Zaczyna się bój o media. Z pewnością: nie ostatni
Platforma wreszcie wymuliła z siebie projekt restrukturyzacji polskich mediów elektronicznych; piszę z przekąsem, bowiem mając teoretycznie “gabinet cieni”, grupy eksperckie i w ogóle jakieś tam różne od mędrków z “Samoobrony” i LPR zaplecze intelektualne – a także, co nie najmniej ważne – dwa lata rządów PiS-u na namysł, należało po prostu sięgnąć do szuflady i wyjąć gotowca. Podobnie zresztą jak w sprawie reorganizacji służby zdrowia, służb specjalnych i paru innych. Co te Tuski do cholery robiły przez kilkanaście miesięcy? Wróćmy jednak do mediów.
Otóż ich pomysły są nie tylko i nie przede wszystkim spóźnione. Są niedobre. Krajowa Rada poszerzona do 7 osób – OK; ale już dobór kandydatów – wątpliwy. Poparcie dwóch związków twórczych lub dwóch uczelni da się “załatwić” bez trudu, niezależnie od oblicza rządzących; każda z głównych partii wprowadzi “swoich” bez kłopotu. A już członków zarządu powoła… minister skarbu, czyli bezpośrednio rząd; i co tu pieprzyć, że w drodze otwartego konkursu: sam wygrywałem kiedyś takie konkursy, bo… miałem wygrać, zupełnie niezależnie od tego, że rzeczywiście jestem genialny. Tym bardziej, że na kandydatury członków zarządu nie nałożono właściwie żadnych warunków.
Tymczasem – moim skromnym zdaniem byłego fachowca – warunki dla członków KRRiTV powinny być mniej więcej takie: owo poparcie dwóch uczelni lub dwóch związków twórczych (niekoniecznie dziennikarskich) zostawmy; dodajmy do tego habilitację dla kandydującego medioznawcy z zawodu, wyższe wykształcenie magisterskie i posiadanie co najmniej jednej prestiżowej ogólnokrajowej lub znanej międzynarodowej nagrody twórczej dla pozostałych, minimum 25 lat praktyki zawodowej, w tym 10 lat na wyższych stanowiskach kierowniczych w mediach (co najmniej redaktor naczelny lub równoważne). Każde 5 lat praktyki można zastąpić jedną wydaną książką lub zrealizowanym filmem długometrażowym, albo 5 średnio- i krótkometrażowych, albo 50 programami radiowymi lub telewizyjnymi według własnego scenariusza. Powołany do KRRiTV może brać owe proponowane 5000 PLN miesięcznie, niekoniecznie musi mieć status ministra, zgoda; ale powinien – na okres pełnienia funkcji – otrzymać pełnopłatny urlop z głównego miejsca pracy, z zagwarantowanym powrotem na to samo stanowisko z zakazem rozwiązania umowy o pracę przez 10 lat. Tylko wtedy będą to ludzie rzeczywiście niezależni i niepodatni na manipulacje finansowo-bytowe. Spośród kandydatów do Rady powinni być z mocy prawa wykluczeni duchowni wszelkich wyznań i zakonnicy. Do stażu pracy nie należy zaliczać pracy w mediach religijnych.
Członkowie zarządów mediów powinni być powoływani w zasadzie wyłącznie spośród etatowych pracowników tych mediów, przy czym wymogi byłyby podobne: minimum 10 lat praktyki zawodowej w danym rodzaju mediów (być może, prywatnym) lub 15 lat w innych mediach (nieelektronicznych), w tym minimum 5 lat na wyższych stanowiskach kierowniczych; całkowita bezpartyjność od minimum 10 lat, pełne wyższe wykształcenie magisterskie, udokumentowany dorobek twórczy. Powołujący powinien mieć prawo wybrania jednak i innych osób, ale w liczbie nie większej niż 1/5 stanowisk do obsadzenia i z wykluczeniem stanowisk prezesów. Powołującym nie powinien być minister skarbu, ale minister kultury, dla którego wyniki otwartego publicznego konkursu na dane stanowisko powinny być ściśle wiążące.
To są zresztą – nie przeczę, ważne – sprawy organizacyjno-personalne. Powinien być do tego dodany zakaz reklam w mediach publicznych i nakaz finansowania tych mediów przez budżet w należytej wysokości (bez przesady, ale bez możliwości ustalania wysokości kwoty przez któregokolwiek ministra lub rząd w całości; to powinien być automat, powiedzmy: 1.5 mld zł rocznie i niech się rząd ani parlament nie wtrąca).
No. To sobie pomarzyłem. Wiem, że bez sensu i szans na realizację.
księgarnia






A.W.: księdzu nie wolno. sza…
myslalam, ze od tego jest kosciol.
Eora
31-01-2008 at 10:32