Liszka? Kiszka…
Kiedy Donald Tusk robiąc niejaki cyrk medialny i budując atmosferę suspensu mianował rzecznikiem rządu p. Agnieszkę Liszkę – byłem lekko zdumiony. Sądziłem, po pierwsze, że uda mu się pozyskać na to stanowisko jakieś nazwisko dziennikarskie z najwyższej (lub choćby: bardzo wysokiej) półki; oczywiście, trudno byłoby się spodziewać asa nad asy, jak powiedzmy, Tomasz Lis, czy Jacek Żakowski - trudno, bowiem przyjęcie takiej posady zamyka teoretycznie raz na zawsze karierę dziennikarską, otwierając bardzo wątpliwą polityczną. Ale kogoś - myślę – mieliśmy prawo się spodziewać; może na przykład kogoś sędziwego u schyłku kariery, komu już ewentualne niepowodzenie polityczne nie zaszkodzi. Tymczasem mianowana została panna Nikt. Jeśli tak, to zakładałem, iż Tusk skądinąd wie, że jest ona tak dobra, energiczna i samodzielna, że brak nazwiska nie będzie jej przeszkadzał w pełnieniu funkcji Czytaj dalej…
Dwie rzeczy – poza pyskówkami między kaczorstwem i tuskami i ogólnym puszeniem się prawicowych półgłupków – królują od dwóch dni w mediach: pomału cichnąca dyskusja wokół znakomitej, wstrząsającej książki prof. Grossa “Strach” i sprawa wyroku na polskiego gwałciciela z Essex, skazanego wczoraj na podwójne dożywocie za wyjątkowo drastyczny napad na 48-letnią Brytyjkę. Niby sprawy odległe, a jednak coś je łączy: mianowicie, reakcja części opinii publicznej.
Platforma wreszcie wymuliła z siebie projekt restrukturyzacji polskich mediów elektronicznych; piszę z przekąsem, bowiem mając teoretycznie “gabinet cieni”, grupy eksperckie i w ogóle jakieś tam różne od mędrków z “Samoobrony” i LPR zaplecze intelektualne – a także, co nie najmniej ważne – dwa lata rządów PiS-u na namysł, należało po prostu sięgnąć do szuflady i wyjąć gotowca. Podobnie zresztą jak w sprawie reorganizacji służby zdrowia, służb specjalnych i paru innych. Co te Tuski do cholery robiły przez kilkanaście miesięcy? Wróćmy jednak do mediów.
Mamy kolejną aferkę. Swoją drogą, tak trzy lata temu nazwałbym coś takiego gigantyczną aferą i obgryzał palce z emocji, a dziś zdrobnienie aferka wydaje mi się zbyt mocne; znaczy to chyba, że pp. politycy doprowadzili swoim działaniami do wyraźnego stępienia mojej obywatelskiej wrażliwości. Może zresztą to po prostu postępujący wiek zmienia mi perspektywę. Mniejsza jednak o to; do rzeczy. Odbyła się otóż na temat ochrony zdrowia Rada Gabinetowa, po której prezydent i premier mieli równie kwaśne miny; obozy ich zwolenników wyraźnie uznały, że nikt na owej radzie medialnie nie skorzystał… i zaczęło się.
To było tak: pod jednym z moich postów wpisał ktoś komentarz, który mnie zainteresował; dziennikarski nos powiedział mi, że autorem jest ktoś młody i inteligentny, więc zajrzałem do jego bloga (zostawił adres). Rzecz się okazała faktycznie warta poczytania, choć – z pewnych względów – kontrowersyjna; nie opiszę szczegółów w tej chwili, zostawiając temat na inną okazję. Niech dojrzeje. W każdym razie zobaczyłem kilka dni temu, że młody autor zacytował pewien tekst sensacyjno-naukowy; jak się okazało, tekst pochodził z nieocenionego skądinąd pisma “Dziennik”. No i proponuję, byśmy dzisiejsze spotkanie zaczęli właśnie od tego – Dziennikowego – tekstu…
Od kilku dni w mediach wrze od dyskusji o “Strachu” prof. Jana Grossa (nie sądzę, by ktokolwiek nie wiedział o co chodzi, ale na wszelki wypadek wyjaśniam: to książka, w której autor opisuje koszmar polskiego antysemityzmu z wczesnych lat powojennych). Właściwie to nie żadna dyskusja, tylko nieustanny atak, w którym – ku mojemu niejakiemu zdziwieniu – wziął udział również p. kard. Dziwisz, zarzucając wydawcy książki “błąd wydawniczy”. Wczoraj zaś Grossa zaatakowała Monika Olejnik w swojej “Kropce”.
Od pewnego czasu zniknęła mi z kabla stacja
O panu prezesie telewizji publicznej,
Statystyczny Polak w 2007 roku spędzał przed telewizorem każdego dnia średnio 4 godziny i 1 minutę - podaje serwis
Jak co roku Telewizja Publiczna nadała tradycyjną szopkę noworoczną. Nie pokuszę się o jej opis. Znacznie lepiej zrobiła to “Gazeta Wyborcza”, jej więc głos oddaję. Poczytajcie. Pisze Donata Subbotko: Myli się ten, kto myślał, że w Polsce ostatnim bastionem PiS w bezgranicznej epoce Schengen jest Pałac Prezydencki. Ostatnim szańcem jest telewizja publiczna


Komentarze