Pewno dziwny jestem. Trylogia Larssena już tyle miesięcy na rynku, a ja przeczytałem ją dopiero całkiem niedawno. I to w dodatku dwa razy zaczynałem i odpadałem po kilkunastu stronach; dopiero za trzecim razem “zaskoczyło” i przeczytałem całość jednym ciurkiem. A przedwczoraj obejrzałem szwedzką wersję filmową pierwszej części.
Mówiąc krótko: świetne czytadło, choć żadna wielka literatura to nie jest. Z pewnością w sensie literackim i poznawczym ambitniejsze to, niż twórczość “zabili go-a-on-uciekł” Toma Clancy’ego (też lubię, żeby była jasność), ale Dostojewski to ten Larsson nie jest; ani nawet Hemingway.
Czytaj dalej…
Mam nadzieję, że Czytelnicy dobrze znają nazwisko Mariana Marzyńskiego i wiedzą, że to wspaniały filmowiec i wielki dzienikarz. Z bardzo dawnych jego dokonań przypomnę tu tylko dwa: świetne seryjne publicystyczne widowiska telewizyjne “Wszyscy jesteśmy sędziami” i “Turniej Miast”. Ten ostatni często jest wiązany z nazwiskiem Mariusza Waltera, który rzeczywiście miał w jego powstanie wielki wkład, ale jako II reżyser i tzw. realizator wozu numer 2. Autorem scenariusza i głównym reżyserem programu był własnie Marzyński, zaś na wozie numer 1 pracował nieżyjący już dziś Tadeusz Kurek.
Po roku 1968 Marzyński – który jest polskim Żydem – opuścił kraj. Wyemigrował do USA, gdzie zrobił sporą karierę telewizyjną i jako wykładowca uczelni dziennikarskich. Cały czas tworzył, jego specjalnością zaś stał się dokument filmowy. No i kilka dni temu TVP Kultura pokazała jego wspaniały film “Anya”.
Czytaj dalej…
52.263390
20.987440
Jak zapewne dla wszystkich bywalców tej witryny jest jasne – głosowałem w wyborach prezydenckich na Bronisława Komorowskiego raczej przeciwko horrorowi Kaczyńskiego (i trochę też dlatego, że pan Bronisław jest kuzynem mojej miłej i lubianej młodszej koleżanki szkolnej, Majki), niż z głębokiego przekonania, iż jest to najwłaściwsza w Polsce osoba na to miejsce. Bardzo się cieszę, że dziś mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością za słowo powiedzieć, że jest to coraz bardziej mój prezydent. Zachował się po trzykroć bezbłędnie. Czytaj dalej…
P
oprzedni odcinek kończył się – dość fatalistycznie – tak:
STAŁO SIĘ TO, CO SIĘ STAĆ MUSIAŁO.
Narzuca się jednak oczywiste pytanie: czy to już jest stan trwały i czy nic się z tym wszystkim już nie da zrobić?
Najprościej jest z ostatnim omówionym tu problemem, z konsekwencjami luki pokoleniowej. Ona już po prostu odpływa w czasie, niejako wypełnia się samoczynnie. „Stara gwardia” wymarła lub wymiera – i ze względów czysto biologicznych nie aspiruje w zasadzie do żadnych posad; „pokolenie pampersów” i jego rówieśników z innych opcji osiągnęło zaś wiek męski i czegoś się jednak w ciągu minionego ćwierćwiecza – z bólem, bo z bólem – nauczyło, przynajmniej od strony rzemieślniczej. Nowi stale napływają i już mają się od kogo uczyć, choć zapewne karier tak szybko jak ich poprzednicy nie porobią, co może być przyczyną pewnej frustracji; to jednak znów zupełnie inna kwestia.
Czytaj dalej…
Poprzedni odcinek skończyłem tak: Nadawcy zatem – podświadomie, lub świadomie – muszą swoimi kanałami przekazywać nam informację dużo bardziej agresywną i bardziej przy tym zwięzłą, żeby wygrała ona konkurencję z tą nadawaną na kanale równoległym.
To też wpływa na tabloidyzację, która w tym kontekście jawi się jako coś niemal nieuniknionego; co nie znaczy bynajmniej – pożądanego.
A w dodatku rozbudował się – i w ogóle powstał
52.263390
20.987440
Komentarze