Dwie sprawy – dość odległe znaczeniowo – jednocześnie w mediach: zaczęta właśnie wojna religijna, wywołana casusem 14-latki w ciąży, oraz kilka kolejnych błahych awarii w europejskich elektrownich atomowych. Coś je jednak łączy: właśnie to, że stały się przedmiotem zainteresowania mediów, które bez żenady wykorzystują je w celach konkurencyjno – komercyjnych. Sprawa pierwsza, do której wypadnie jeszcze zapewne powracać: spór o prawo do aborcji znacznie już przerósł znaczeniowo samą szczegółową kwestię 14-latki. Już – wiem, że to okrutne co piszę – nie ma większego znaczenia, jak to się skończy: działania organizacji “prolife” i kręgów katolickich wzywoliły bowiem demony wojny. Teraz pójdzie już polityczna walka na noże (mam nadzieję, że nie dosłownie…) o miejsce religii w społeczeństwie; już nie tylko o aborcję, ale o szkoły, krzyże w miejscach publicznych, kontakty władzy z hierarchią i tak dalej. Walka nieunikniona, bo przełamana została przez Ciemnogród pewna granica. I będzie to walka “no mercy”, bez zlitowania i ustępstw. Walka – wydaje mi się – niestety, szkodliwa. Nie my – patrzący na świat z lewej – jej jednak chcieliśmy. Czytaj dalej…
Komentarze