Pisząc z rozgoryczeniem o pogrzebie Janka Suzina użyłem sformułowania, że ostatnimi godnymi szacunku szefami telewizji (oraz całego Radiokomitetu) byli – moim zdaniem – dwaj panowie S. – Sokorski i Szczepański. Jeden z moich przyjaciół pokręcił głową: dwa komuchy - powiedział. Co ty opowiadasz? Chyba po prostu dajesz wyraz swoim sympatiom politycznym!
Rozwinę temat. Włodzimierz Sokorski był dla mnie idealnym szefem z paru powodów. Po pierwsze, był szalenie inteligentny, świetnie wychowany i miał ogromną wiedzę; sam był w końcu twórcą. Może jego książki nie zasłużyły na Nobla, ale czytać się je daje i dziś. Po drugie, był przy tym leniwy i śmiertelnie cyniczny, co w minionych czasach było cechą – dla zespołu! – niebywale wręcz pozytywną. Mówiło się, że można do niego wieczorem przynieść do podpisu dokument sprzeczny z podpisanym rano – i on ten drugi podpisze również bez zmrużenia oka… Czytaj dalej…
Mój dostawca kablowy okazał się łaskawy: bez dopłat dołożył do cyfrowego menu kilkanaście kanałów, które dotychczas były dostępne tylko jako analogowe. W ten sposób wszystkie mam na jednym pilocie, co jest – naturalnie – wygodniejsze. I wszystko byłoby więcej niż przepięknie, gdyby nie to, jakie to są kanały. Pooglądałem trochę – i resztki włosów stoją mi sztywno dęba. W sumie oferta łączna jest teraz dość makabryczna. Czytaj dalej…
Na Woronicza błazny tam rządzące wykonały kolejne salto. W ostatnim okresie najpierw królowała jakiś czas egzotyczna i dość obrzydliwa koalicja PiS-SLD, potem chłopcy ze stowarzyszenia Ordynacka gładko wyślizgali cuchnącego koalicjanta i jakieś pół roku rządzili sami, blokując w dodatku śmieszną instytytucję pod tytułem Krajowa Rada Radia i Telewizji, której skutecznie uniemożliwiali wybór rad nadzorczych; wreszcie – gdy skończył się okres zawieszenia odstawionych poprzednio prezesów z PiS – do akcji wkroczył ponoć przedstawiciel Skarbu Państwa, czyli PO, śmiertelnego ponoć wroga pisuarów – i zagłosował przeciw lewicy. W efekcie u władzy są znów panowie Orzeł i Tejkowski. Tym razem wygląda na to, że klowny w trakcie skoku napaskudziły sobie na puste łby; z tym, że nawet głupia gawiedź się już nie śmieje. Rechocą tylko managerowie błaznów.
Czytaj dalej…
Patrzę na jedną z najprzegłówniejszych komercyjnych telewizji tego śmiesznego kraiku idiotów i tak sobie myślę – wysoce niepolitycznie, of course – że źle jest. Zaczyna otóż wyraźnie w pełni dominować najzupełniej mi obca estetyka wrzasku i chichotu; pół biedy, gdyby dotyczyło to transmisji z jakiegoś wrestlingu, piłki nożnej czy innego duractwa dla debili, ale tu chodzi o publicystykę i informację. Miły i mądry skądinąd człowiek – znam osbiście i wysoko cenię – najwyraźniej zmuszony przez jakiegoś zaczadziałego podlizywaniem się mentalnym kibolom wydawcy, wywrzaskuje informacje ze świata i swoje komentarze zdanie po zdaniu z dokładnie taką intonacją, z jaką anonsują pojawienie się na ringu kolejnego mięśniaka-matoła zawodowi zapowiadacze całkowicie inscenizowanych “walk” odurniałych genetycznie osiłków.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Mam nadzieję, że Czytelnicy dobrze znają nazwisko Mariana Marzyńskiego i wiedzą, że to wspaniały filmowiec i wielki dzienikarz. Z bardzo dawnych jego dokonań przypomnę tu tylko dwa: świetne seryjne publicystyczne widowiska telewizyjne “Wszyscy jesteśmy sędziami” i “Turniej Miast”. Ten ostatni często jest wiązany z nazwiskiem Mariusza Waltera, który rzeczywiście miał w jego powstanie wielki wkład, ale jako II reżyser i tzw. realizator wozu numer 2. Autorem scenariusza i głównym reżyserem programu był własnie Marzyński, zaś na wozie numer 1 pracował nieżyjący już dziś Tadeusz Kurek.
Po roku 1968 Marzyński – który jest polskim Żydem – opuścił kraj. Wyemigrował do USA, gdzie zrobił sporą karierę telewizyjną i jako wykładowca uczelni dziennikarskich. Cały czas tworzył, jego specjalnością zaś stał się dokument filmowy. No i kilka dni temu TVP Kultura pokazała jego wspaniały film “Anya”.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Poprzedni odcinek skończyłem tak: Nadawcy zatem – podświadomie, lub świadomie – muszą swoimi kanałami przekazywać nam informację dużo bardziej agresywną i bardziej przy tym zwięzłą, żeby wygrała ona konkurencję z tą nadawaną na kanale równoległym.
To też wpływa na tabloidyzację, która w tym kontekście jawi się jako coś niemal nieuniknionego; co nie znaczy bynajmniej – pożądanego.
A w dodatku rozbudował się – i w ogóle powstał
52.263390
20.987440
Zastanawiam się nadal nad wynikiem pierwszej tury wyborów prezydenckich. Jasne, że kampania pisdzielców była nieźle prowadzona; to się z pewnością do znanego już wszystkim wyniku przyczyniło. Ale w znaczniejszym stopniu do pewnego sukcesu tych abominacyjnie obrzydliwych postaci przyczyniły się błędy ich przeciwników. Więc o tych błędach. Nie w kolejności wagi, ale tak, jak mi przychodzą do głowy.
Błąd pierwszy, to fatalne rozegranie sprawy publicznych mediów. Porozumienie z SLD w tym zakresie było w zasięgu ręki; więcej, było już wynegocjowane. No i przyszedł ostatniej chwili Tusk i wszystko rozpieprzył. W imię czego? Żeby się uchronić przed zarzutem paktowania z "postkomuną"?
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Nie powiem, by mi się ubiegły tydzień politycznie nie podobał – nawet mimo zmniejszenia dystansu, dzielącego w sondażach obu głównych kandydatów, co jednak chyba zapowiada drugą turę wyborów prezydenckich i wyrzucenie w błoto 50 milionów złotych na jej przeprowadzenia. Ale trzy decyzje obecnych władz są krzepiące. I wszystkie trzy łączy coś, co wydaje mi się wielce pozytywne…
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Komentarze