Strona główna > różności > Ruszył Lis

Ruszył Lis

22-02-2012

Z wielkim zainteresowaniem czekałem na portal Tomasza Lisa. Z tym większym, że – jak wielokrotnie pisałem – uważam Lisa za dziennikarza Nr 1 w Polsce: jest to człowiek piekielnie zdolny, niebywale operatywny i z jednakową łatwością (i powodzeniem!) poruszający się po studiach telewizyjnych czy radiowych, jak i posługujący się piórem – zarówno jako autor, jak redaktor. W dodatku facet ma tzw. warunki: jest do oglądania i do słuchania. Słowem, dla mnie Lis jest dziennikarzem totalnym. Ci, którzy wyrzucili go z „Wprost”, są – w moje opinii – bardzo delikatnie rzecz nazywając, nierozsądni. Strzelili sobie w stopę i prawdopodobnie zarżnęli kurę, znosząca złote jaja. Ale – ich pies, ich pchły.

Lis się zaangażował w Internet. Marketingowo powstanie nowego portalu rozegrane zostało brawurowo. Napięcie zbudowano jak należy: Steve Jobs, który jest dla mnie w tej branży niedościgłym wzorem, tej roboty by się nie powstydził.

Ale – iPhone z tego nie wyszedł. Portal nie powala. Jego twórcy (nie mówię: Lis, bo jego są tu chyba przede wszystkim pieniądze, nie pomysł) postawili na obrazek kosztem tekstu; nasza współczesna cywilizacja jest oczywiście silnie ikoniczna, ale bez przesady: gdy chodzi o percepcję w kręgach ludzi z IQ większym od 100, to jednak my chcemy troszkę mieć do czytania i myślenia.

Na obrazek postawiono zatem zbyt silnie: grafika zdecydowanie w nowym portalu miażdżąco dominuje nad treścią.

Co gorsza, do treści też się mogę przyczepić. Jest pod pewnym względem eklektyczna. Jestem mocno rozczarowany: nie mogę być kibicem medium, w którym sąsiadują na łamach niejaki Bosak (jak kto pamięta, to taki chyba weszpolak spod znaku mec. Giertycha) czy pani Kępa albo Mariusz Kamiński (na szczęście nie ten z CBA, tylko ten tzw. spin doktor od ryngrafu dla Pinocheta…) z jednej strony – z Aleksandrem Kwaśniewskim czy Andrzejem Blikle z drugiej.

Coś, co jest planowane „dla wszystkich” – może się okazać „dla nikogo”; warto o tym pamiętać. Udostępnianie łam byle komu – to nie „demokratyczne wysłuchiwanie obu stron”, ale zwykły oportunizm; pogoń za czytelnikiem bez wyboru jest tu aż nadto widoczna.

Sprzyjam Lisowi. Lubię go. Ale nie będę śledził tego portalu.

Kategorie:różności
  1. Wojciech Garstka
    23-02-2012 o 8:10 | #1

    Poczekajmy, może z Lisa wykluje się bardzoej imponujący zwierzak polityczny. A ty, Bogdanie, jednak poobserwuj i postaraj się dociec, jakie są rzeczywiste intencje inicjatora: czysty żywy szmal, czy może coś innego. Raz już chciał kandydować…

    • B M
      23-02-2012 o 19:48 | #2

      Nie powtarzaj głupot, Wojtusiu: to “ci co trzeba” napisali, że chce kandydować. Taki typowo tabloidowy numeras. On tego nigdy nie zadeklarował. Może nie dość energicznie zaprzeczył, ale powiem ci, że jakby o mnie poszła taka plota na przykład, to bym nie dementował; a co, niech się durne ludziska za głowy łapią. A ja przecież byłbym nieskończenie mniej prawdopodobnym kandydatem na cokolwiek. Ale patrzeć na to-to będę.

  2. M-Z
    23-02-2012 o 0:07 | #3

    Boże, co za ohydna czcionka – po pierwsze szeryfowa, po drugie szara, a nie czarna. Na szczęście w Operze można to z-UserCSS-ić.
    Ciekaw jestem, co Autor uważa za wysłuchanie “obu stron”, skoro nie jest nim udostępnienie łam przeciwnikowi politycznemu. No ale Autor wiele razy dawał do zrozumienia, że wolność i pluralizm nie jest jego pierwszym zmartwieniem (nawet “dobry smak” jest znacznie ważniejszy od tych wartości).
    Oczywiście jest w tych blogach “kociokwik”, ale w sumie o to chodzi; ja prędzej przyczepiłbym się do obecności tam sportowców, niż polityków RÓŻNYCH opcji. Warto też pamiętać, że bez wsparcia finansowego rządu nie sposób być “gazetą rządową” – tego po prostu nikt by nie czytał. Dlatego akurat Lis dobrze zrobił, że pozuje na niezależność… Gdyby zrobił z tego drugi GazWyb, szybko by padł (bo po co komu DRUGI GazWyb).
    Co do geniuszu Lisa – myślę, że jest wielu utalentowanych dziennikarzy; nie każdy ma jednak takie znajomości, które pomogłyby w wypromowaniu własnego portalu.
    Szczerze mówiąc chętnie widziałbym na ekranie człowieka, który miażdży rozmówcę, gdy ten kłamie mu (i widzom) w oczy. Pamiętam na przykład jak Gembarowski atakował Krzaka, by ten ogólników mu nie sadził, tylko odpowiedział na pytanie. Różne rady etyki się oburzyły, ale tak powinien postępować dziennikarz.
    A Lis niestety zdaje się wierzyć (choć prędzej udaje), jeśli tylko kłamie ktoś “nasz”. No ale może w Polsce tak trzeba (zresztą gdzie indziej pewnie też)…

  3. 22-02-2012 o 22:38 | #4

    Kamiński od ryngrafu i “spindoktorstwa” to nie Mariusz, a Michał.

  4. ruum
    22-02-2012 o 18:56 | #5

    Mam bardzo podobne odczucia. Powstała taka “nowoczesna” gazeta, zorientowana na bardzo masowego odbiorcę. Tematem dnia są parówki, sprzedawane przez Orlen (mam nadzieję, że nie przez nich robione :) ). Portal jest nastawiony na sukces komercyjny i pewnie taki odniesie. Zawiedzeni są Ci, którzy liczyli na rzeczywistą nową jakość w sieci. Powstał nowy salon celebrytów, o opiniach których można poczytać codziennie w prasie, posłuchać w radio i obejrzeć w TV. Prawdziwa odmienność netu polega na realnej INTERAKCJI i dopuszczeniu do głosu osób nieznanych w mainstreamie, lecz stanowiących znak jakości w necie, nawet jak piszą pod “nickiem”. Rozumieniem tego zjawiska, wykazało się choćby Studio Opinii, które takie “głosy” dopuszcza na swych łamach.
    Portal podobno świetnie “odpala” na tabletach. I tak go właśnie traktuję. Przenośną gazetę do ….toalety.

    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.