Nie ukrywam: mam słabość do tego faceta. Wielokrotnie o tym pisałem: warsztatowo uważam go za dziennikarza totalnego; co więcej – zgadzam się w dużej mierze z jego poglądami. Lis z równą łatwością posługuje się klawiaturą komputera pisząc świetne teksty – także książki – jak korzysta z możliwości mediów wizualnych czy radia. Ma wygląd „jak trzeba”, świetny głos, wielki talent organizacyjny, ogromną wiedzę. To on w końcu – choć go ostatecznie wyrzucili – stworzył markę „Faktów” i cały TVN24, zniszczony obecnie i sprowadzony do roli elektronicznego nędznego tabloidu przez jego mało zdolnych, a bardzo pazernych następców. To on odnowił upadający „Wprost”, robiąc z tuby PiS-u i sfrustrowanych lustratorów liczący się tygodnik opinii.
No, może nie powalił mnie do końca na kolana swoim portalem internetowym, ale i ta inicjatywa – głównie z uwagi na siłę „Lisowego brandu” – bez wątpienia także okaże się biznesowo trafiona. Czytaj dalej…
Niektórzy ludzie usprawiedliwiają posiadanie jeszcze odbiornika telewizyjnego zdaniem “bo widzi pan, kanały Discovery oglądam i CNN mi się zdarza”. Odnoszę się do takich enuncjacji nieco sceptycznie (jakoś niezbyt wierzę w tę znajomość angielszczyzny w stopniu pozwalającym na korzystanie z CNN…), ale w sumie z sympatią. Tyle, że to już przestaje być usprawiedliwienie zasadne. I to nie tylko dlatego, że kanały Discovery – wywodzące swój rodowód z roku jeszcze 1985 i wówczas stanowiące niemal objawienie na rynku telewizyjnym – w pogoni za oglądalnością i reklamą w ciągu swego niemal trzydziestolecia okrutnie spsiały: można tam dziś obejrzeć tematy-brednie, niegdyś niemal nie do pomyślenia, typu rozważań o duchach, życiu pozagrobowym czy UFO. Również dlatego, że ekipa redagująca polską wersję tego kanału została dobrana najwyraźniej w sposób urągający przyzwoitości. Stwierdzam z całą mocą: są tam ludzie skrajnie niekompetentni. Czytaj dalej…
Z wielkim zainteresowaniem czekałem na portal Tomasza Lisa. Z tym większym, że – jak wielokrotnie pisałem – uważam Lisa za dziennikarza Nr 1 w Polsce: jest to człowiek piekielnie zdolny, niebywale operatywny i z jednakową łatwością (i powodzeniem!) poruszający się po studiach telewizyjnych czy radiowych, jak i posługujący się piórem – zarówno jako autor, jak redaktor. W dodatku facet ma tzw. warunki: jest do oglądania i do słuchania. Słowem, dla mnie Lis jest dziennikarzem totalnym. Ci, którzy wyrzucili go z „Wprost”, są – w moje opinii – bardzo delikatnie rzecz nazywając, nierozsądni. Strzelili sobie w stopę i prawdopodobnie zarżnęli kurę, znosząca złote jaja. Ale – ich pies, ich pchły. Czytaj dalej…
Dostałem od jednego z Czytelników prośbę o krytyczne przyjrzenie się prezentacji jakiejś tam sondy poparcia dla partii politycznych, przedstawionego graficznie przez TVN24 na planszy. Proste porównanie odpowiednich wielkości liczbowych ze zobrazowaniem sugeruje, że jest tu coś trochę “nie tak”; proszę zresztą popatrzeć obok, do listu czytelnika był załączony zrzut ekranu, który reprodukuję.
Czytelnik domyśla się tu jakiejś straszliwej manipulacji; miałaby ona polegać na przesadnym graficznie przedstawieniu przewagi PO nad pozostałymi partiami. Czy tak jest istotnie?
Wiele, wiele lat temu uczestniczyłem w masówce (kto jeszcze pamięta to słowo?). W jej trakcie pewien działacz partyjny – zwracając się do młodzieży – użył profetycznego, jak się okazało, zwrotu, który wywarł na mnie wrażenie niezatarte do dziś. Wykrzyknął był mianowicie z emfazą „Młoda polska degeneracjo”…
Czyżby przewidział rozwój polskich mediów elektronicznych? Czytaj dalej…
Autor niniejszego bloga urodził się dawno: w roku 1936, czyli jest mocno przedwojenny. Z wykształcenia jest matematykiem; przez wiele lat wykonywał ten zawód jako nauczyciel akademicki w kilku wyższych uczelniach (w tym - co sobie ceni najwyżej - w UW); był również pracownikiem PAN, zaś przez pięć lat miał zaszczyt być także członkiem Komitetu Prognoz PAN "Polska 2000 Plus". Szczyci się tym, że wchodził w skład zespołu programistów pierwszej polskiej maszyny matematycznej XYZ.
Od wielu lat zajmuje się zawodowo dziennikarstwem, szczególnie naukowym. Od paru lat jest aktywnym zawodowo emerytem, związanym z grupą "Studia Opinii".
Ten blog jest odbiciem wyłącznie osobistych poglądów autora. Nie jest przez nikogo - ani przez żadną organizację czy instytucję - sterowany.
Autor - zwany także przez niektórych Gospodarzem, co sprawia mu dużą przyjemność - bardzo uprzejmie prosi, by nie próbować przesadnie agresywnie komentować zamieszczanych tu tekstów.
W szczególności autor uprzejmie zawiadamia, że chamstwo, w tym użycie niektórych słów powszechnie uważanych za niestosowne, i antysemityzm nie będą w tym miejscu tolerowane, autorzy zaś takich wypowiedzi zostaną zablokowani.
Na wszelki wypadek odsyłane są do moderacji komentarze, których autorzy nie maja ani jednego komentarza uprzednio zaaprobowanego przez Autora blogu.
Autor przeprasza, ale uważa ten kawałek Internetu za własny i nie zezwala tu na intelektualne kibolstwo.
Uwaga specjalna Autor uprzejmie prosi PT Komentatorów, by nie nazywali go megalomanem, pyszałkiem, besserwiserem, złośliwym staruszkiem, osobą całkowicie zdemoralizowaną, kosmopolitą itp. Szkoda czasu i klawiatury: autor wie o tym wszystkim doskonale i zgadza się z tymi określeniami w pełni. Dodaje również na wszelki wypadek chętnym do odkrywania tajemnic przeszłości, iż jeden z jego dziadków był niemieckim bankierem, drugi - polskim lewicowym terrorystą, ojciec zaś - obywatelem USA. Poza tym autor przyznaje bez tortur, że jest filosemitą, rusofilem i germanofilem. A także dowolnym innym -filem. A, i jeszcze: oczywiście, zakamieniałym ateistą.
Komentarze