Prowizorycznie, ale zaczęliśmy
Maciek Zembaty – mój sąsiad i przyjaciel – wymarzył sobie radio internetowe. Ma to być coś, co zbrzydzony – podobnie jak ja – otaczającą nas pisuarową rzeczywistością nazwał “Wolna Rozgłośnia Rozsądek”. W skrócie “Wrr…” – jak warczenie starego psa, który jeszcze nie skoczył wrogowi do gardła, ale już pokazuje bardzo nieprzyjemne kły…
Nie jest łatwo amatorowi uruchomić prawdziwe internetowe radio. Ale prowizorium, a właściwie na razie po prostu składnicę wybranych plików dźwiękowych, dało się zrobić. Zajrzyjcie do “Wolnej Rozgłośni Rozsądek“. No i… –Czytaj dalej
Andrzej Urbański, szef TVP, w żadnym wypadku nie jest bohaterem mojego romansu. Fakt, że jest odrobinę bardziej do przyjęcia niż jego poprzednik, czyli osławiony Lustracja-Wildstein nie zmienia faktu, że – matematycznie nazywając – jest on dla mnie co najwyżej epsilonem, czyli wielkością niemal nie różniącą się od zera. No i onże Urbański stał się dziś negatywnym bohaterem żenującej sensacji: imaginujcie sobie, IPN oświadczył, iż ów zbrodzień… podpisał tzw. lojalkę. To znaczy jakiejś tam służbie PRL-u oświadczył na piśmie, że nie będzie prowadził działalności terrorystycznej, czy czegoś takiego. No i to jest absolutna żenada – ale wcale nie dla Urbańskiego…
Jeśli myśleliście, że zapomniałem o mojej deklaracji poparcia dla Cimoszewicza – to jesteście w błędzie. Oto jego oficjalne zdjęcie; kopiowanie i rozpowszechnianie dozwolone bez ograniczeń. A oto list Wł. C. specjalnie do Was, przekazany mi przez jego pełnomocnika:
Coraz dokładniej widać – jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości – że Solorz zwolnił Lisa, bowiem pisuary przystawiły mu nóż do gardła. Oto dalsze szczegóły tej ponurej gangsterskiej afery, ujawniane przez “Gazetę Wyborczą”. Komisja Nadzoru Finansowego prześwietla należący do Zygmunta Solorza Elektrim. Ministerstwo Skarbu chce się go pozbyć z elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Poniżej tekst z “GW”.
Oczywiście, znacie stary kawał, wyjaśniający pojęcie “uczuć mieszanych”. To są mianowicie te, które stają się naszym udziałem, kiedy nasza teściowa wpada naszym samochodem do rzeki. Jest to, rzecz prosta, anegdotka obrzydliwa i idiotyczna (wszystkie niemal moje teściowe były niemal bezbłędne…), ale dobrze oddaje bieżącą sytuację. Otóż
Sensacją dnia jest odsunięcie przez Solorza od kierowania “Wiadomościami” Tomasza Lisa. Główna prezenterka programu zachowała się w związku z tym modelowo, rezygnując natychmiast ze współpracy ze stacją. Przez trzy lata miałam zaszczyt współtworzyć ten program z niesamowicie utalentowanymi dziennikarzami i z fantastycznymi ludźmi. Tym ciężej przychodzi mi powiedzieć, że dzisiaj podjęłam decyzję o odejściu z “Wydarzeń” - powiedziała
Trwa – już nie wiem: na szczęście, czy też niestety – kampania wyborcza. Wszyscy leją wszystkich. Obudzili się też i okropnie zaktywizowali internetowi misjonarze-harcownicy. Mianem tym określam nie ludzi, którzy mają jakieś poglądy i je w Sieci prezentują, ale tych, którzy per fas et nefas usiłują na jakieś jedynie słuszne poglądy nawracać innych; obojętne, prawicowe czy też lewicowe, cokolwiek by te etykietki dziś znaczyły. Cóż więc czynią owi misjonarze? Otóż – nie będzie przykładów, bo i tak wiecie, o kim mówię; jeśli zaś nie wiecie, to poczekajcie parę godzin, misjonarz sam się zgłosi – misjonarze owi grasują po cudzych witrynach, wypatrują nieprawomyślności i natychmiast “dają odpór”.
Miałem zamiar napisać dłuższe story o TVN24 i o obniżaniu poziomu tego kanału, który – dopuściwszy do ekranu tłum prowincjonalnych nieciekawych panienek i dwudziestoparoletnich chłopysiów – dopuszcza do tego, że któreś z nich mówi np. huźdawka (i nie wylatuje natychmiast z pracy) albo przez dwie minuty w stand-upie bełkoce przeraźliwie, nie tylko nie przekazując żadnej informacji, ale jeszcze robiąc koło dziesięciu koszmarnych błędów językowych, gramatycznych i stylistycznych… Miałem zamiar narazić się znowu na demagogiczny zarzut braku lewicowości, stawiając prowokacyjnie postulat, by przy przyjmowaniu do pracy w telewizji wymagać przynależności do co najmniej trzypokoleniowej wielkomiejskiej inteligencji (rozumianej formalnie: w każdym z pokoleń co najmniej połowa przodków z wyższym wykształceniem, wszyscy z miasta, liczącego co najmniej 100 000 mieszkańców) – i tym samym rozpętać ciekawą dyskusję… Ale nie to teraz ważne.
W piątek o 16. spod Empiku na rondzie de Gaulle’a rusza Marsz Wykształciuchów. Organizator
Kilku z Czytelników tego bloga obruszyło się na moją fascynację Cimoszewiczem. Fascynacja – to jednak w ogóle dużo za mocne słowo, przynajmniej jeśli idzie o mnie. Chodzi raczej o zimną kalkulację i logiczne – mam nadzieję – rozumowanie. W żadnym wypadku nie jest to przy tym kwestia współczucia dla WC z powodu sponiewierania go przez agenciaków Platformy w kampanii wyborczej; o współczuciu mowy być nie może, bowiem zgadzam się z tymi, którzy mówią, że jak ktoś wchodzi w bagno, to musi się liczyć z ochlapaniem błotem. Oczywiście, że mam odruch wymiotny na myśl o p. Miodowiczu et consortes -ale nie przekłada się to wcale na sympatię do ofiary tych bydlaków. Tu nie ma żadnego wynikania, non sequitur – jak mawiali starożytni. Uważam Cimoszewicza za świetnego faceta ze zgoła innych powodów…


Komentarze