Na Woronicza błazny tam rządzące wykonały kolejne salto. W ostatnim okresie najpierw królowała jakiś czas egzotyczna i dość obrzydliwa koalicja PiS-SLD, potem chłopcy ze stowarzyszenia Ordynacka gładko wyślizgali cuchnącego koalicjanta i jakieś pół roku rządzili sami, blokując w dodatku śmieszną instytytucję pod tytułem Krajowa Rada Radia i Telewizji, której skutecznie uniemożliwiali wybór rad nadzorczych; wreszcie – gdy skończył się okres zawieszenia odstawionych poprzednio prezesów z PiS – do akcji wkroczył ponoć przedstawiciel Skarbu Państwa, czyli PO, śmiertelnego ponoć wroga pisuarów – i zagłosował przeciw lewicy. W efekcie u władzy są znów panowie Orzeł i Tejkowski. Tym razem wygląda na to, że klowny w trakcie skoku napaskudziły sobie na puste łby; z tym, że nawet głupia gawiedź się już nie śmieje. Rechocą tylko managerowie błaznów.
Czytaj dalej…
Zacznę od anegdoty. Może ją zresztą kiedyś tu już przytaczałem, ale nie chce mi się szukać; w razie czego – przepraszam, ale pasuje mi do głównego tematu jak ulał. Miałem otóż przed laty przyjaciela (niestety, od dawna nie żyje) – człowieka wielce zdolnego, twórcę, pracującego z sukcesami w paru zawodach. Był trochę starszy ode mnie, i z tej racji – a także bez wątpienia z racji nieco innego ode mnie pojmowania obowiązków obywatelskich – wziął udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie zrobił piękną karierę twórczą, a jednocześnie – acz w rezerwie – awansował w wojsku. Dochrapał się godnego stopnia komandora porucznika Marynarki Wojennej, co odpowiada podpułkownikowi wojsk lądowych. Bardzo był z tego zresztą dumny i przynależny stopniowi kord oficerski ozdabiał jego piękny mundur z okazji różnych wojskowych świąt.
Czytaj dalej…
To był rok! Cudowny. Niby już od dwóch lat – które zaczęły się jakiś rok po śmierci Wielkiego Językoznawcy – było dość jasne, że cały świat wkracza w epokę odwilży, a Polska zaczyna pomału wracać do względej normalności, ale dopiero w Roku Października zmiany te nabrały tempa. Dla mnie ten rok był cudowny podwójnie, bo cóż może być wspanialszego, niż dobieganie dwudziestki przez człowieka ciekawego świata i w jakiejś tam mierze żyjącego także polityką?
Ja i moi rówieśnicy wiązaliśmy z dziejącymi się zmianami wielkie nadzieje. Łaziliśmy na wiece na Politechnice, maszerowaliśmy spontanicznymi demonstracjami po Nowym Świecie, martwiliśmy się, że chuligani i prowokatorzy zaatakują wiadomą ambasadę i wywołają krwawy odwet partyjnej konserwy…
Czytaj dalej…
Okropnie się feministki z prawa i z lewa obraziły na prezydenta za ten zwrot o “naszych kobietach”, którego użył podczas spotkania z Obamą. Jakże to tak – zaszlochały panie z panią profesor Magdą Środą na czele – toć to przecież traktowanie kobiety jak własność, rzecz niedopuszczalna…
No więc – muszę w tej sprawie zabrać głos. Po prostu muszę, bo za chwilę damy się zwariować.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Niby Janusz Palikot głosi program, który mógłbym uznać za swój (antyklerykalny, ostry, otwarty, pozornie nowoczesny) – a coś mi tu jednak zgrzyta. Pierwsza rzecz – to to, że w żaden sposób nie wytłumaczył tego epizodu swojego życia, w którym wydawał i finansował arcyreakcyjną i fundamentalistycznie katolicką obrzydliwość, jaką był tygodnik “Ozon”. Uzasadnienie, że chodziło tu o czysty biznes, jest idiotyczne: przyjęcie go do wiadomości i przejście nad sprawą do porządku dziennego – oznaczałoby akceptację absolutnego relatywizmu ideowego i uznanie, że dla pieniędzy można zrobić każde kurewstwo.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Grzegorz Napieralski zebrał blisko 14% głosujących w wyborach prezydenckich i wszyscy oszaleli. Głoszą niezwykły sukces lewicy i jego osobiście, sypią się zewsząd gratulacje dla SLD, ogólny szacunek, ą i ę. Nawet Jarosław Mały podjął niezwykłą decyzję o zaniechaniu używania słowa postkomuniści, i teraz chce mówić po prostu lewica; ba, sam powiedział, że PiS jest w pewnym stopniu lewicowy. Donald Tusk też nagle dostrzegł w Grzesiu poważnego partnera do rozmów…
Pod pewnym względem jest w tym racja: pod tym mianowicie, że Napieralski startował od poziomu akceptacji bodaj trzyprocentowego i wynik ten – uporczywą ciężką harówą przedwyborczą – pomnożył przez co najmniej cztery. Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Już mi trochę zbrzydły te reminiscencje po Smoleńsku, powódź i nadchodzące wybory Pierwszego Obywatela. Obejrzałem sobie tedy kilka niezłych filmów, przeczytałem parę książek i jest lepiej. No i kilkoma uwagami o jednym z tych filmów muszę się z PT Czytelnikami podzielić, bo rzecz jest moim zdaniem wyborna – a jak dowodzi pewna rozmowa, nieco kontrowersyjna. Chodzi o film “The Men Who Stare at Goats”, wyreżyserowany przez niejakiego Granta Heslova, bardziej – sądząc po filmografii aktora (63 role w filmach) niż reżysera (8 filmów), kumpla mojego ulubionego dziś gwiazdora filmowego, czyli George’a Clooneya. Oczywiście, Clooney gra jedną z głównych ról – razem z dwoma innymi moimi faworytami, to jest Jeffem Bridgesem (niezapomniany Big Lebowski!) oraz Kevinem Spaceyem.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
No to wsadzę kij w mrowisko z miejsca: uważam otóż, że pora najwyższa, by świat poszedł krok dalej po – niemal powszechnym w cywilizowanej części globu – odrzuceniu kary śmierci i wprowadził ogólnie obowiązujące zasady przedawnienia na wszystkie przestępstwa i zbrodnie. Włącznie ze zbrodniami wojennymi i zbrodniami przeciw ludzkości, w tym hitlerowskimi i stalinowskimi. Dyskutować można – moim zdaniem – tylko o terminie (czy za morderstwo i ludobójstwo 30 lat, czy może 50 i tak dalej), nie o zasadzie. Jeśli nie przyjmujemy – a zdaje się, że większość z nas to odrzuciła – kryterium zemsty, to pozostawianie jakichkolwiek czynów nieprzedawnionymi nie ma sensu.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Przyznam się do pewnej słabości: paru rzeczy ludziom, w tym przyjaciołom – byłym i obecnym – w życiu zazdrościłem. Pewno to niezbyt ładne, ale kto w tym względzie bez winy…
Otóż jednym z takich powodów do zazdrości jest możliwość wpisania sobie do życiorysu pracy w “Polityce”, w szczególności w okresie redagowania jej przez MFR, jak się w środowisku zawsze nazywało Mieczysława Franciszka Rakowskiego. Wprawdzie i ja tam od czasu do czasu publikowałem – po raz pierwszy bodajże w roku 1962, pod pseudonimem, a potem nieregularnie już pod własnym nazwiskiem, utrzymując kontakt z tą wspaniałą redakcją do dziś – ale takie publikowanie, to przysłowiowy “mały Pikuś”. Nie mogę wprawdzie narzekać – pracowałem w kilku zespołach wysokiej klasy, ze wspaniałą atmosferą wspólnej roboty, miałem też w życiu ze dwóch-trzech szefów godnych najwyższego szacunku i szczerej przyjaźni – ale nie była to “Polityka”; ani żaden z nich nie był Rakowskim.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Jak wiadomo, Trybunał Konstytucyjny obniżył ostatnio represyjnie emerytury b. funkcjonariuszom SB, także i tym, których tzw. Odrodzona Rzplita Polska uznała za godnych służenia w swoich służbach specjalnych. Wiadomo też, że piątka sędziów ze składu orzekającego wypowiedziała się przeciw temu rozstrzygnięciu, składając vota separata. Nie będę komentował tego wprost; ograniczę się do opowiedzenia PT Czytelnikom historii o mojej babci.
Otóż moja babcia – urodzona w 1889 roku – była osobą niezwykłą; była niewątpliwie – bez urazy dla wszystkich moich żon i partnerek – najważniejszą kobietą w moim życiu. To ona mnie – tak się złożyło – wychowała i ona ukształtowała moją świadomość. Być może napiszę tu jeszcze o niej kiedyś więcej; tu tylko jedna pouczająca, a związana – choć pośrednio – z tematem historia.
Czytaj dalej…
Komentarze