Wiadomości24.pl – brawo!
Od dłuższego czasu z rosnącą sympatią obserwuję serwis Wiadomości24.pl. W moim przekonaniu ten społecznościowy serwis informacyjno-publicystyczny jest tworem w swojej kategorii wręcz modelowym. Doskonale zorganizowana, czytelna i funkcjonalna witryna, profesjonalny i wyraźnie tchnący entuzjazmem zespół, bardzo dobrzy współpracownicy, nienachalna komercyjność; czegóż chcieć więcej? Aby wam udowodnić (jeśli kto wątpi lub witryny nie zna), że społecznościowe dziennikarstwo może być dobre i wartościowe – przedrukowuję poniżej jeden z tekstów przemiłej i arcyinteligentnej emerytki z Buska, która jest jedną z moich faworytnych autorek witryny. Rzecz jasna, przedrukowuję – bo się zgadzam z panią Jadwigą Kowalczyk w stu procentach…
Rzecznik prasowy czy wielkie nikt?
Cytowane poniżej odpowiedzi na pytania są tak genialne w swej prostocie że właściwie treść pytań jest całkowicie nieistotna. Pochodzą z nieautoryzowanego nagrania dziennikarki “Gazety Wyborczej”. Oto one:
„Trudno mi powiedzieć, nie znam tych sytuacji.
Nie wiem, nie mam przed sobą dokumentów.
Trudno mi powiedzieć, musiałbym to sprawdzić.
Jest tam pewna liczba ustaw i rozporządzeń.
Trudno mi powiedzieć.
Nie wiem tego.
- Nie mogę dłużej rozmawiać. Proszę przysłać pytania mailem.
- Postaram się to sprawdzić, ale niczego nie gwarantuję.
Nie wiem, czy mi się uda to sprawdzić.
Postaram się odpowiedzieć w odpowiednim terminie.”
Człowiekiem, który nic nie wie i niczego nie wyjaśnia jest rzecznik rządu najjaśniejszej czwartej – Jan Dziedziczak. Występy publiczne tego pana odznaczają się pewną szczególna cechą. Wydając z siebie głos, nie udziela odpowiedzi i za to pobiera pensję. Sięgając pamięcią do niesłusznej III RP widzę oczami duszy dwie panie: utytułowana piękność, która zasłynęła powiedzeniem iż „premierowi się nie odmawia”, a karierę rzecznika prasowego zakończyła bez wstrząsów wraz ze swoim szefem. Daje się nam poznać jako autorka smakowitości kulinarnych. Była, zaistniała. Pani Ewa Wachowicz.
Jej poprzedniczka – pani Małgorzata Niezabitowska. Wsławiła się nie tylko blond fryzurą, ale i poziomem prowadzonych z niezwykłą elegancją konferencji prasowych oraz wypowiedziami równie wyczerpującymi temat, co kompetentnymi. Była błyskotliwym uzupełnieniem małomównego premiera Tadeusza Mazowieckiego.
Jeszcze wcześniej kraj był czarną dziurą, czyli państwem zniewolenia, WRON-y, Jaruzelskiego, stanu wojennego oraz Urbana. Jerzego. Urban wprowadził regularne konferencje prasowe, na których zagraniczni dziennikarze z pianą na ustach rwali resztki włosów; precyzyjne odpowiedzi na najbardziej podstępne pytania uchodziły za bezczelne, cyniczne i przekraczające wszelkie granice dziennikarskiego smaku.
W czasach, kiedy przeciętny działacz opozycyjny odżywiał się całkiem przyzwoicie zawartością paczek od proboszcza, a tzw. lud pracujący, czyli baby dostawały żylaków w kolejkach po kartkowe ochłapy – Urban, w odpowiedzi na jedno z pytań odrzekł: “rząd się sam wyżywi”. Oferując na dodatek ciepłe koce dla bezdomnych w Nowym Jorku.
Mniej więcej w czasie, kiedy Wałęsa czytał, a przyboczny ksiądz tłumaczył słynne przemówienie w Kongresie, Urban zaproponował zachodnim dziennikarzom publiczną debatę na temat dramatycznych wydarzeń w naszym kraju. Moja amerykańska kuzynka, oblatana w polityce jak mało kto wyjaśniła, dlaczego zaproszenie do debaty nie zostało przyjęte: otóż – rzekła – nie zdarzyło się, by naszych dziennikarzy ktokolwiek zapędził w kozi róg i doprowadzał do furii. Jak dotychczas. Ale Urban to potrafi i oni się go boją. A szkoda, bo Amerykanie chętnie by posłuchali. Jest nie tylko równie cwany, ale tak samo inteligentny.
Nie doszło do spodziewanego show, a mnie zaczęło świtać co to takiego demokracja. Wszystko to zapadło w pamięć, wypowiedzi przeszły do historii dziennikarstwa a postać Urbana do historii kraju.
Gdzie przejdzie obecny rzecznik? Chyba tylko na drugą stronę ulicy.
Mój komentarz: jest w tym tekście jeden drobny błąd. Tłumaczem Wałęsy – i autorem tekstu jego mowy – nie był żaden ksiądz, ale nieżyjący już niestety świetny dziennikarz (niegdyś radiowy, potem telewizyjny) Jacek Kalabiński. Człowiek o najlepszym głosie, jaki w życiu słyszałem; włączając w to nawet genialny głos Willisa Conovera z pamiętnego “Music USA”. Znałem człowieka i bardzo lubiłem. Z księdzem nie miał nic wspólnego, pod żadnym względem.




Dopisałem datę tej wizyty, listopad 1989.
Już ma, Pawełku.
A przy okazji, córka Dziewanowskiego, Krysia, pracowała przez lata w Lupusie jako sekretarz i redaktor, głównie w dziale książkowym.
Zdumiewające, że Dziewanowski nie ma swojego hasła w Wikipedii, tak nawiasem.
Po pierwsze, Pawle, masz absolutna rację: to oczywiście Kazik Dziewanowski pisał ten tekst, moja skleroza. Co zaś do uwagi bockx-a: jasne, że masz rację! Ale to są koszty dziennikarstwa obywatelskiego i manowce demokracji: każdy może publikować w takich mediach, więc i oszołom. W założeniu nie ma w takim portalu niczego takiego, jak “polityka redakcyjna”; warto może zatem nad tym się właśnie zastanowić krytycznie?
Brawo, ale chyba nie za wszystko ?
“Dawni komuniści jak Kwasniewski , nie “bronią demokracji”, lecz własnego “tylka” za przeproszeniem. Oni nawet nie wiedza , co to jest demokracja, gdyż uchwalili niedemokratyczną konstytucję razem z UD/UW, za co płacimy do dnia dzisiejszego.”
Cytacik ze strony Wiadomości24. Autor to “uczciwosctarnow” czyli Marek Ciesielczyk (wykładowca politologii, dziennikarz , publicysta). 61 artykułów na stronie, a w nich masa podobnych ‘kwiatków”.
Kazimierz Dziewanowski, oczywiście.
To “We, the people” dźwięczy mi w uszach do dzisiaj.
I ten aplauz kongresmeńsko-senatorski po dwóch sekundach.
Natomiast autorem tamtego przemówienia był inny znany dziennikarz, ale – wstyd powiedzieć – zapomniałem.