Superstacja mnie rozśmieszyła
18 04 2008
Zadzwoniła do mnie Superstacja. Miły damski - wyraźnie bardzo młody głos - powiedział, że mają dla mnie propozycję. Mianowicie chcieli, żebym poprowadził u nich na żywo przegląd prasy. - Trzeba być jakieś 10 minut przed ósmą, robimy godzinkę na żywo; co to dla pana - zaszczebiotała panienka. Wyraziłem zainteresowanie; nie powiem, propozycja zrobiła mi nawet pewną przyjemność: w końcu spędziłem w profesjonalnej telewizji około połowy dorosłego życia, uważam się w tej dziedzinie za coś w rodzaju (zdezaktualizowanego…) zawodowca, jakieś tam nagrody w życiu za to podostawałem… No, było mi miło, że uznano, iż jeszcze się do czegoś nadaję i że ktoś tam pamięta moje nazwisko. Poza tym lubię studio i perspektywa siądnięcia raz jeszcze przed kamerą po ponad 10 latach wabiła.
Poprosiłem tedy - co uznałem za najzupełniej naturalne - o sprecyzowanie warunków. Dziewczę okazało się bystrzutkie i w lot pojęło, że pytam o honorarium. Nieco skonfundowane powiedziało mi (prawdę mówiąc, trochę się tego -znając dzisiejsze obyczaje - spodziewałem), że żadne honoraria nie są przewidywane. - Wie pan - powiedziała mi - przecież pan się w ten sposób jakoś reklamuje…
- Miła pani - odparłem - proszę zapamiętać: niżej podpisany za darmo wyłącznie oddycha; w tej sytuacji dalsza rozmowa jest bezcelowa.
Historyjka, jak historyjka; miałem już takich kilka. Tyle w każdym razie, że rzecz prosi się o uogólnienie i pewne wyjaśnienia. Zacznijmy od owych wyjaśnień, które pozwalam sobie sformułować w postaci osobistego regulaminu-cennika. Oto on.
Niniejsza Firma (czyli moja wykwintna doskonałość) świadczy usługi dziennikarskie. Świadczy je bezpłatnie w okolicznościach następujących:
- Gdy Firma ma taką własną fanaberię (jak prowadzenie niniejszego bloga)
- Gdy prosi o to osoba bliska lub zaprzyjaźniona, albo bardzo urodziwa płci całkiem przeciwnej od płci Firmy i w dodatku znacznie od Firmy młodsza;
- Gdy oczekuje się od Firmy, by chwaliła organizacje, do których dobrowolnie należy i upowszechniała ich dorobek (dotyczy: Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, Stowarzyszenia “Ordynacka”); wyjaśnia się dodatkowo, że krytyka tych organizacji za pieniądze nie jest brana pod uwagę w żadnych wypadkach;
W pozostałych sytuacjach Firma za świadczenie usług spodziewa się honorariów; Firma nie pracuje na popularność, bowiem nieskromnie sądzi, że jeśli ktoś się o takie świadczenie zwraca, to już Firmę zna, więc popularności Ona nie potrzebuje. Cennik jest następujący:
- Występ w studiu radiowym lub telewizyjnym nie wymagający żadnego przygotowania ani wkładu umysłowego: do 29 minut - 500 zł, od 30 do 59 minut - 1500 zł, powyżej minimum 2000 zł. Występy komercyjne, wymagające wyjścia z domu przed godziną 8.00 lub po 22.00 nie są w zasadzie brane pod uwagę, choć przy bardzo specjalnych stawkach możemy rozmawiać…
- Jak wyżej, z koniecznością przygotowania (przeczytania czegoś, zdokumentowania i tp.) - stawki są o 50% wyższe. Jeśli wymaga się dostarczenia jakichś materiałów na piśmie - stawki rosną o dalsze 50%.
- Udział Firmy w uroczystościach prywatnych (ślubach, lunchach biznesowych, imieninach, spotkaniach z politykami) celem ich uświetnienia obecnością osoby własnej jest możliwy. Wykluczone są jednak uroczystości z udziałem osób duchownych jakiegokolwiek wyznania. Udział niemy w takiej imprezie wyceniamy na 5000 zł, udział ze złożeniem życzeń zebranym lub powiedzeniem “dzień dobry państwu” kosztuje 10000 zł. Poza Warszawą Firma żąda zwrotu kosztów podróży lub podesłania samochodu z kierowcą i stawki większej o 50%.
- Do Gazet i Czasopism Firma pisuje po stawkach redakcyjnych i się nie targuje. W rachubę wchodzą wyłącznie tytuły akceptowane przez Firmę; pisma wyznaniowe i konfesyjne nie powinny się do Firmy zwracać z żadnymi propozycjami, bo Firma może być niegrzeczna.
- Firma prowadzi również wykłady. Z dziedziny, na której Firma się zna - stawka wynosi 750 zł za godzinę lekcyjną; gdy Firma się na czymś nie zna - i musi się w związku z tym przygotować - stawka rośnie o 100%.
Mam nadzieję, że przynajmniej część PT Czytelników zauważyła, że pozwoliłem sobie tu - nieudolnie zapewne - nawiązać do znanej publikacji Witkacego z jego cennikiem za usługi malarsko-portreciarskie. Nie o to jednak chodzi; to były (częściowo, częściowo!) żarty, teraz będzie poważnie. Otóż, do q… nędzy: niby czemu jakaś tam telewizja czy stacja radiowa - choćby i sam CNN albo inna TVP - śmie się spodziewać, że człowiek przyjdzie do nich o jakiejś zwariowanej godzinie i zrobi cokolwiek za darmo? O ile wiem, redaktor - prowadzący, nadzorujący, organizujący i tak dalej - bierze za swoją robotę pieniądze, i to niemałe; niby czemu istota programu, czyli jego treść ma być za darmo? Przyjemność z występu telewizji może być wystarczającą nagrodą dla panny Beatrycze Kupść z Ogonkowa Średniego, która będzie miała okazję pomachać rączką do osobistej cioci; albo dla idioty-polityka, który (najzupełniej mylnie) sądzi, że nadgoni sobie głosów pokazywaniem głupawej mordy elektoratowi. Nie dotyczy to zawodowców: my (nawet ci, którzy już dawno “zakończyli bieg”) z tego żyjemy i nikomu nie będziemy robili dobrze za fryko. Rzecz polega bowiem na tym, że nie musimy; chociaż umiemy i możemy. Jak nam się zechce, naturalnie. Howgh! - jak mawiał w takich okazjach Winnetou.







Brawo!
Pan, Panie Bogdanie, doprawdy reklamować się nie musi.
A za wysoki profesjonalizm należy płacić.
Cieszę się, że mamy jeszcze w Pana osobie dziennikarza stosującego własny precyzyjny kodeks etyczny.
Pozdrawiam.
Biorąc pod uwagę tupet pannicy, bardzo Pan ją uprzejmie potraktował. Bardzo.
i słusznie
mi się raz zdarzyło pisać za darmo ( a raczej umieszczać artykuły za które i tak już kotś zapłacił. bo miałem taką fanaberię. w pewnej witrynie internetowej)
dodałbym do tego co Pan pisze jeszcze jeden niuans: miałem kiedyś taką historyjkę. byłem w pewnej redakcji bardzo znanego i rentownego tygodnika podac dane do wypłaty honorarium. przy okazji odwiedziłem redaktora, który brał ode mnie tekst. usłyszałem od niego: mam nadzieję, że ten tekst mamy na wyłączność. moja odpowiedź brzmiała: ILE? co ile? ILE TO DLA WAS WARTE? no wie pan, bo…. tu stęki, jąkanie, bredzenie. wziąłem z jego biurka egzemplarz pisma i długopis. zakreśliłem w stopce słowa sp. z o.o. WIDZI PAN. WY JESTEŚCIE SPÓŁKĄ. POROZMAWIAJMY Z ZACHOWANIEM KRYTERIÓW EKONOMICZNYCH, prosze mnie nie częstować takimi żebrackimi kawałkami. ZAMILKŁ. Na tekscie zarobiłem potem jeszcze 2 000 zł
Ja pamiętam, jak jeszcze gdzieś do połowy lat 90. nawet stacje radiowe płaciły za 15-minutowe wejście na żywo z bajaniem o komputerach. Potem gdzieś się to ulotniło.
Inna sprawa, że przy okazjonalnym bywaniu w tej czy innej stacji był tylko kłopot z dopisywaniem dodatkowej informacji do PIT-a, więc w sumie byłem raczej zadowolony, że nie katują papierkami z setką czy dwiema.
Ale tu?! Cholera, pół mojego pokolenia wychowywało się na publicystyce popularno-naukowej szanownego Gospodarza, a tu jakaś cipcia mówi o “autoreklamie”. Nóż się otwiera…
Panie Bogdanie!
Ktoś tę cipulatkę wypuścił za rybkę - a nuż się szczupak złapie? Mam to g… i jakoś nie oglądam. Jka ktoś na wstępie daje taką nazwę, to staję się nieufny. Takie z nich super-tv-many?
Cóż, Superstacja wygląda dosyć amatorsko… Ale czy szanowny Autor chce powiedzieć, że taka praktyka jest powszechna i te rzesze polityków produkują się codziennie na ekranie różnych stacji, nie bacząc na porę i z dużym zaangażowaniem - “za fryko”?! Chocia patrząc na poziom ich produkcji…
bardzo urodziwa płci całkiem przeciwnej od płci Firmy i w dodatku znacznie od Firmy młodsza”?
Jeszcze uwaga - skąd Pan wie, że nie chodziło o pozycję nr 2 z cennika: “Gdy prosi o to osoba (…
owa praktyka dotyczy nie tylko mediów. dotyka również branży edukacyjnej - kilka razy proszono mnie o robienie czegoś za darmo, “żebym sobie nazwisko zrobiła”. grzecznie odpowiadałam słowami, że nazwisko już mam po tatusiu i to mi wystarczy.
Portal mediów publicznych
W internecie, pod adresem http://ustawamedialna.pl powstał portal skierowany do dziennikarzy mediów publicznych. Portal jest prowadzony bezinteresownie przez grupę dziennikarzy z różnych ośrodków w kraju, w żaden sposób nie związanych z jakąkolwiek partią polityczną, ośrodkiem decyzyjnym lub grupą kapitałową. Na pierwszej stronie portalu opublikowano apel do polityków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, o szybkie przyjęcie tzw. ustawy medialnej. Pod internetowym apelem można składać podpisy.
Założeniem projektu jest monitorowanie działań polityków związanych z tzw. ustawą medialną („małą i dużą”) i reformą mediów publicznych. Ustawamedialna.pl jest otwartą platformą dla tych wszystkich, którzy chcą poprzez system komentarzy opublikować swoją opinię dotyczącą projektowanych zmian w funkcjonowaniu mediów publicznych.
Platforma jest otwarta dla wszystkich placówek mediów publicznych, w tym znaczeniu, że bez żadnych zobowiązań publikuje petycje, listy otwarte, stanowiska dziennikarzy lub grup zawodowych działających w redakcjach. Materiały przyjmowane są pod adresem: info@ustawamedialna.pl i będą publikowane bez zbędnej zwłoki.
trochę późno
jakubowska za ustawę kaskę od rywina zdążyła wziąć
Oj, McTuzick… Nie zauważa pan, że za tego typu wpis można trafić pod sąd i grubo beknąć? Jest jakiś wyrok w tej sprawie? Jakieś dowody, poza sejmowymi pierdołami? Może nie zauważyłem…