Odchodzą pomału ludzie, znaczący coś w mojej młodości. Dzisiaj przyszła wiadomość o śmierci legendarnego lidera robotników z FSO, Lechosława Goździka; zetknęliśmy się w pamiętnym Październiku 1956 roku na słynnym wiecu na Politechnice. “Zetknęliśmy się” - to zbyt duże słowo: po prostu, obaj tam byliśmy i obaj byliśmy w tej samej intencji: niedopuszczenia do ataku tłuszczy na ambasadę radziecką, co musiałoby się skończyć monstrualnym przelewem krwi i - jak potem mówił Goździk - mielibyśmy z tego dzisiaj co najwyżej sporo nowych pomników i nową kwaterę na Powązkach. Po 1957 roku i odejściu Gomułki od ideałów, które nam wtedy były bliskie - Goździk, autentyczny charyzmatyczny przywódca ludowy, którego jedno słowo wystarczyłoby, by warszawscy robotnicy i studenci poszli masowo na barykady, rozsądnie usunął się w cień i wyjechał z Warszawy.
Jak czytam w “Wyborczej”, do 1980 r., kiedy to Goździka odnalazła w Świnoujściu wielka dziennikarka Hanna Krall, nikt z jego otoczenia, nawet żona i córka, nie wiedział, że to “ten Goździk”. Kiedy zdarzało się, że ktoś przypominał sobie nazwisko, mawiał: “Tamten, to nawet nie moja rodzina”.
- Wciąż przychodzą do mnie dziennikarze - mówił “Gazecie” przed 15 laty. - Opowiadam im o rybach, a oni piszą o Październiku. Ja nie chcę być pomnikiem, bohaterem, sztandarem.
W Październiku ‘56 miał 25 lat. Przez robotników Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu został wybrany na I sekretarza Komitetu Zakładowego PZPR. W bezpośrednich wyborach. Był ikoną tamtych przemian: młody, przystojny, w prochowcu z podniesionym kołnierzem wyglądał jak filmowy amant, a nie działacz. Do historii przeszło jego wystąpienie na wiecu na Politechnice Warszawskiej (tym właśnie, w którym i ja brałem udział w grupie uniwersyteckich ZMP-owców, kierowanej przez późniejszego założyciela stowarzyszenia “Ordynacka”, Wiesława Klimczaka, która to grupa - stanąwszy na czele demonstracji - celowo wprowadziła ją do Auli PW, by pod pozorem odbycia wiecu nie dopuścić do starć z siłami bezpieczeństwa).
Stolica kipiała od emocji. Ludzie nie słuchają partyjnych działaczy. Wygwizdują wszystkich po kolei. Goździk bierze mikrofon i… też zaczyna gwizdać. Po chwili pyta: “Czy mamy skorzystać z szansy, jaka się nadarza w naszym kraju, czy przegwizdamy tę szansę?” Przekonał salę. Był gotów bronić swojego zakładu przed sowieckimi wojskami za pomocą butelek z benzyną, ale powstrzymał marsz warszawiaków na ambasadę ZSRR.
Kiedy zaczął krytykować Gomułkę, musiał odejść. Zaszczuty, w 1965 r., wyjeżdżając z Warszawy, spalił wszystkie zdjęcia i wycinki prasowe, które świadczyły o jego przeszłości. O jego losach zadecydowała kasjerka z warszawskiego dworca. - Poprosiłem ją o bilet do stacji, gdzie pociągi już dalej nie jadą - wspominał.
W Świnoujściu kupił z demobilu drewniany kuter. Pokochał morze. W latach 60., kiedy kolektywizowano rybołówstwo, był jedynym prywatnym armatorem w Świnoujściu. W nowych czasach został prezesem Stowarzyszenia Rybaków Polskich. W 1994 r. został radnym miejskim i przewodniczącym rady miasta, cztery lata później - wiceszefem sejmiku województwa zachodniopomorskiego.
- W radzie Świnoujścia miał wielki autorytet - wspomina wiceprezydent Świnoujścia Andrzej Szczodry. - Kiedy mówił, na sali zapadała cisza.
Na emeryturze poświęcił się żeglarstwu. Ostatnio ciężko chorował, przyjaciele wiedzieli, że odchodzi.
Zrobił swoje. Był wielkim człowiekiem. Myślę, że należy się mu w Warszawie ulica; natychmiast. Wielu ludzi zawdzięcza mu życie: ci wszyscy, którzy go posłuchali i nie poszli wtedy pod ambasadę ZSRR, gdzie Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego już rozstawił karabiny maszynowe.







Niech zgadnę… ulicy nie dostanie?
nic nie dostanie. w ogóle o kim tu mowa. taki człowiek w tej chwili nie ma żadnego znaczenia. teraz liczy się tylko Wałęsa, okrągły stół i jego dyskredytowanie. Jesteśmy na etapie zabierania a nie dawania!
Panie Bogdanie; to że Ludzie odchodzą, to chyba raczej zjawisko normalne,zaś to,co można z Ich pamięcią uczynić…
Znajdzie się jakiś ipeenowiec…
Uważam,że należy się Mu się ulica nie tylko w Warszawie,ale też w innych miastach.Lechosław Goździk postąpił podobnie jak inny wybitny bohater narodowy-śp.Ryszard Kukliński.Uchronił Polaków przed masakrą ze strony okupanta sowieckiego.Należy się Mu cześć i pamięć.
@ Michał
Prosiłbym o odrobinę logiki, a i wiedzy historycznej też garść by się przydała.
Pierwsze primo: to imć Kukliński mógł postąpić podobnie jak Lechosław Goździk, nie odwrotnie.
Drugie primo: nie przypominam sobie, żeby imć Kukliński zatrzymywał gdzieś ludzi, by nie szli pod lufy KBW. Nie mogę też sobie przypomnieć, żeby po drugiej stronie sabotował jakieś rozkazy.
Trzecie primo: tak na przyszłość sugerowałbym jedno: nie mieszać. Czegokolwiek. Bo szkodzi i ową szkodliwość widać…