Propaganda sukcesu w kontekście matematyka-reaktywacja
Wiem, że to skrajnie niemodne i wiem, że wielu młodszych zawyje ze zgrozy; od kilkunastu co najmniej lat słowa “propaganda sukcesu” uchodzą za wręcz nieprzyzwoite, a w każdym razie za synonim zakłamanego i nierzetelnego dziennikarstwa. A ja się nie tylko przyznam, że tę propagandę sukcesu przed laty uprawiałem, ale dodam, iż robiłem to w pełni świadomie i z głębokim przekonaniem. Wyznawałem mianowicie – i wyznaję – zasadę, że z dwóch wiadomości, dobrej i krzepiącej oraz złej i krytycznej – pierwszeństwo publikacji powinna mieć ta pierwsza. Co oznacza, rzecz jasna, że w wypadku braku miejsca – czy czasu antenowego – ta druga może się w ogóle nie pojawić. Jestem też głęboko przekonany, że celem krytyki nie może być nigdy “przywalenie” komuś, zwłaszcza nielubianemu, ale przede wszystkim celem tym ma być usunięcie samego zła. Wolę również lansowanie zdolnych ludzi, którzy ciężką pracą coś osiągnęli dla siebie i kraju, niż skupianie uwagi odbiorcy na “bohaterach czasu wolnego”, czyli różnego rodzaju durnych celebrytach; choć wiem, że widz i czytelnik woli to drugie…
Dość jednak teorii; zaraz będzie propaganda sukcesu w stanie czystym. Będę oto chwalił ludzi, którym się udało. I ich dzieło pochwalę, które jest dobre i pożyteczne. A wszystko w Polsce i ze wsparciem “okropnej i bezbożnej” Unii Europejskiej.




Komentarze