Refleksje nad popularnością, czyli vanitas vanitatum
Czytelnicy niniejszego nie od dziś wiedzą, że mam – wrodzoną chyba - słabość do telewizji; oczywiście, do tej nieistniejącej od dawna, może nawet tej czarno białej i bez magnetowidów, ale może być i ta nowa. Nikt się zatem zapewne nie zdziwi, że od czasu do czasu próbuję swoich sił w produkcjach tzw. telewizji internetowej. Z dość – powiedziałbym – umiarkowanym sukcesem: moje “Pitagorasy” umieszczane na YouTube i kopiowane również w tym miejscu mają po kilkaset wejść, czyli niewiele. Nie dziwi mnie to, bo i poziom techniczny mocno amatorski (mój sprzęt to średniej jakości kamerka internetowa Logitecha, oświetlenie zapewniają dwie lampy biurkowe i okno, montaż to po prostu windowsowy Movie Maker) – i tematyka wyraźnie demode: popularyzacja nauki, w dodatku tej najparszywszej, czyli matematyki. Nie bez powodu jeden z byłych wysokich funkcjonariuszy Naszej Odzyskanej Telewizji kilka lat temu powiedział, że nauka i edukacja nie interesują go w ogóle, są bowiem niereklamonośne. Tymczasem… Czytaj dalej…



Komentarze