykro mi z powodu tego incydentu. W oryginale mojego tekstu cały cytat był oznaczony i wyróżniony (chciałem, by całość była kursywą); sam nie lubię, kiedy Czytelnik nie wie, co jest cytatem, co zaś tekstem autora i zgadzam się, że to nie jest w porządku. Wyjaśniam, że usunięcie tego oznaczenia było wynikiem adiustacji wewnątrzredakcyjnej. Proszę pamiętać, że redakcje robią dziś z tekstami autorów zewnętrznych w zasadzie co chcą. Podawanie nazwiska osoby cytowanej stosuje się w redakcjach tylko wówczas, gdy osoba ta jest już powszechnie znana i jej zacytowanie jest dla redakcji zaszczytne lub gdy osoba ta w publikowanym tekście jednoznacznie to zastrzegła; przyjmuje się w wypadkach analogicznych do niniejszego, że stwierdzenie, iż źródłem jest ogólnie „Internet”, nawet bez podania nazwy portalu czy blogu (jeśli to nie jest zastrzeżone) jest wystarczające. Jest to praktyka powszechna; osobiście mam wątpliwości, czy do końca słuszna – ale koledzy twierdzą, że gdyby było inaczej, to cała prasa składałaby się wyłącznie z oznaczeń cytatów. Między innymi dlatego gazety w zasadzie nigdy nie występują w podobnych sprawach z roszczeniami wobec siebie nawzajem. Niemniej – raz jeszcze: wyrazy ubolewania. Tym bardziej, że nic nie przeszkadzało przecież zapisać cytowaną myśl zupełnie innymi słowami – i wówczas byłoby OK.

Możliwość komentowania jest wyłączona.