Smutna i pouczająca historia Instytucji
Była sobie raz Instytucja. Szacowna. Sędziwa dosyć, bo wywodząca się z głębokiego PRL-u (więc niesłuszna zapewne); ale na tyle istotna, że władze Najjaśniejszej Rzeczypospolitej rozważały nawet w pewnym momencie ewentualność nadania jej statusu kluczowej dla interesu Państwa. Ale nie nadały; pewno dlatego, że wyroby Instytucji – nazwijmy je Produktami – choć z pewnych względów bardzo ważne, należą do kategorii dóbr potwornie trudno zbywalnych i w dodatku da się je łatwo piratować. Mają jednak tę cechę, że choćby w jednym egzemplarzu wyprodukowane być w zasadzie muszą; bez nich Ważna Dziedzina Życia Społecznego przestaje istnieć. Nie natychmiast, ale przestaje. No, ale bez tej Ważnej Dziedziny też się da istnieć, jak świadczą dowodnie przykłady paru całkiem ładnych państw typu Gambii czy Burkina Faso. Więc co tu sobie władza będzie zawracać głowę i jeszcze, nie daj Boże, kolejnym darmozjadom dopłacać… Czytaj dalej…


Komentarze