Nauka… i nauczka
To było tak: pod jednym z moich postów wpisał ktoś komentarz, który mnie zainteresował; dziennikarski nos powiedział mi, że autorem jest ktoś młody i inteligentny, więc zajrzałem do jego bloga (zostawił adres). Rzecz się okazała faktycznie warta poczytania, choć – z pewnych względów – kontrowersyjna; nie opiszę szczegółów w tej chwili, zostawiając temat na inną okazję. Niech dojrzeje. W każdym razie zobaczyłem kilka dni temu, że młody autor zacytował pewien tekst sensacyjno-naukowy; jak się okazało, tekst pochodził z nieocenionego skądinąd pisma “Dziennik”. No i proponuję, byśmy dzisiejsze spotkanie zaczęli właśnie od tego – Dziennikowego – tekstu…


Komentarze