Konflikt o wolność słowa?

Dziennikarze szczecińskiego oddziału TVP stanęli w obronie swojej koleżanki Beaty Mikołajewskiej-Wieczorek, którą szefostwo odsunęło od prowadzenia wywiadów z politykami.Wszystko zaczęło się od tego, że dziennikarka nie zaprosiła na rozmowę szefa zachodniopomorskiej PO – podała "Gazeta Wyborcza". Są dwie wersje wydarzeń: dziennikarska i dyrektorska. Według dziennikarskiej w poniedziałek Beata Mikołajewska-Wieczorek postanowiła porozmawiać z nowo wybranym szefem szczecińskiej PO posłem Sławomirem Nitrasem. Kierownictwo redakcji poleciło jej jednak doprosić do rozmowy szefa zachodniopomorskiej PO posła Krzysztofa Zarembę. Obaj panowie są ze sobą w konflikcie i walczą o pozycję lokalnego lidera PO. Mikołajewska-Wieczorek nie chciała na antenie prezentować wewnątrzpartyjnej walki i Zaremby nie zaprosiła. Następnego dnia została zawieszona w prowadzeniu programu – tak sytuację opisuje "GW".

– Nie chcę wypowiadać się na ten temat – mówi "GW" dzisiaj. – Boję się, że mogę stracić pracę.

We wtorek pod pismem w obronie Mikołajewskiej-Wieczorek podpisało się 23 dziennikarzy i pracowników TVP 3 Szczecin. – Mamy dość autocenzury – mówią anonimowo sygnatariusze listu. – Dziennikarze codziennie muszą spowiadać się szefostwu, z kim będą robić wywiad. Bez przyzwolenia dyrektora ds. programowych Elżbiety Bitner i dyrektora Krzysztofa Matlaka nie wolno nagrywać rozmów. Zdarzają się sytuacje, że rozmówcy są nam wręcz narzucani. To ograniczanie naszej niezależności. My odpowiadamy za program i powinniśmy sami wybierać, z kim chcemy porozmawiać.

Krzysztof Matlak wczoraj spotkał się z załogą szczecińskiej TVP. Powiedział, że ukarał Mikołajewską, bo w wywiadzie z Nitrasem padły pytania dotyczące konfliktu w PO, a druga strona, czyli poseł Krzysztof Zaremba, nie dostała szansy na wypowiedź. Matlak przedstawił inną niż dziennikarska wersję wydarzeń.

– Zaproszenie pana Zaremby to nie był pomysł dyrekcji. Pani Mikołajewska-Wieczorek powiedziała mi, że zaprasza posłów Nitrasa i Zarembę, a potem okazało się z Zarembą się nie skontaktowała.

Krzysztof Matlak nie zaprzecza, że dziennikarze muszą z nim uzgadniać bohaterów swoich wywiadów.

– To normalna redakcyjna praktyka i nie ma żadnego politycznego podłoża – podkreśla. – Chcemy wiedzieć, z kim dziennikarz przeprowadza wywiad, bo w razie sądowych procesów to my reprezentujemy telewizję. – Nieprawdą jest natomiast, że narzucamy dziennikarzom rozmówców.

Advertisements

Jedna myśl na temat “Konflikt o wolność słowa?

  1. Jeśli ktoś, kto czytał moje komentarze, związane ze sprawą „Sukcesu”, myśli, że stanę po stronie protestujących – jest w błędzie. Każda redakcja musi mieć swoją linię. Określa ją – tylko i jedynie! – redaktor naczelny (po to właśnie jest!) i on ma pełne prawo ją wyegzekwować. Redakcja nie jest luźną federacją pojedynczych dziennikarzy. Oczywiście, lepiej jest ową linię pisma wynegocjować w przyjacielskiej rozmowie zespołu z naczelnym, ale nie może być żadnej wątpliwości kto ma ostatnie zdanie w wypadku rozbieżności pogladów.

Możliwość komentowania jest wyłączona.