Strona główna > internet, internetowe, obyczaje, prasowe, prawo > Albo to jest kretyństwo, albo ja jestem idiota…

Albo to jest kretyństwo, albo ja jestem idiota…

1-02-2010

justitia917437,property=poster[1] …nie wykluczone zaś, że jedno i drugie – zwykł był mawiać przed laty jeden z moich najdziwniejszych przyjaciół, słynący z ostrości i kontrowersyjności poglądów i języka. O kobietach mówił na przykład mniej więcej tak: powinno to-to siedzieć w kącie, machać biuścikiem numer minimum trzy, kłapać rzęsami, i żeby mi się, cholera jedna, do rozmowy nie wcinała, bo będą zaraz same nieszczęścia. Gdy zaś nabijaliśmy się zeń z kumplami, bo będąc już w dość słusznym wieku ożenił się – po raz któryś tam – z młódką, która raczej gwarantowała mu solidne rogi niż cokolwiek innego, odpowiedział z całą powagą to ten sam problem, co takie zadanie: co lepsze, zjeść tort z kolegami, czy g* samemu; i ja wolę zdecydowanie konsumpcję zbiorową…

No więc ten dziwny facet używał tytułowego zdania wówczas, gdy czegoś nie rozumiał. Ja też czegoś kompletnie nie rozumiem; a czego – to już na następnej stronie

 

Cytujemy: mediarun.pl:

W końcu wiadomo, na jak mocną krytykę można pozwolić sobie w sieci. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu orzekł, że wulgarny atak nie jest przestępstwem.

Sformułowania, które można by uznać za obraźliwe w powszechnej komunikacji, niekoniecznie naruszają dobra osobiste, jeżeli są użyte na forum internetowym.

Aktywny uczestnik forów internetowych, będąc osobą znaną i rozpoznawalną w tej społeczności, jest w tym znaczeniu i dla tego środowiska osobą publiczną. Tak orzekł Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Internauta, jako osoba publiczna, uczestnicząc w dyskusji i wygłaszając swoje poglądy, wyraża zgodę na ich ocenę i musi się liczyć z tym, że zostaną one poddane krytyce innych użytkowników oraz wykazać większy stopień tolerancji i odporności wobec niepochlebnych opinii, a nawet brutalnych ataków.

Granice dopuszczalnej krytyki w Internecie są bowiem szersze niż w przypadku osób nieuczestniczących w takiej dyskusji. Dokonywanie ocen zachowań i wypowiedzi osób publicznych, o ile oceny te nie wykraczają poza akceptowane społecznie standardy, nie jest działaniem bezprawnym. Co więcej, zdaniem sądu apelacyjnego – analiza społecznie akceptowanych standardów wypowiedzi musi uwzględniać fakt, że język internautów jest dosadny, skrótowy, często odbiega od sposobu komunikacji, jaki obowiązuje w społeczeństwie.

Używanie wulgaryzmów w sieci, które służą podkreśleniu ekspresji wypowiedzi, jest powszechnie akceptowane. (wytł. moje – BM) Sformułowania, które można by uznać za obraźliwe w powszechnej komunikacji, niekoniecznie naruszają dobra osobiste, jeżeli są użyte na forum internetowym.

No i właśnie powtarzam: kompletnie tego wyroku nie rozumiem. Może zatem P. T. Czytelnicy zechcą mi rozjaśnić zniszczony alkoholem i seksem starczy mózg?

  1. 3-02-2010 o 11:17 | #1

    Piotr VaGla Waglowski :
    Robię błędy, nie wiem wszystkiego. Warto o tym pamiętać.

    Dlatego masz całkiem spore grono komentujących, którzy z publikowanych przez Ciebie tekstów wyciągają nowe rzeczy i mają kolejne spostrzeżenia. Komentarze do projektu RSiUN pokazały to naprawdę wyraźnie.

  2. 2-02-2010 o 11:20 | #2

    B M:
    Chyba jednak, cholera jasna, przeceniam nadal dziennikarzy…

    Raczej przeciwnie. Nie ma miesiąca, żeby ktoś nie zadziwił mnie niekompetencją, wybiórczym podejściem do tematu czy wręcz pisaniem na zamówienie.

  3. 2-02-2010 o 0:29 | #3

    Drogi Bogdanie, niestety w tym przypadku winę ponosi autor dziennikarskiego materiału w Dzienniku Gazeta Prawa. O ile wiem – Prezes Sądu będzie w tej sprawie interweniował. Tekst, z którego przepisywał (na zasadzie głuchego telefonu) ktoś z innych rzetelnych serwisów, zrobił wiele szkód, które teraz będzie trzeba długo odkręcać.
    v.

    • B M
      2-02-2010 o 10:57 | #4

      Piotrze (i wszyscy Bywalcy): niniejszym oświadczam, że w sytuacjach, podobnych do opisanej, zanim się człowiek czymkolwiek zadziwi – powinien zajrzeć na Twoja witrynę. Jednym słowem – cokolwiek nas zastanawia w prawie, wyrokach sądowych itp., zwłaszcza w kontekście sieciowym – najpierw zajrzyjmy do VaGli. Howgh.

      • 2-02-2010 o 16:56 | #5

        Nie można wierzyć w ani jedno moje słowo. Najlepiej samodzielnie sprawdzać dostępne informacje w kilku źródłach. Robię błędy, nie wiem wszystkiego. Warto o tym pamiętać.

  4. jezter
    1-02-2010 o 23:44 | #6

    Ja może bez związku z tematem wpisu ale w bliskiej Panu dziedzinie: http://www.krzysztofcywinski.pl/konkurs.html

  5. Czarny
    1-02-2010 o 22:16 | #7

    Zwykła kaczka dziennikarska. Warto przeczytać uzasadnienie sądu
    http://prawo.vagla.pl/node/8916

    • B M
      1-02-2010 o 23:12 | #8

      Dzięki. Sąd był – okazuje się – przytomny, natomiast Mediarun.pl – niekoniecznie. Cieszę się, że “są jeszcze sędziowie we Wrocławiu”. Do tego stopnia, że uznaję, że jednak druga część tytułu okazała się w jakimś stopniu prawdziwa… Chyba jednak, cholera jasna, przeceniam nadal dziennikarzy…

  6. B M
    1-02-2010 o 21:44 | #9

    Też sobie na to bałwaństwo ostrzę zęby, ale myślę o jakimś szerszym tekście “pomnikowym”.

  7. laudate44
    1-02-2010 o 21:42 | #10

    A wie Pan co? Sądziłem, że wpis będzie o projektowanycm pomniku ofiar Katynia pod Chęcinami. Tytuł doskonale pasuje, proszę samemu zerknąć do Sieci, co to za projekt. Dodam tylko tyle: mam nadzieję, że do realizacji z jakichs przyczyn nie dojdzie, o rety.
    Pozdrawiam.

Możliwość komentowania jest wyłączona.